Przebywając wewnątrz nieruchomości należącej do Mulciberów, można było odnieść wrażenie, jakoby czas zatrzymał się w miejscu. Mimo upływu kolejnych lat, niewiele się tutaj zmieniało. Te same meble. Obrazy. Dywany. Niekoniecznie pasujące do tego, co obecnie uznawane było za modne, ale niewątpliwie odznaczające się klasą. A do tego zapewne posiadające też pewną wartość. Nie tylko sentymentalną.
O ile w ogóle tę ostatnią można było przypisać któremukolwiek Mulciberowi.
Pomimo tego, że Nicholas kolejny raz zrezygnował ze zwracania się do niego po imieniu, nie zdecydował się go poprawić. Dawno temu wyraził się w tym aspekcie całkiem jasno. Wszystko pozostawało więc po stronie Traversa, który musiał kiedyś wreszcie poczuć się w jego towarzystwie wystarczająco komfortowo. Nie było to czymś, co w przypadku Roberta przychodziło szczególnie łatwo. Nie był łatwy w obejściu. Niekoniecznie jawił się jako najlepszy, możliwy towarzysz. Choć i tutaj trafiały się niekiedy wyjątki.
- Tak szybko przechodzisz do interesów? – zareagował na jego słowa. Nie sposób było w tym jednak wychwycić… nutki wyrzutu? Zawodu? Bardziej konkretnych emocji. Informacja wzbudziła w nim co prawda pewną ciekawość, ale mogła tych kilka chwil poczekać. – Usiądź, napij się, informacje nam nie uciekną. Chyba, że mowa jest o czymś niecierpiącym zwłoki? – ostatnie słowa wyraźniej zaakcentował. Dla Nicholasa, który wszak znał Roberta nie od wczoraj, musiało być całkiem jasne to, co uważał za sprawy niecierpiące zwłoki. Były to w pierwszej kolejności te wiążące się z ich podziemną działalnością.
Napełniwszy pierwszą szklanice, sięgnął po drugą, w której po chwili znalazła się ta sama zawartość. O kolorze zbliżonym do bursztynu. Dość jednolitym. Najnowsze odkrycie Roberta, nieświadomego jeszcze istotnych powiązań destylarni z mugolakami.
Poinformowany o tym fakcie, byłby zapewne mocno niepocieszony.
- Powiedziałbyś może coś na temat tego jak mają się sprawy u Ciebie? – wyraził zainteresowanie tym tematem, stawiając obydwie szklanki na drewnianym, częściowo przeszklonym stole. Następnie zajął miejsce w jednym z dwóch foteli. Tradycyjnie padło oczywiście na ten, który znajdywał się bliżej wychodzącego na park okna. – Długo milczałeś, więc zapewne masz do opowiedzenia sporo. – pozwolił sobie dodać, sobie to i owo wstępnie założył.
Czekając na reakcje Traversa, zadbał o przyjęcie prawidłowej postawy ciała, następnie wyciągnął rękę w stronę swojej szklanicy. Uniósł ją, zatrzymując na wysokości klatki piersiowej, ani trochę nie śpiesząc się z tym, aby upić pierwszy łyk.