Stella potrafiła spełnić oczekiwania. Gotowa była uszczęśliwić wszystkich wokół bez względu na to ile ją by to miało kosztować. Szczególnie dotyczyło to jej rodziców. Nie uważała, że miała jakiekolwiek, inne wyjście - została jedynaczką, odkąd Kordelia odeszła to na nią skierowane były oczy matki i ojca. Zależało jej na tym, aby mieć jak najwięcej swobody, nie chciała, żeby za bardzo ingerowali w jej życie, przynajmniej jak na razie, bo pozwalali jej nadal przechodzić żałobę, mimo, że minęło już kilka lat. Nie poganiali jej dzięki temu. Wystarczyło, że spełniała ich zachcianki, całkiem rozsądne więc było nie dawać im powodów do niepokoju. Pojawiła się więc tutaj, tak jak prosił ojciec. Skoro zależało mu na tym, aby porozmawiała z wujem, to nie miała zamiaru protestować, po co? Nie była krnąbrna, wręcz przeciwnie. Zawsze gotowa wysłuchać tych, którzy tego chcieli, nie miała również problemu z akceptowaniem ich oczekiwań, a następnie spełnianiem. Szczególnie jeśli należeli do rodziny.
Potrafiła jednak bawić się słowem, umiała sprawić sobie przyjemność, kiedy niby grzecznie, zupełnie niepozornie potwierdzała swoje opinie na temat innych. Wiedziała, że mało kto ją szanuje, dla większości była głupią artystką, która nie miała nic ciekawego do powiedzenia. No i co z tego? Tak było prościej, nie musieli wiedzieć, że rozumie więcej, niż im się może wydawać.
Nachyliła się w stronę Roberta, konspiracyjnie, kiedy opowiedział po co ją tutaj ściągnął. Nie brzmiało to najgorzej, nie spodziewała się zupełnie takiego obrotu sprawy. Chcieli otworzyć klub, tylko jaki? Dlaczego była im do tego potrzebna? Fakt, miała nawet swoich fanów, może niewielu, ale była rozpoznawana na ulicach. Jej twarz na pewno wzbudziłaby zainteresowanie, ale czy tylko dlatego jej potrzebowali? Może uda jej się pociągnąć wuja za język.
- Byłabym i chętnie usłyszę dlaczego potrzebujecie właśnie mnie. - Miała być jednym z wielu członków, czy była im potrzebna do czegoś zupełnie innego? Istotne by było dowiedzieć się tego nim podejmie decyzję o swoim uczestnictwie w tym przedsięwzięciu.
Wszystko dosyć szybko się wyjaśniło. Nie miała być jedynie uczestnikiem klubu. Miałaby się w to bardziej zaangażować. Typowe, ojciec lubił znajdować jej dodatkowe zajęcie. Musiała spełnić jego oczekiwania, chciała mieć trochę spokoju, a jak Robert szepnie mu na jej temat kilka miłych słów, to pewnie będzie pękał z dumy. Ona będzie miała czas na to, żeby zaszyć się w jaskini i egzystować. Całkiem niezły interes. - Miło mi wuju, że widzisz we mnie potencjał, a raczej mój ojciec widzi. Co ty o tym myślisz, tak szczerze? Czy faktycznie uważasz, że jestem odpowiednią osobą? - Warto było zapytać go o zdanie. Nie chciała się porywać z motyką na słońce. Wiedzę i dorobek artystyczny miała całkiem spory, tylko czy to faktycznie wystarczy?
Nie przejęła się specjalnie tym, że wuj nie wziął pod uwagę tego, czy miałaby chęć coś zamówić. Zaraz stąd wyjdzie, wstąpi do najbliższej knajpy i wypije kieliszek czerwonego wina, tego, które tak bardzo lubiła. Nie miała zamiaru siedzieć tu z nim w nieskończoność, chciała jak najszybciej dowiedzieć się, o co mu chodzi i stąd odejść. Była świadoma tego, że Robert czuje się lepszy od niej, nie lubił kobiet. Zdążyła to zauważyć podczas spotkań rodzinnych. Cóż, nie komentowała tego, ale miała już dawno wyrobioną opinię na jego temat. Nie był osobą godną szacunku, nie w jej oczach, robiła to wszystko tylko i wyłącznie dla swojego ojca.