Ile osób, tyle opinii. Wood na pewno była mniej radykalna od Brenny i podchodziła bardzo lekko do wielu aspektów. Taki już miała charakter.
- Bywa irytujący, nadal się zastanawiam dlaczego go nikt nie wyrzucił ze szkoły. - Mogli przecież wezwać jakiegoś egorcystę, czy coś. Nie denerwowałby już uczniów i nie utrudniał im życia.
Wcale nie tak łatwo było wyjaśnić dziecku, że chcą za wszystko zapłacić. Rozumiała, że może mieć swoją dumę, nie było w tym nic dziwnego, tyle, że duma nie wystarczała na pokrycie wszystkich kosztów. Miała nadzieję, że humor mu się poprawi i zapomni o tej sytuacji, tak by było najlepiej.
- To dobry pomysł. Pójdziemy ci kupić piękne szaty, żebyś się wspaniale prezentował podczas pierwszego dnia. - Nim wyszli jeszcze uiściła opłatę za podręczniki. Sprawiło jej to przyjemność, poczuła, że wreszcie robi coś dobrego, a wbrew pozorom było to dla niej dosyć istotne.
- Czyli się rozdzielamy, ominie nas najnudniejsza część. - Szepnęła jeszcze do chłopca. Ruda nie znosiła eliksirów, uważała te zajęcia za stratę czasu, bo przecież zawsze mogła je kupić. Nie szły jej też nigdy jakoś wspaniale, może przez to, że nie przykładała się specjalnie do tego przedmiotu.
Złapała chłopca za rękę, po czym ruszyli do sklepu Madame Malkin. Tam również nie było dzisiaj tłumów, dzięki czemu mieli możliwość wybrać naprawdę najpiękniejsze szaty. Wood była zadowolona z zakupów, wydawało jej się, że Mark również - co było dla niej bardzo istotne.
Zabrała go do najbardziej popularnej lodziarni na Pokątnej, aby mógł spróbować zupełnie nieznanych sobie smaków czarodziejskich lodów. Poopowiadała więcej o szkole, o tym, co może go tam zdziwić, żeby był przygotowany na to, czego się może spodziewać. Później spotkali się z Brenną, zaopatrzeni we wszystko czego potrzebowali ruszyli do Dziurawego Kotła, aby odporowadzić Marka do domu.