— Tak. To całkiem możliwe, moi rodzice są znacznie lepszymi czarodziejami ode mnie. — Przyznał z dozą zakłopotania, wywołanego przez to, że opanowanie praktycznej magii nie przychodziło mu z łatwością i wymagało od niego włożenia w to znacznie więcej wysiłku. Poza tym to było oczywiste, że dorośli czarodzieje będą znacznie lepsi w posługiwaniu się magią od ucznia Hogwartu. Nie można było być dobrym we wszystkim. Nie oznaczał to, że nie chciał tego zmienić i być dobry w większości dziedzin magii. — Dobę z pewnością wytrzyma. — Zapewnił ją, również się uśmiechając. Jemu podobał się ten efekt niebieskich płomieni we wnętrzu dyni, gdyż przywodził na myśl uwięzionego tam ducha. Nie był to jednak standardowy kolor płomieni w halloweenowym lampionie i zdecydowanie należałoby coś z tym zrobić, tak aby płomienie zamknięte we wnętrzu wydrążonej dyni nie były upiornie błękitne.
Obserwował Brennę kiedy ostrożnie odstawiała dynię, jak również podczas pierwszych prób rzucania tego zaklęcia. Nie był zaskoczony tym, że za pierwszym razem nic z tego nie wyszło i za drugim, kiedy zdołała wykrzesać z różdżki zaledwie iskry. Za trzecim razem, gdy rzuciła poprawnie zaklęcie, zaklaskał krótko w dłonie. Również cieszyło go to, że zaprezentowane przez niego zaklęcie spełniło oczekiwania jego przyjaciółki. Na tym akurat mu zależało.
— Cieszę się, że mogłem Ci pomóc. — Przyznał z nie mniejszym zadowoleniem. Była to drobnostka, jednak on lubił pomagać ludziom ilekroć miał ku temu okazję i nie przekraczało to jego możliwości. — Już się za to biorę. Dzięki za dynię, z chęcią ją wezmę. Postawię ją na stole w pokoju wspólnym albo na parapecie sypialni. — Odparł z uśmiechem, biorąc w dłonie wciśniętą mu mniejszą dynię. Posługując się różdżką zaczął wycinać w niej prawe oko. Wrzucał miąższ do miski. Zdecydowanie to było prostsze, niż operowanie nożem. Liczył się efekt, a ten jak na razie uważał za całkiem zadowalający.
— Jak chcesz się pobawić podczas Nocy Duchów to z przyjaciółkami możecie na przykład zagrać w wyławianie jabłek z wody bez użycia rąk. Podobno kto nie uszkodzi owocu będzie mieć szczęście przez do następnej Nocy Duchów albo spróbować zjeść na czas zawieszone na sznurku pączki. Butelki po soku dyniowym doskonale sprawdzają się jako kręgle, które możecie zbijać jedną z dyń. — Zasugerowane przez niego zabawy mogły wydawać się głupie, ale on akurat lubił robić tego typu rzeczy. Było sporo przy tym zabawy i będzie musiał iść do kuchni po jabłka i pączki dla śmiałków chcących spróbować swoich sił w tych jakże poważnych konkurencjach. Znał też kilka prostych zabaw mogących imitować wróżby.
— Nabrałem teraz apetytu na tę pieczeń. Moim zdaniem powinnaś się przebrać. Nieuczesana mogłabyś być na przykład morską wiedźmą, wplotłabyś we włosy wysuszone skrzeloziele, jakieś wodorosty i zdobyła odpowiedni kostium. Ja mógłbym się przebrać za wampira, nie byłoby to skomplikowane przebranie w moim przypadku. — Tym sposobem pieczeń trafi na jego talerz podczas nadchodzącej uczty. Noc Duchów była raz w roku i zdecydowanie można było zaszaleć i pojawić się na uczcie w przebraniu zamiast w szkolnym mundurku. Podobała mu się koncepcja Brenny jako morskiej wiedźmy. Gdyby miał się przebrać za wampira to nie wymagałby przesadnej charakteryzacji. Znacznie więcej roboty byłoby z transmutowaniem szat aby pasowały do koncepcji stroju. Rozmawiając z nią zaczął wycinać różdżką drugie oko. Został jeszcze wyszczerzony uśmiech.