11.11.2023, 13:19 ✶
Dobra, to mi całe życie przeszło przed oczami, kiedy mi Pani Azjatka machała różdżkami i czary odprawiała nad moją głową. Aż obawiałem się, co tam ujrzę, więc nie patrzyłem i przez to też byłem zaskoczony, kiedy żaden fortepian mi na głowę nie spadł. Zerknąłem ukradkiem i to tylko lewitująca książka była, więc... Pani Azjatka ratowała me życie? Och, dozgonna wdzięczność, choć może uderzenie porządnym tomem może rozwiązałoby moje troski. Nieprzytomność mogła czasami uratować życie. Bynajmniej w moim przypadku tak było.
Szczególnie że się okazało, że podpadłem Pani Wybawicielce i jednocześnie Pani Morderczyni. Paniopan miał bardzo dużo tych pseudonimów. Chyba nie byłem w stanie ich wszystkich spamiętać, więc musiałem się zapamiętaniem jej uroczej, aczkolwiek zabójczej twarzy. I te nogi to miała długie jak pająk. Znowu ryzykowałem tajfunem przełykowym, kiedy się tak wsparła na swoim kolanie. Czy ona nie wiedziała, że takie pozycje, to tylko robiły szejki z mózgu w głowach mężczyzn. Phi. Shake it off. Shake it off.
- Ja potrzebuję pieniędzy. Mam chore koty - wyrwało mi się w końcu, bo te nadmierne milczenie nie było w moim stylu. I tak już się dusiłem z tym zatrzymywaniem swoich myśli dla siebie, więc kiedy w grę weszły pieniądze, to się obruszyłem. I tak do końca nie mogłem zrozumieć, co za dedukcję mi tu robiła, ale raczej zbyt dobra to dla mnie i mojego kociego ogona, to ona nie była.
- Coś czuję, że nie ty mi będziesz płaciła, cwaniaro jedna, bo ubiłaś może Toma, ale utną ci łeb za zabicie Pana Toma i oby to nie była moja wina... W sensie nie składaj tego morderstwa na mnie, ja się na to nie piszę za żadne pieniądze - stwierdziłem, tak robiąc też te kroczki teraz do tyłu, bo ta harpia ruszyła w moim kierunku, choć bardziej mnie kusiło bycie szczupako-leszczem-czy-innym-rybim-pomiotem. Kusiło mnie to w cholerę. Mogłem jej spierdolić ładnie, szczególnie kiedy miała alergię na sierść. Oh yeah! Kto wie? Może mogłem nawet komuś sprzedać newsa na temat śmierci Szefa.
Ale dobra, kiedy mi zagrodziła swoim tyłkiem - zgrabnym swoją drogą - kanapę, a jeszcze zaoferowała faktyczną robotę medyczną, bo byłem zajebistym medykiem na tym padołku, to może faktycznie warto było to rozważyć.
- Ty mi tak ostatecznie tę robotę proponujesz czy bardziej grozisz i muszę ją przyjąć...? - zapytałem tak gwoli ścisłości, to niby to brzmiało jako propozycja, ale wyglądać to już wyglądało inaczej. Tak z tą różdżką w mój nos skierowaną znowuż i wciąż, to tak średnio człowiek mógł się czuć... komfortowo? - Wiesz, bo ja nie jestem taki łatwy, żeby przyjmować pierwszą lepszą propozycję, a jak mi celujesz prosto w twarz, w twarz, którą na dodatek nieskromnie kocham, to nie wiem, czy nie zrobić tu jakieś... fiku-miku - odparłem, wyciągając oskarżycielskiego, wskazującego palucha w jej kierunku. Nie miałem różdżki, więc pozostało blefować, a jak nie blefować, to sieknąć kobietę po twarzy, złapać różdżkę, przemienić się w kota i stąd spierdolić dalekooo... albo blisko. Zależy, gdzie mnie łapy poprowadzą. Swoją drogą, nie chciałem bić Pani Azjatki. Przystojna i piękna też była.
- Hey, a ty tak potrafisz przemienić się w każdego...? We mnie też? - zapytałem z dupy nagle, bo mnie olśniło, że ona zrobiła coś niesamowitego. A może to jakieś magiczki były? Czy mogła być metamorfomagiem? Jak eliksir to nuda, ale jak nie eliksir, to byłem w tej chwili niezdrowo i zdrowo zafascynowany. Ja to tylko w kota się umiałem przemienić, więc mi oczy niespodziewanie rozbłysły, a już na pewno cholernie mocno, jeśli potwierdziła te domysły moje. Może jednak moglibyśmy się zaprzyjaźnić zamiast obijać sobie mordki?
Szczególnie że się okazało, że podpadłem Pani Wybawicielce i jednocześnie Pani Morderczyni. Paniopan miał bardzo dużo tych pseudonimów. Chyba nie byłem w stanie ich wszystkich spamiętać, więc musiałem się zapamiętaniem jej uroczej, aczkolwiek zabójczej twarzy. I te nogi to miała długie jak pająk. Znowu ryzykowałem tajfunem przełykowym, kiedy się tak wsparła na swoim kolanie. Czy ona nie wiedziała, że takie pozycje, to tylko robiły szejki z mózgu w głowach mężczyzn. Phi. Shake it off. Shake it off.
- Ja potrzebuję pieniędzy. Mam chore koty - wyrwało mi się w końcu, bo te nadmierne milczenie nie było w moim stylu. I tak już się dusiłem z tym zatrzymywaniem swoich myśli dla siebie, więc kiedy w grę weszły pieniądze, to się obruszyłem. I tak do końca nie mogłem zrozumieć, co za dedukcję mi tu robiła, ale raczej zbyt dobra to dla mnie i mojego kociego ogona, to ona nie była.
- Coś czuję, że nie ty mi będziesz płaciła, cwaniaro jedna, bo ubiłaś może Toma, ale utną ci łeb za zabicie Pana Toma i oby to nie była moja wina... W sensie nie składaj tego morderstwa na mnie, ja się na to nie piszę za żadne pieniądze - stwierdziłem, tak robiąc też te kroczki teraz do tyłu, bo ta harpia ruszyła w moim kierunku, choć bardziej mnie kusiło bycie szczupako-leszczem-czy-innym-rybim-pomiotem. Kusiło mnie to w cholerę. Mogłem jej spierdolić ładnie, szczególnie kiedy miała alergię na sierść. Oh yeah! Kto wie? Może mogłem nawet komuś sprzedać newsa na temat śmierci Szefa.
Ale dobra, kiedy mi zagrodziła swoim tyłkiem - zgrabnym swoją drogą - kanapę, a jeszcze zaoferowała faktyczną robotę medyczną, bo byłem zajebistym medykiem na tym padołku, to może faktycznie warto było to rozważyć.
- Ty mi tak ostatecznie tę robotę proponujesz czy bardziej grozisz i muszę ją przyjąć...? - zapytałem tak gwoli ścisłości, to niby to brzmiało jako propozycja, ale wyglądać to już wyglądało inaczej. Tak z tą różdżką w mój nos skierowaną znowuż i wciąż, to tak średnio człowiek mógł się czuć... komfortowo? - Wiesz, bo ja nie jestem taki łatwy, żeby przyjmować pierwszą lepszą propozycję, a jak mi celujesz prosto w twarz, w twarz, którą na dodatek nieskromnie kocham, to nie wiem, czy nie zrobić tu jakieś... fiku-miku - odparłem, wyciągając oskarżycielskiego, wskazującego palucha w jej kierunku. Nie miałem różdżki, więc pozostało blefować, a jak nie blefować, to sieknąć kobietę po twarzy, złapać różdżkę, przemienić się w kota i stąd spierdolić dalekooo... albo blisko. Zależy, gdzie mnie łapy poprowadzą. Swoją drogą, nie chciałem bić Pani Azjatki. Przystojna i piękna też była.
- Hey, a ty tak potrafisz przemienić się w każdego...? We mnie też? - zapytałem z dupy nagle, bo mnie olśniło, że ona zrobiła coś niesamowitego. A może to jakieś magiczki były? Czy mogła być metamorfomagiem? Jak eliksir to nuda, ale jak nie eliksir, to byłem w tej chwili niezdrowo i zdrowo zafascynowany. Ja to tylko w kota się umiałem przemienić, więc mi oczy niespodziewanie rozbłysły, a już na pewno cholernie mocno, jeśli potwierdziła te domysły moje. Może jednak moglibyśmy się zaprzyjaźnić zamiast obijać sobie mordki?