Powitania, podobnie zresztą jak pożegnania, miały w sobie coś niezręcznego. Niby nic skomplikowanego, ale znalezienie odpowiednich słów względem każdej sytuacji, każdej osoby, bywało niekiedy problematyczne. Sam Robert, który lwem salonowym nie był, niekiedy musiał mierzyć się z tym problemem. Przerzucenie ciężaru na drugą stronę, pozwalało z niego wyjść obronną ręką. Nie zawsze, ale jednak całkiem często. Nie naciskał więc na odpowiednie rozpoczęcie tego spotkania. Raz się już w tym temacie wypowiedział, całkiem jasno, i wracać do niego nie zamierzał.
Kiedy Lestrange zaprosił do gestem do drugiego pomieszczenia, z zaproszenia tego skorzystał. Nieśpiesznie rozejrzał się po kolejnym miejscu, katalogując najważniejsze, wiążące się z nim szczegóły. Zarazem uważnie słuchał słów chłopaka, który wydawał się zadowolony z otrzymanego przed chwilą komplementu.
Słusznie.
Słowa Mulcibera były szczere.
- Finał badań? - powtórzył za Rodolphusem. Następnie pokręcił głową. Ruch był bardziej energiczny od praktycznie każdego wcześniejszego. - Wybrałeś zupełnie nie ten kierunek. Pominąłeś kwestie układu brzeżnego. Podobnie zresztą jak ten idiota, Slughorn. - tutaj, przez moment, wyraźnie słyszalna zdawała się być niechęć, którą Robert zdawał się względem wspomnianego Slughorna żywić. Rodolphus powinien być w stanie zidentyfikować osobę, o której była mowa. W przeciwieństwie do Roberta, uczony ten opublikował kilka prac, tylko czy na pewno wyniki przeprowadzonych przez niego badań stanowiły coś, czym można było się kierować? Zdaniem Mulcibera niekoniecznie.
Przez chwilę milczał, pozornie dając Lestrange'owi dość czasu, aby ten mógł zareagować na usłyszane słowa. W rzeczywistości szykował się jednak do dłuższej wypowiedzi w tym temacie.
- Na początku szło Ci dobrze. Wyglądało na to, że wyciągnąłeś podobne wnioski do moich, kiedy prowadziłem badania o zbliżonej tematyce. Wyniki badań i obserwacji wyglądały obiecująco. Aż nagle zarzuciłeś to, schodząc z właściwej ścieżki. Dlaczego? Przecież wszystko wydawało się iść we właściwą stronę? - zadał pytanie, które dzisiejszego wieczoru kolejny raz pojawiło się w jego głowie. Co takiego skłoniło Rodolphusa do zmiany kierunku? Do zainteresowania się innymi kwestiami niż te, które badał na początku? Może o czymś nie poinformował go w listach?
Był tego autentycznie ciekaw. I jak na człowieka, który nie był łatwy w obejściu przystało, zamiast tracić czas na głupie i zupełnie niepotrzebne rozmowy, z miejsca przeszedł do tego, co utkwiło mu w głowie i ostatecznie skłoniło do wizyty. Do nawiązania kontaktu.