15.11.2023, 19:56 ✶
Życie Eunice ponownie stawało na głowie, choć tym razem była nieco spokojniejsza niż wcześniej. Oględnie rzecz mówiąc, mniej więcej zdawała sobie już sprawę z tego, jak wygląda spędzanie z kimś życia pod jednym dachem, jak również... po prostu lepiej znała przyszłego małżonka. I jakoś już miała do niego więcej zaufania niż do Blacka, na którym koniec końców sparzyła się okrutnie. Nie mówiąc już o tym, że nie tak dawno odbyta rozmowa, po koncercie, na który to razem się wybrali pomagała ujrzeć świat w nieco jaśniejszych barwach; choć oczywiście zdawała sobie też sprawę z tego, że rozmowa rozmową - a rzeczywistość boleśnie to może zweryfikować. Tak, jak było to poprzednim razem.
Cóż, rodzice nie zawsze wiedzieli, co jest najlepsze dla ich dzieci, ewentualnie tak naprawdę wcale a wcale ich to nie obchodziło. Bo gdyby obchodziło - to zapewne mogłaby zaryzykować i wskazać, że no, jest taki jeden, przez którego się uśmiecha na samą myśl o nim, bynajmniej nie starszy o jakąś dekadę i znakomicie rokuje na przyszłość, jeśli chodzi o kwestie finansowe, więc... no, dlaczego by nie? I jeszcze sama chciała, a to już dawało większe szanse na przetrwanie relacji niż zakucie w małżeńskie okowy jedynie z powodu widzimisię rodziców.
No ale było, jak było, musiała grać tymi kartami, jakie otrzymała; z nadzieją, że jednak zagra dobrze i na dłuższą metę się ułoży. Tak że zdecydowanie nie spodziewała się, że jakiś chichot losu sprawi, iż córka Rookwoodów zejdzie się z - pożal się Matko - byłym mężem, a co dopiero praktycznie od razu nabawi się nieszczęsnego brzucha. I to w momencie, w którym to przecież uzgadniano mariaż jej brata. Tym bardziej więc nie spodziewała się nagłej wizyty w Mungu... prędzej założyła, że do pomieszczenia wszedł uzdrowiciel, który zlecił jej wykonanie zadania, bowiem...
- Uporządkowałam już dwie szafki, trzecią zara... - urwała, uświadamiając sobie, że tenże uzdrowiciel bynajmniej by nie pukał, no i miałby inny głos. Odwróciła się, jeszcze ze słoiczkiem w dłoni, by na własne oczy się przekonać, iż słuch jej nie mylił.
Zamrugała, obrzucając narzeczonego spojrzeniem.
- Ulysses? - odłożyła naczynie z powrotem na półkę, po czym skierowała się w stronę mężczyzny. Błękitne spojrzenie wydawało się być zaniepokojone, zwłaszcza że... no co mogła pomyśleć? Zaróżowione policzki? Błyszczące oczy? Do tego wizyta w Mungu? Wprawdzie specjalizowała się głównie w eliksirach i roślinach, ale z przeziębieniem czy czymś w ten deseń zapewne też by sobie poradziła - Źle się czujesz? Piłeś ostatnio jakiś eliksir? - spytała, wyciągając już dłoń, żeby sięgnąć jego czoła i sprawdzić, czy nie jest zanadto ciepłe...
Cóż, rodzice nie zawsze wiedzieli, co jest najlepsze dla ich dzieci, ewentualnie tak naprawdę wcale a wcale ich to nie obchodziło. Bo gdyby obchodziło - to zapewne mogłaby zaryzykować i wskazać, że no, jest taki jeden, przez którego się uśmiecha na samą myśl o nim, bynajmniej nie starszy o jakąś dekadę i znakomicie rokuje na przyszłość, jeśli chodzi o kwestie finansowe, więc... no, dlaczego by nie? I jeszcze sama chciała, a to już dawało większe szanse na przetrwanie relacji niż zakucie w małżeńskie okowy jedynie z powodu widzimisię rodziców.
No ale było, jak było, musiała grać tymi kartami, jakie otrzymała; z nadzieją, że jednak zagra dobrze i na dłuższą metę się ułoży. Tak że zdecydowanie nie spodziewała się, że jakiś chichot losu sprawi, iż córka Rookwoodów zejdzie się z - pożal się Matko - byłym mężem, a co dopiero praktycznie od razu nabawi się nieszczęsnego brzucha. I to w momencie, w którym to przecież uzgadniano mariaż jej brata. Tym bardziej więc nie spodziewała się nagłej wizyty w Mungu... prędzej założyła, że do pomieszczenia wszedł uzdrowiciel, który zlecił jej wykonanie zadania, bowiem...
- Uporządkowałam już dwie szafki, trzecią zara... - urwała, uświadamiając sobie, że tenże uzdrowiciel bynajmniej by nie pukał, no i miałby inny głos. Odwróciła się, jeszcze ze słoiczkiem w dłoni, by na własne oczy się przekonać, iż słuch jej nie mylił.
Zamrugała, obrzucając narzeczonego spojrzeniem.
- Ulysses? - odłożyła naczynie z powrotem na półkę, po czym skierowała się w stronę mężczyzny. Błękitne spojrzenie wydawało się być zaniepokojone, zwłaszcza że... no co mogła pomyśleć? Zaróżowione policzki? Błyszczące oczy? Do tego wizyta w Mungu? Wprawdzie specjalizowała się głównie w eliksirach i roślinach, ale z przeziębieniem czy czymś w ten deseń zapewne też by sobie poradziła - Źle się czujesz? Piłeś ostatnio jakiś eliksir? - spytała, wyciągając już dłoń, żeby sięgnąć jego czoła i sprawdzić, czy nie jest zanadto ciepłe...