- Przecież musi mieć odpowiedni sprzęt do nauki, to ważne. - Latanie było zdaniem Wood bardzo istotne, dla niej samej najważniejsze podczas całej edukacji w Hogwarcie, co zresztą było widać po jej ekscytacji. - Oczywiście, że urośnie, ale co to ma do rzeczy, tata będzie strugał nowe miotły na bieżąco. - To robił najlepiej, a na pewno nie odmówi swojej ukochanej, jedynej córeczce specjalnych zamówień. Potrafiła go sobie owinąć wokół palca, a do tego wszystkiego przybliżała mu nieco sytuację chłopca i uważał, że dobrze iż się w to zaangażowała, bo ostatnio docierały do niego jedynie informacje na temat jej jakże bogatego życia uczuciowego.
Dreszcz przeszedł jej po plecach na samo wspomnienie Longbottom o teleportacji, Ruda nadal nią gardziła, nie znosiła tego środka transportu. - To nie wszystko, na latających dywanach też, jest wiele możliwości, możemy również przemieszczać się przy pomocy kominków, wszystkiego dowiesz się w szkole, na pewno ci się spodoba. - Nie potrafiła sobie wyobrazić ile nowych informacji będzie musiał przyjąć, świat magii był przecież bogaty w najróżniejsze rzeczy ułatwiające życie, a on jeszcze kilka tygodni temu w ogóle nie słyszał o jego istnieniu. Heather nie chciała go przytłaczać wiedzą, jednak nie było to wcale takie proste.
Ulica Pokątna mieniła się różnymi kolorami, było tu bardzo tłoczno. Czarodzieje pędzili przed siebie, aby ogarnąć swoje sprawunki, a później wrócić do pracy. Miała nadzieję, że nie przestraszy to Marka, wiedziała, że może poczuć się nieswojo. Z czasem pewnie do tego przywyknie, ale potrzebował czasu. Poczuła, że jego palce zaciskają się mocniej na jej dłoni, również poprawiła swój uścisk, aby go nie zgubić.
Różdżka była podstawowym przedmiotem, który musiał posiadać młody czarodziej, także od tego musiały zacząć. Miała nadzieję, że Ollivander szybko dopasuje mu jedną, a wtedy będą mogły pokazać mu więcej swojego świata. Na pewno nie wyjdą z Pokątnej bez żadnej zabawki, chłopiec zasługiwał na jakiś prezent.
Wood przyglądała się uważnie mężczyźnie, kiedy zaczął ściągać pudełka z różdzkami, było ich tu bardzo wiele. Nie miała pojęcia, w jaki sposób był w stanie dopasować kawałek patyka do czarodzieja. To była dla niej zupełnie nieznana dziedzina magii. Kiedy chłopiec na nią zerknął uśmiechnęła się do niego serdecznie, aby dodać mu odwagi. Wiedziała, że ta pytania mogą być dla niego abstrakcyjne.
- Smok to wyśmienity wybór! - Upewniła go w tej decyzji, chociaż wcale nie wiedziała, czy faktycznie tak jest.
Chłopiec sięgnął po pierwszą z różdżek, którą podał mu mężczyzna dosyć niepewnie. Wziął ją w rękę po czym przeniósł wzrok tym razem na Brennę. Chyba nie do końca wiedział, jak ma nią machnąć, więc wstrzymał się na moment.