16.11.2023, 07:52 ✶
Cóż, oboje nadal byli bardzo młodzi. Już nie wiek nastoletni, ale też trudno powiedzieć, żeby mając na karku ciut ponad 20 lat, nabrali mądrości idącej w parze z wiekiem i jednocześnie wyzbyli się w pełni nastoletnich zachowań. Hej, wszak dopiero co mieli te „naście” lat, a mury Hogwartu opuszczali po raz ostatni dopiero co, raptem chwilę temu!
Tak że w zasadzie nie dziwota, że jeszcze się to w nich odzywało… I cóż, może gdyby nie była taka młoda, to cała sprawa z niechcianym małżeństwem potoczyłaby się jednak inaczej? Może nadal nosiłaby obrączkę na palcu, może w tej chwili nie odwiedzałaby Lockharta z drżącym wręcz sercem, wyłapując gdzieś po drodze myśli, że w zasadzie to chętnie złapałaby chłopaka za rękę…
… co najmniej.
- Och, naprawdę? – zdziwiła się trochę, ale też… nie zastanawiała się nad tym jakoś szczególnie. Może w tym domu też lubiano frezje. A może by się domyśliła, że coś jest nie halo – no bo po co inaczej zadawałby pytanie o kwiaty? - gdyby tylko jej myśli nie zaprzątało coś zgoła innego. Gdyby tylko… A tak? Przyjęła ten fakt jako coś najbardziej oczywistego pod słońcem i… - Och, jakie piękne – zachwyciła się, gdy tylko przekroczyła próg salonu. Tyle frezji. Tyle piękna w tym miejscu. Bo tak, sam salon też urzekał swoim wyglądem i aż się zaczęła zastanawiać, czy przypadkiem pewnych elementów jednak nie przenieść do własnego domu. Te lodowe rzeźby naprawdę były wspaniałe. I w zasadzie nie tylko rzeźby – to było kolejne pomieszczenie, które ewidentnie świadczyło o stanie posiadania (i guście, zdecydowanie o guście – bo jednak wszystko składało się w ładną, spójną całość przecież), no i… nie dało się ukryć pewnego zachwytu w oczach Eunice. No dobrze, może by się i dało, ale Malfoy bynajmniej nie miała do tego głowy, jak też i nie widziała powodu, żeby coś takiego robić.
Bo i po co?
- Jest tu naprawdę przepięknie – przyznała, skupiając spojrzenie na Darcym – A frezje chyba najpiękniejsze, jakie widziałam w swoim życiu – zapewniła, nieświadomie zapewne łechcąc właśnie miłość własną Darcy’ego i jego umiejętność współpracy z tym wiecznie zmiennym domem. Gdyby tylko wiedziała, że to była właśnie magia domu… W każdym razie, nie mogła się powstrzymać przed podejściem do jednych z wazonów, żeby musnąć kwiaty i zaciągnąć się ich zapachem.
- Och, naprawdę? Zatem się cieszę, że trafiłam w gust – ucieszyła się, błogo nieświadoma, że to naprawdę nie było istotne, jakie wino przyniosła. I choć w teorii kieliszki zdawały się być bardzo naturalną opcją, tak wzmianka o herbacie sprawiła, że się zastanowiła. Hmmm. Tak, herbata zawsze była dobrą opcją, choć z drugiej strony, niektóre sprawy wymagały czegoś mocniejszego.
- Z chęcią napiję się herbaty – odparła, po czym dodała – I może po niej spróbujemy wina? – podsunęła myśl. Po co się ograniczać do tylko jednego napoju?
Tak że w zasadzie nie dziwota, że jeszcze się to w nich odzywało… I cóż, może gdyby nie była taka młoda, to cała sprawa z niechcianym małżeństwem potoczyłaby się jednak inaczej? Może nadal nosiłaby obrączkę na palcu, może w tej chwili nie odwiedzałaby Lockharta z drżącym wręcz sercem, wyłapując gdzieś po drodze myśli, że w zasadzie to chętnie złapałaby chłopaka za rękę…
… co najmniej.
- Och, naprawdę? – zdziwiła się trochę, ale też… nie zastanawiała się nad tym jakoś szczególnie. Może w tym domu też lubiano frezje. A może by się domyśliła, że coś jest nie halo – no bo po co inaczej zadawałby pytanie o kwiaty? - gdyby tylko jej myśli nie zaprzątało coś zgoła innego. Gdyby tylko… A tak? Przyjęła ten fakt jako coś najbardziej oczywistego pod słońcem i… - Och, jakie piękne – zachwyciła się, gdy tylko przekroczyła próg salonu. Tyle frezji. Tyle piękna w tym miejscu. Bo tak, sam salon też urzekał swoim wyglądem i aż się zaczęła zastanawiać, czy przypadkiem pewnych elementów jednak nie przenieść do własnego domu. Te lodowe rzeźby naprawdę były wspaniałe. I w zasadzie nie tylko rzeźby – to było kolejne pomieszczenie, które ewidentnie świadczyło o stanie posiadania (i guście, zdecydowanie o guście – bo jednak wszystko składało się w ładną, spójną całość przecież), no i… nie dało się ukryć pewnego zachwytu w oczach Eunice. No dobrze, może by się i dało, ale Malfoy bynajmniej nie miała do tego głowy, jak też i nie widziała powodu, żeby coś takiego robić.
Bo i po co?
- Jest tu naprawdę przepięknie – przyznała, skupiając spojrzenie na Darcym – A frezje chyba najpiękniejsze, jakie widziałam w swoim życiu – zapewniła, nieświadomie zapewne łechcąc właśnie miłość własną Darcy’ego i jego umiejętność współpracy z tym wiecznie zmiennym domem. Gdyby tylko wiedziała, że to była właśnie magia domu… W każdym razie, nie mogła się powstrzymać przed podejściem do jednych z wazonów, żeby musnąć kwiaty i zaciągnąć się ich zapachem.
- Och, naprawdę? Zatem się cieszę, że trafiłam w gust – ucieszyła się, błogo nieświadoma, że to naprawdę nie było istotne, jakie wino przyniosła. I choć w teorii kieliszki zdawały się być bardzo naturalną opcją, tak wzmianka o herbacie sprawiła, że się zastanowiła. Hmmm. Tak, herbata zawsze była dobrą opcją, choć z drugiej strony, niektóre sprawy wymagały czegoś mocniejszego.
- Z chęcią napiję się herbaty – odparła, po czym dodała – I może po niej spróbujemy wina? – podsunęła myśl. Po co się ograniczać do tylko jednego napoju?