07.11.2023, 19:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.11.2023, 20:01 przez Rodolphus Lestrange.)
Biegł ile sił w nogach, czując jak krew buzuje mu w żyłach, ale Brenna okazała się szybsza. Punkt dla Longbottomów i długich nóg pani Brenny. Rolph nigdy nie miał ambicji, by startować w zawodach biegowych, mimo że sam określiłby się w miarę wysportowanego, a mimo to poczuł dziwne ukłucie niedowierzania, gdy czupryna kobiety zniknęła mu z oczu. Ale w zasadzie dobrze się stało - mógł nieco zwolnić, by to właśnie kobieta przyjęła na siebie pierwsze uderzenia. Spodziewał się, że brudnokrwisty będzie stawiał opór, skoro go pojebało, jednak chęć przed złapaniem kogoś, kto stanowił potencjalne niebezpieczeństwo dla całego departamentu, była silniejsza niż próba kombinowania czy ochrony samego siebie. Gotów był przyjąć te ciosy na własną pierś. Na szczęście, och jakieś to było zrządzenie losu, Brenna dała prawdziwy popis umiejętności.
Gdy Lestrange dopadł do zakrętu, za którym zniknął mężczyzna i goniąca go brygadzistka, jego oczom ukazała się doprawdy rozkoszna scena. Brenna przyciskała mężczyznę do ściany, wykręcając mu rękę. W oczach Rolpha błysnęły niebezpieczne iskierki, a twarzy wygięła się w paskudnym grymasie, przepełnionym złością, niedowierzaniem i rozczarowaniem. Półkrwi zawsze byli słabi, oto kolejny dowód na słuszność tej tezy.
- Być może - powiedział, wyciągając różdżkę. Przytknął ją do skroni szamoczącego się mężczyzny. Nie wyglądało jednak na to, by zrobiło to na nim wrażenie. Był jednak unieruchomiony, a Rolph mógł na spokojnie rzucić zaklęcie drętwoty. Nie miał zamiaru pozwolić, by mimo wszystko dziad dosięgnął Brenny i się wysmyknął z jej objęć. Stawka była zbyt duża. Póki wiedziała o tym incydencie tylko ona - byli bezpieczni.
Gdy ciało Niewymownego opadło na ziemię, Lestrange sięgnął dłonią do rozwichrzonych od biegu włosów. Przeczesał je palcami, zerkając na Brennę.
- Jesteś szybka - zauważył, zgrabnie przechodząc z pani na ty. Kucnął przy mężczyźnie, dłoń z różdżką opierając na jednym z kolan. Jego oczy wciąż był rozbiegane i gniewne - w przeciwieństwie do jego własnych. Zdołał już opanować emocje, nawet oddech mu się już tak nie urywał, jak przed chwilą. - To nie będzie konieczne. Wiem, co mu jest.
Tak w zasadzie to podejrzewał to od początku, ale nie miał zamiaru dzielić się tą wiedzą z Brenną Longbottom. Wystarczająco dużo wiedziała. Rodolphus wstał i machnął różdżką, unosząc ciało nieszczęśnika lekko nad ziemię. No przecież nie będzie go dźwigał na plecach. Odetchnął z ulgą i poprawił koszulę. Za dziesięć minut będzie po wszystkim.
- Czasem w Departamencie Tajemnic dzieją się rzeczy... Trudne do wyjaśnienia - zaczął, opierając się barkiem o ścianę. Patrzył wprost na Brennę, nic nie robiąc sobie z lewitującego kolegi po fachu. - Umysł ludzki jest bardzo skomplikowany, wystarczy jeden impuls, by przestał działać tak, jak należy. Wezwę Szefa Komnaty, do tego czasu powinien być pod kontrolą.
Żałował, że musi to zrobić. Najchętniej sam sprawdziłby, co takiego zadziało się w mózgu tego półmugola. Ale stąpał po zbyt cienkiej linii, by tyle ryzykować. Uśmiechnął się lekko do Brenny, lecz oczy pozostały zimne.
- Dziękuję, Brenno. Zaiste zasłużyłaś na miano jednej z najlepszych brygadzistek - powiedział, a jego słowa wydawały się szczere. Obrazek psuły tylko oczy, które wydawały się martwe, wyprane bez emocji. Były tak jasne, że to było aż niepokojące doświadczenie. - Czy dasz sobie podziękować za pomoc w złapaniu jednego z ważniejszych pracowników Departamentu Tajemnic?
Gdy Lestrange dopadł do zakrętu, za którym zniknął mężczyzna i goniąca go brygadzistka, jego oczom ukazała się doprawdy rozkoszna scena. Brenna przyciskała mężczyznę do ściany, wykręcając mu rękę. W oczach Rolpha błysnęły niebezpieczne iskierki, a twarzy wygięła się w paskudnym grymasie, przepełnionym złością, niedowierzaniem i rozczarowaniem. Półkrwi zawsze byli słabi, oto kolejny dowód na słuszność tej tezy.
- Być może - powiedział, wyciągając różdżkę. Przytknął ją do skroni szamoczącego się mężczyzny. Nie wyglądało jednak na to, by zrobiło to na nim wrażenie. Był jednak unieruchomiony, a Rolph mógł na spokojnie rzucić zaklęcie drętwoty. Nie miał zamiaru pozwolić, by mimo wszystko dziad dosięgnął Brenny i się wysmyknął z jej objęć. Stawka była zbyt duża. Póki wiedziała o tym incydencie tylko ona - byli bezpieczni.
Gdy ciało Niewymownego opadło na ziemię, Lestrange sięgnął dłonią do rozwichrzonych od biegu włosów. Przeczesał je palcami, zerkając na Brennę.
- Jesteś szybka - zauważył, zgrabnie przechodząc z pani na ty. Kucnął przy mężczyźnie, dłoń z różdżką opierając na jednym z kolan. Jego oczy wciąż był rozbiegane i gniewne - w przeciwieństwie do jego własnych. Zdołał już opanować emocje, nawet oddech mu się już tak nie urywał, jak przed chwilą. - To nie będzie konieczne. Wiem, co mu jest.
Tak w zasadzie to podejrzewał to od początku, ale nie miał zamiaru dzielić się tą wiedzą z Brenną Longbottom. Wystarczająco dużo wiedziała. Rodolphus wstał i machnął różdżką, unosząc ciało nieszczęśnika lekko nad ziemię. No przecież nie będzie go dźwigał na plecach. Odetchnął z ulgą i poprawił koszulę. Za dziesięć minut będzie po wszystkim.
- Czasem w Departamencie Tajemnic dzieją się rzeczy... Trudne do wyjaśnienia - zaczął, opierając się barkiem o ścianę. Patrzył wprost na Brennę, nic nie robiąc sobie z lewitującego kolegi po fachu. - Umysł ludzki jest bardzo skomplikowany, wystarczy jeden impuls, by przestał działać tak, jak należy. Wezwę Szefa Komnaty, do tego czasu powinien być pod kontrolą.
Żałował, że musi to zrobić. Najchętniej sam sprawdziłby, co takiego zadziało się w mózgu tego półmugola. Ale stąpał po zbyt cienkiej linii, by tyle ryzykować. Uśmiechnął się lekko do Brenny, lecz oczy pozostały zimne.
- Dziękuję, Brenno. Zaiste zasłużyłaś na miano jednej z najlepszych brygadzistek - powiedział, a jego słowa wydawały się szczere. Obrazek psuły tylko oczy, które wydawały się martwe, wyprane bez emocji. Były tak jasne, że to było aż niepokojące doświadczenie. - Czy dasz sobie podziękować za pomoc w złapaniu jednego z ważniejszych pracowników Departamentu Tajemnic?