09.11.2023, 13:58 ✶
Ach, spryciara. W ziółkach, które jej ojciec tak lubił, najwyraźniej znajdowało się coś na sen. Cathal nie odpowiedział, a uśmiechnął się tylko z rozbawieniem, nawet nie zaskoczony i postanowił zapamiętać, by uważać, co je i pije, gdy to przechodzi przez jej ręce...
*
Zważywszy na to, że Flint już po raz drugi zachwalał rum, nietrudno było odgadnąć, który trunek jest jego ulubionym. Gdyby Cathal absolutnie nie znosił rumu, pewnie i tak by się na niego nie zdecydował, ale że nie miał szczególnych preferencji pod tym względem, nie zaszkodziło zrobić drobnego ukłonu w stronę gustów gospodarza.
- Tak, papierologia bywa bardzo niebezpieczna. Niekiedy przy zezwoleniach człowiek ma ochotę zrobić coś drastycznego - powiedział z kamienną twarz znad swojego talerza. Nie nadał głosowi ironicznego brzmienia, bo jakby nie było, gościł u Flintów i wypadało trochę się powstrzymać. - Książki przygodowe nieco zakrzywiają obraz pracy archeologa. Tak, pracuję w terenie, ale lwia część moich obowiązków to rzeczy organizacyjne albo tkwienie przez tydzień nad wykopanymi z ziemi tabliczkami. Prawdziwe niebezpieczeństwo grozi nam stosunkowo rzadko, a od klątw mamy dobrą specjalistkę - wyjaśnił. Owszem, ledwo kilkanaście dni temu skończyli pod ziemią i istniało zagrożenie, że już tam zostaną. Ale potem kolejne tygodnie upłynęły głównie na katalogowaniu znalezisk i przygotowywaniu się do sprawdzenia kolejnych pomieszczeń.
- Cynthia raz czy dwa wspominała o bracie, ale nie miałem okazji go poznać - odparł dyplomatycznie. Kolejne pytania nie zaskoczyły go zbytnio, bo wnioskując po wcześniejszych wypowiedziach, spodziewał się, że prędzej czy później padną. - Tak, są wyśmienite. Jak wspomniałem, pracuję sporo w terenie. To nie sprzyja budowaniu związków. Nie jestem też dziedzicem Shafiqów, mojej rodzinie więc równie dobrze mogę przysłużyć się budując naszą opinię jako magicznych historyków - odparł gładko, zerkając na Flinta przelotnie. Cokolwiek chodziło mu po głowie naprawdę, nie uwidoczniło się w jasnych oczach. Nie drgnął też, gdy palec Flintówny narysował znak zapytania na jego nodze, bo i trudno było odgadnąć, co dokładnie miała na myśli: być może pytała, czy potrzebuje ratunku, ale wszak sama go tu sprowadziła, a może tylko chciała wytrącić go z równowagi.
- Poza zarządzaniem najbliższymi krewnymi żelazną ręką? Dba o sprowadzanie do rodzinnego muzeum nowych eksponatów, promuje je i pośredniczy w pozyskiwaniu finansowania na wyprawy archeologiczne - wyjaśnił Cathal. Kobieta nie miała oficjalnie innego zawodu niż bycie bogatą, ale nieoficjalnie robiła całkiem sporo, skupiając się przede wszystkim na budowaniu pozycji swojego rodu.
*
Zważywszy na to, że Flint już po raz drugi zachwalał rum, nietrudno było odgadnąć, który trunek jest jego ulubionym. Gdyby Cathal absolutnie nie znosił rumu, pewnie i tak by się na niego nie zdecydował, ale że nie miał szczególnych preferencji pod tym względem, nie zaszkodziło zrobić drobnego ukłonu w stronę gustów gospodarza.
- Tak, papierologia bywa bardzo niebezpieczna. Niekiedy przy zezwoleniach człowiek ma ochotę zrobić coś drastycznego - powiedział z kamienną twarz znad swojego talerza. Nie nadał głosowi ironicznego brzmienia, bo jakby nie było, gościł u Flintów i wypadało trochę się powstrzymać. - Książki przygodowe nieco zakrzywiają obraz pracy archeologa. Tak, pracuję w terenie, ale lwia część moich obowiązków to rzeczy organizacyjne albo tkwienie przez tydzień nad wykopanymi z ziemi tabliczkami. Prawdziwe niebezpieczeństwo grozi nam stosunkowo rzadko, a od klątw mamy dobrą specjalistkę - wyjaśnił. Owszem, ledwo kilkanaście dni temu skończyli pod ziemią i istniało zagrożenie, że już tam zostaną. Ale potem kolejne tygodnie upłynęły głównie na katalogowaniu znalezisk i przygotowywaniu się do sprawdzenia kolejnych pomieszczeń.
- Cynthia raz czy dwa wspominała o bracie, ale nie miałem okazji go poznać - odparł dyplomatycznie. Kolejne pytania nie zaskoczyły go zbytnio, bo wnioskując po wcześniejszych wypowiedziach, spodziewał się, że prędzej czy później padną. - Tak, są wyśmienite. Jak wspomniałem, pracuję sporo w terenie. To nie sprzyja budowaniu związków. Nie jestem też dziedzicem Shafiqów, mojej rodzinie więc równie dobrze mogę przysłużyć się budując naszą opinię jako magicznych historyków - odparł gładko, zerkając na Flinta przelotnie. Cokolwiek chodziło mu po głowie naprawdę, nie uwidoczniło się w jasnych oczach. Nie drgnął też, gdy palec Flintówny narysował znak zapytania na jego nodze, bo i trudno było odgadnąć, co dokładnie miała na myśli: być może pytała, czy potrzebuje ratunku, ale wszak sama go tu sprowadziła, a może tylko chciała wytrącić go z równowagi.
- Poza zarządzaniem najbliższymi krewnymi żelazną ręką? Dba o sprowadzanie do rodzinnego muzeum nowych eksponatów, promuje je i pośredniczy w pozyskiwaniu finansowania na wyprawy archeologiczne - wyjaśnił Cathal. Kobieta nie miała oficjalnie innego zawodu niż bycie bogatą, ale nieoficjalnie robiła całkiem sporo, skupiając się przede wszystkim na budowaniu pozycji swojego rodu.