07.11.2023, 17:07 ✶
Nadmierna śmiałość Brenny mogła niektórych irytować. Ba, wiedział że niektórych sam jej głos doprowadzał do furii. Wariatka, szalona brygadzistka, która musiała chorować na dziwną magiczną przypadłość motorka w tyłku. Nie pracował tu od wczoraj, słyszał o niej od różnych osób i doskonale wiedział, kim jest ta kobieta i z kim się brata. Rodolphus dużo wiedział - lubił wiedzieć. Wiedział też, że Brenna jest cholernie wścibska i wszędzie jej pełno. W jego szarych oczach coś błysnęło, gdy się odezwała. Fascynacja, tak można było określić uczucie, które uderzyło Rolpha jak grom po tym, jak Brenna niemal jednym tchem wyrecytowała szczegółowy rysopis mężczyzny, latającego nago... - nie, w gaciach - po Ministerstwie. To było imponujące i jednocześnie pokazywało, że kobieta ma niemal doskonałą pamięć i dryg iście oficerski, który tak wszedł jej w nawyk, że stał się integralną częścią Brenny. Kącik ust Rolpha drgnął w uśmiechu.
Była od niego starsza, ale kto nie był? Nie spotykał na korytarzach wielu równolatków, ale też i ich specjalnie nie szukał. Zwykle był zajęty swoimi sprawami, a w przerwach od wertowania artykułów pracował. I tylko podczas pory lunchowej słuchał, co inni mają do powiedzenia na temat pracowników Ministerstwa. On nigdy nie pytał: po prostu słuchał.
- Bardzo dobrze pani przeszło przez myśl, pani Longbottom. To niedopuszczalne, by ktokolwiek z Ministerstwa, a tym bardziej Departamentu Tajemnic, zachowywał się w ten sposób. Jeżeli było to urojenie, poradzimy sobie z tym - odpowiedział niemal od razu, szczerze powątpiewając, by Brennie się przywidziało. Kojarzył tego mężczyznę. Ba, znał jego imię, nazwisko i stanowisko, jakie zajmował. Nic więcej, bo nawet wśród nich samych panowała zmowa milczenia i zakaz mówienia wprost o swej pracy. - Nie jest niemową, to...
Urwał w pół zdania. Szybkie kroki postawiły każdą część jego ciała w gotowość. Spiął się, gdy mężczyzna przemknął przez korytarz. A potem spojrzał na Brennę.
- Na co czekasz? Łap go! - nim kobieta zdążyła mrugnąć, Lestrange wypadł z gabinetu i rzucił się w pogoń za "kolegą" z pracy. Wyciągał nogi, by jak najszybciej skrócić dystans, dzielący czarodzieja półkrwi od siebie samego. Tamten miał jednak przewagę odległościową. Raz-dwa i zniknął za drzwiami, prowadzącymi do innej części Ministerstwa. Rolph jednak nie przerwał pościgu - jeżeli nie złapie tego gnoja, to nie tylko Brennę będą mieli na głowie.
Była od niego starsza, ale kto nie był? Nie spotykał na korytarzach wielu równolatków, ale też i ich specjalnie nie szukał. Zwykle był zajęty swoimi sprawami, a w przerwach od wertowania artykułów pracował. I tylko podczas pory lunchowej słuchał, co inni mają do powiedzenia na temat pracowników Ministerstwa. On nigdy nie pytał: po prostu słuchał.
- Bardzo dobrze pani przeszło przez myśl, pani Longbottom. To niedopuszczalne, by ktokolwiek z Ministerstwa, a tym bardziej Departamentu Tajemnic, zachowywał się w ten sposób. Jeżeli było to urojenie, poradzimy sobie z tym - odpowiedział niemal od razu, szczerze powątpiewając, by Brennie się przywidziało. Kojarzył tego mężczyznę. Ba, znał jego imię, nazwisko i stanowisko, jakie zajmował. Nic więcej, bo nawet wśród nich samych panowała zmowa milczenia i zakaz mówienia wprost o swej pracy. - Nie jest niemową, to...
Urwał w pół zdania. Szybkie kroki postawiły każdą część jego ciała w gotowość. Spiął się, gdy mężczyzna przemknął przez korytarz. A potem spojrzał na Brennę.
- Na co czekasz? Łap go! - nim kobieta zdążyła mrugnąć, Lestrange wypadł z gabinetu i rzucił się w pogoń za "kolegą" z pracy. Wyciągał nogi, by jak najszybciej skrócić dystans, dzielący czarodzieja półkrwi od siebie samego. Tamten miał jednak przewagę odległościową. Raz-dwa i zniknął za drzwiami, prowadzącymi do innej części Ministerstwa. Rolph jednak nie przerwał pościgu - jeżeli nie złapie tego gnoja, to nie tylko Brennę będą mieli na głowie.