13.11.2023, 23:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.11.2023, 23:47 przez Maeve Chang.)
Nie do końca wiedziała, co z gościem począć, bo nadal jeszcze nie wyczaiła, czy on debilem był od urodzenia, przez jakąś traumę z dzieciństwa, czy może po prostu świetnie takiego udawał. Wszystkie opcje możliwe, ale też nie miała odwagi dopytywać, bo jakby się zaczął przed nią otwierać emocjonalnie, to by pewnikiem zabiła najpierw jego, a potem siebie. Miała pewne przeczucia, ale nie chciała oceniać książki po okładce - ze wszystkich osób Mewa najlepiej wiedziała, jakie to potrafi być mylne.
Jeśli jednak nie udawał, to może zagalopowała się z przemocą, bo to jak kopanie szczeniaka. Nie chciała przyrównywać facetów do psów, bo futrzaści w przeciwieństwie do tych pierwszych przynajmniej potrafili być wierni, ale w oczach Leo zauważała ten sam poziom zrozumienia i refleksji nad sobą. Mianowicie znikomy, konsekwencje własnych czynów zdawały się być mu obce.
- Nie czuj się wyjątkowy, Sauriela też bym skopała, gdyby mi się do rodziny dobierał - oświadczyła, wymachując wyciągniętą różdżką jakby w ręce miała rózgę, a nie magiczne narzędzie. Nie czuła się winna, to jemu się ubzdurała jakaś przyjaźń między nimi, kiedy tak naprawdę byli co najwyżej kolegami z pracy. Przecież nie wciągnęła go do ekipy dlatego, że była jego fanką, a z polecenia Sauriela. Rookwood przyciągał samych dziwaków (tak, Stanley też się do tej kategorii wliczał; słyszeliście o główkach Borginów?).
- Nie obchodzi mnie czy jesteś medykiem, czy królową angielską. Jeszcze raz cię zobaczę w pobliżu Mai, to nigdy nie znajdą twojego ciała - zagroziła, choć zdecydowanie nie zabrzmiała tak strasznie, jakby chciała. Zerknęła przez ramię na siostrzenicę, która ewidentnie się stresowała całym zajściem co niemiara, bo jej włosy zmieniały kolory jak w kalejdoskopie. Poczuła potrzebę się zreflektować, poprawić swoją groźbę. - Wiesz co, nie - zaczęła znowu, odwracając głowę ponownie w kierunku O'Dwyera. - Będą znajdować kawałki twojego ciała rozsiane po całym Nokturnie przez co najmniej trzy miesiące. I przez dwa z nich wciąż będziesz żył! - Wykrzyczała w nerwach, tak dyrygując tą różdżką, że prawie sobie sama oko wybiła, ale w ostatniej chwili odsunęła głowę. Mewa tak groziła, ale dosłownie usłyszała z tyłu swojej czaszki cichy głos rozsądku mówiący nie strasz, nie strasz, bo się zesrasz, gdyż obydwoje wiedzieli, że ona by z Leo za żadne skarby świata tyle nie wytrzymała. Groźba więc była bez pokrycia, bo na pewno tych dwóch miesięcy przy życiu by go nie utrzymała.
- Niestety - odpowiedziała siostrzenicy na jej nieśmiałe pytanie. No niestety się znali, ale Maeve wolałaby cofnąć czas. Leo był zwyczajnie zbyt wesoły, zbyt happy-go-lucky jak na jej gust. I zdecydowanie za dużo mówił, za często przekraczał przestrzeń osobistą. Może miał słabość do Azjatek? Coś musiało być na rzeczy. - Nic ci nie zrobił? - zapytała z troską w głosie, patrząc na młodą.
Jeśli jednak nie udawał, to może zagalopowała się z przemocą, bo to jak kopanie szczeniaka. Nie chciała przyrównywać facetów do psów, bo futrzaści w przeciwieństwie do tych pierwszych przynajmniej potrafili być wierni, ale w oczach Leo zauważała ten sam poziom zrozumienia i refleksji nad sobą. Mianowicie znikomy, konsekwencje własnych czynów zdawały się być mu obce.
- Nie czuj się wyjątkowy, Sauriela też bym skopała, gdyby mi się do rodziny dobierał - oświadczyła, wymachując wyciągniętą różdżką jakby w ręce miała rózgę, a nie magiczne narzędzie. Nie czuła się winna, to jemu się ubzdurała jakaś przyjaźń między nimi, kiedy tak naprawdę byli co najwyżej kolegami z pracy. Przecież nie wciągnęła go do ekipy dlatego, że była jego fanką, a z polecenia Sauriela. Rookwood przyciągał samych dziwaków (tak, Stanley też się do tej kategorii wliczał; słyszeliście o główkach Borginów?).
- Nie obchodzi mnie czy jesteś medykiem, czy królową angielską. Jeszcze raz cię zobaczę w pobliżu Mai, to nigdy nie znajdą twojego ciała - zagroziła, choć zdecydowanie nie zabrzmiała tak strasznie, jakby chciała. Zerknęła przez ramię na siostrzenicę, która ewidentnie się stresowała całym zajściem co niemiara, bo jej włosy zmieniały kolory jak w kalejdoskopie. Poczuła potrzebę się zreflektować, poprawić swoją groźbę. - Wiesz co, nie - zaczęła znowu, odwracając głowę ponownie w kierunku O'Dwyera. - Będą znajdować kawałki twojego ciała rozsiane po całym Nokturnie przez co najmniej trzy miesiące. I przez dwa z nich wciąż będziesz żył! - Wykrzyczała w nerwach, tak dyrygując tą różdżką, że prawie sobie sama oko wybiła, ale w ostatniej chwili odsunęła głowę. Mewa tak groziła, ale dosłownie usłyszała z tyłu swojej czaszki cichy głos rozsądku mówiący nie strasz, nie strasz, bo się zesrasz, gdyż obydwoje wiedzieli, że ona by z Leo za żadne skarby świata tyle nie wytrzymała. Groźba więc była bez pokrycia, bo na pewno tych dwóch miesięcy przy życiu by go nie utrzymała.
- Niestety - odpowiedziała siostrzenicy na jej nieśmiałe pytanie. No niestety się znali, ale Maeve wolałaby cofnąć czas. Leo był zwyczajnie zbyt wesoły, zbyt happy-go-lucky jak na jej gust. I zdecydowanie za dużo mówił, za często przekraczał przestrzeń osobistą. Może miał słabość do Azjatek? Coś musiało być na rzeczy. - Nic ci nie zrobił? - zapytała z troską w głosie, patrząc na młodą.
I wanna skin you alive
I wanna wear your flesh
— like a costume —
I wanna wear your flesh
— like a costume —