11.11.2023, 18:34 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.11.2023, 18:34 przez Alastor Moody.)
Usłyszawszy, że podłapała żart, Moody kontynuował swoją gadaninę, zdradzając przy tym, że był w całkiem dobrym jak na niego nastroju.
- Oh tak, przerobiłem tego w życiu wiele. Jak chcesz kogoś oczarować, to zacznij od śmiesznych trików, a nie od statystyk. Nie musisz od razu mówić ile zapełniłaś cel w Azkabanie. Najlepiej działa zawsze otwieranie piwa o płot. Szczególnie kiedy to jest ten kapsel, który się odkręca.
Chciał zapytać jakoś dowcipnie, czy nie miała kogoś na oku, skoro zadawała takie pytania, ale prawdę mówiąc, absolutnie nigdy nie widział jej idącej z kimś za rękę, uznał więc, że zwyczajnie nie wypadało mu pytać, bo mógł nieświadomie nastąpić jej na odcisk, a posiadał w sobie jakieś minimalne zdolności wyczucia sytuacji. Beltane nie było łaskawe dla nikogo.
Mówiąc to wszystko, zbierał jeszcze z biurka dokumenty nad którymi pracował. Nie tłumaczył się z tego, bo uznał za oczywiste to, że nie mógł tak po prostu zostawić tego na blacie i odejść. Mógł co najwyżej (co też zrobił) machnąć różdżką żeby przyspieszyć schnięcie atramentu na ostatnim zapisanym pergaminie i zagadać ją jakąś głupotą, zanim podaży za nią korytarzem prowadzącym do atrium.
- Mhm. - Nie skomentował w żaden sposób lekkiego niedopowiedzenia, bo ukryty przekaz uznał za oczywisty. - Wpiszę się tylko na listę wyjść. - Zamknął teczkę, do której wpakował wszystkie papiery, po czym odwrócił się w kierunku tej wcześniej wspomnianej Willow i ruszył w jej kierunku. Stuknął ją tym w czoło kilka razy, po czym podał jej całość do rąk własnych. Zanim wrócił do Longbottom, zamienił ze śpiącą Aurorką kilka zdań i faktycznie wpisał się do dziennika wejść i wyjść. Daleko mu było do najbardziej obowiązkowego człowieka w Biurze, ale zwykle o takich rzeczach nie zapominał, to nawet go czasami napełniało dumą.
New Forest budowało w nim oczywiste skojarzenia jeżeli chodziło o osoby. To nie było coś z czym chciał się z nią dzielić, ale uśmiechnął się do tego wspomnienia, więc kiedy stanął z nią wreszcie ramię w ramię na korytarzu, wyglądał na niego bardziej uradowanego niż chwilę wcześniej. Nawet mimo sytuacji, w której rozwiązaniu miał jej pomóc.
- Zapomniałem zgasić światełko nad biurkiem - przypomniał sobie nagle. A taki był przed chwilą dumny z siebie, że o niczym nie zapominał, bo się wpisał w ten papier... Ale nie cofnął się, nie miał takiego zamiaru, liczył na to, że go ktoś w tym wyręczy, on zamierzał porzucić jednak-nie-do-końca uporządkowane stanowisko na rzecz pomocy Longbottom, która... Ubrała to wszystko w dosyć dramatyczne słowa. Jeżeli nie rozwinęła historii od razu, to dopytał ją sam o to, dlaczego rozważała coś tak skrajnego jak ich śmierć - co dokładnie wydarzyło się w New Forest?
- Oh tak, przerobiłem tego w życiu wiele. Jak chcesz kogoś oczarować, to zacznij od śmiesznych trików, a nie od statystyk. Nie musisz od razu mówić ile zapełniłaś cel w Azkabanie. Najlepiej działa zawsze otwieranie piwa o płot. Szczególnie kiedy to jest ten kapsel, który się odkręca.
Chciał zapytać jakoś dowcipnie, czy nie miała kogoś na oku, skoro zadawała takie pytania, ale prawdę mówiąc, absolutnie nigdy nie widział jej idącej z kimś za rękę, uznał więc, że zwyczajnie nie wypadało mu pytać, bo mógł nieświadomie nastąpić jej na odcisk, a posiadał w sobie jakieś minimalne zdolności wyczucia sytuacji. Beltane nie było łaskawe dla nikogo.
Mówiąc to wszystko, zbierał jeszcze z biurka dokumenty nad którymi pracował. Nie tłumaczył się z tego, bo uznał za oczywiste to, że nie mógł tak po prostu zostawić tego na blacie i odejść. Mógł co najwyżej (co też zrobił) machnąć różdżką żeby przyspieszyć schnięcie atramentu na ostatnim zapisanym pergaminie i zagadać ją jakąś głupotą, zanim podaży za nią korytarzem prowadzącym do atrium.
- Mhm. - Nie skomentował w żaden sposób lekkiego niedopowiedzenia, bo ukryty przekaz uznał za oczywisty. - Wpiszę się tylko na listę wyjść. - Zamknął teczkę, do której wpakował wszystkie papiery, po czym odwrócił się w kierunku tej wcześniej wspomnianej Willow i ruszył w jej kierunku. Stuknął ją tym w czoło kilka razy, po czym podał jej całość do rąk własnych. Zanim wrócił do Longbottom, zamienił ze śpiącą Aurorką kilka zdań i faktycznie wpisał się do dziennika wejść i wyjść. Daleko mu było do najbardziej obowiązkowego człowieka w Biurze, ale zwykle o takich rzeczach nie zapominał, to nawet go czasami napełniało dumą.
New Forest budowało w nim oczywiste skojarzenia jeżeli chodziło o osoby. To nie było coś z czym chciał się z nią dzielić, ale uśmiechnął się do tego wspomnienia, więc kiedy stanął z nią wreszcie ramię w ramię na korytarzu, wyglądał na niego bardziej uradowanego niż chwilę wcześniej. Nawet mimo sytuacji, w której rozwiązaniu miał jej pomóc.
- Zapomniałem zgasić światełko nad biurkiem - przypomniał sobie nagle. A taki był przed chwilą dumny z siebie, że o niczym nie zapominał, bo się wpisał w ten papier... Ale nie cofnął się, nie miał takiego zamiaru, liczył na to, że go ktoś w tym wyręczy, on zamierzał porzucić jednak-nie-do-końca uporządkowane stanowisko na rzecz pomocy Longbottom, która... Ubrała to wszystko w dosyć dramatyczne słowa. Jeżeli nie rozwinęła historii od razu, to dopytał ją sam o to, dlaczego rozważała coś tak skrajnego jak ich śmierć - co dokładnie wydarzyło się w New Forest?
fear is the mind-killer.