Jeszcze dwa miesiące temu powiedziałby, że powinien go ochronić przed ich własnym losem. Bo czy to naprawdę była wolna wola, by opadać na dno za szaleńcem? Czy można było tego chcieć? Dzisiaj była tylko cisza i zastanowienie. Nostalgia za tym, co zgasło i opuściło jego zimne ciało. Równie chłodny był jego umysł. To przecież było oczywiste, że nie możesz chronić tych, którzy musieli zostać poświęceni w tej niesłusznej wojnie. Ale to, kto miał rację, mieli dopiero opisać zwycięzcy. Ten, który ustanie na końcu wśród morza ciał, złamanych serc i umysłów będzie tym, który napisze swoją wersję historii. I może kiedyś ktoś sięgnie po tajemnice kryjące się za kurtyną, spróbuje zobaczyć, jak wszystko wyglądało z drugiej strony medalu. Sauriel, w swoim spojrzeniu na wieczność, zastanawiał się czasem, jak świat ich zapamięta. Jak wielkimi zbrodniarzami zostaną we dwójkę, ile win ich własnych i ile tych, których się nie dopuścili, zostanie podpięte pod ich konto. A postaci Anthonyego było coś nostalgicznego. Wspomnienie tego, czego nie utrzymali w swoich dłoniach, chociaż Sauriel się naprawdę starał. A teraz już chciał płynąć z tą falą, bo było mu dobrze, było łatwiej. Konieczność zamieniła się w przyjemność. Chyba Stanley chciał tego samego. Oto wykazywali obojętność wobec tego, że ich druh mógł zostać zniszczony tak samo jak oni. Akceptowali to i po prostu czekali. Tak jakby wtedy mogli powitać go jak dawno wyczekiwanego przyjaciela. Przekroczyłeś próg, gdzie człowieczeństwo coś znaczyło i stałeś w czerni, która była absolutnością wspaniałą - ponieważ wybaczała. Czegokolwiek byś nie zrobił - ona wybaczała.
Skinął w potwierdzeniu, że owszem - był gotowy. Ruszył za przyjacielem i przeszedł pod płachtą materiału, spoglądając na belki wokół tworzących skomplikowaną konstrukcję trybun. Przesunął się w bok - wyglądał prawie tak, jakby stopił się z cieniami panującymi tutaj, kiedy zamarł w zupełnym bezruchu. Gdyby nie wiedzieć, że tam stoi, to bardzo łatwo było go przegapić w tej czarnej szacie. Jak ten cień, który miga w kąciku oka, ale zdajesz sobie sprawę z tego, że jest tylko jednym z nocnych mar, które nie mogą uczynić ci krzywdy. A może jednak..? W niektórych miejscach ciemność była o wiele gęstsza i zbierała całe wiadra strachu po swojej stronie.
- Czynisz honory? - Sauriel mógł przyjąć formę... skrzydłowego. W końcu to była umówiona randka ze Śmiercią.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.