Sauriel był na szczęście pobłogosławiony ignorancją, a w niektórych przypadkach nawet arogancją. Mógłby i nawet nikt nie docenić jego geniuszu (bo dla niego samego to był geniusz) panowania nad ogórkami na nowych płaszczyznach rzeźbiarstwa (albo stolarstwa? skoro mógł z tego powstać mebel? ogórkarstwa?), a on i tak byłby z siebie dumny i zadowolony. Natomiast jak jeszcze przy tym cię doceniali to działało to jak na dziecko - no nic tylko robić dalej! Chociaż od tej wody to już mu się skóra na palcach pomarszczyła. Ale, ale! Był też błogosławiony pamięcią wybiórczą, bo z wywodu, jaki dostał na temat "czemu ogórki" pamiętał tylko to, że są dobre do wódki. Ale to nie brzmiał jak valid powód, dla którego warto tyle siedzieć nad cholernymi warzywkami, a trzeba tutaj jeszcze wspomnieć, że przecież Stanley pilnował ogórkowych jajeczek, żeby się nie wykluły i nie uciekły! Jak Stanley powiedział, że naprawdę tam siedzi i przypatruje się tym ogórkom to nawet Saurielowi się głupio zrobiło i żal przyjaciela, że dał się na to nabrać.
- Dzięki. - Odpowiedział tak Atreusowi jak i Victorii, którzy stali się jego pełnomocnymi handlarzami dużych ogórków. Zjebany żart się niemal wylał z języka Sauriela, że Atreus mógłby podać tego największego ogórka - ze swoich spodni, ale że była tutaj Dama jego serca to się w język ugryzł. Za to kiedy spojrzał na Victorię po jej słowach o ślimakach to się uśmiechnął. I był to szczery, ciepły uśmiech, który oddał cień tych dobrych emocji wtłaczanych do jego serca. Zupełnie jakby teraz nadrobił ten brak siły w samej Victorii. Chociaż przez kilka chwil.
- Dupa niezła, Victoria wie co dobre. - Chociaż ten komentarz można było odebrać różnorako, bo przy okazji tych słów Sauriel przesunął w powietrzu nożem, pokazując tym ruchem sylwetkę Stanleya od tej jego "wspaniałej" miednicy w dół. Mała przerwa w ogórkowej twórczości pozwoliła mu wrócić do towarzystwa i nawet zacząć się udzielać. Kto by pomyślał, że ogórki przyczynią się nawet do dobrego w postaci oggórkoterapii i będą miały pozytywny wpływ na wampirzą psychikę? Sauriel zagryzł kolejny kawałek ogórka, majtając jedną z wyciągniętych nóg, bo swoim zwyczajem rozwalił się teraz na tym krześle jak pan i władca.
Sauriel aż sam spojrzał kątem oka na Atreusa, kiedy ten krzyknął o tej miednicy, a potem powędrował za jego paluchem. Więc to jest miednica... Zanotował sobie to w głowie, chociaż wiedział, że zaraz zapomni. Tak samo jak o tym, ile kwiatków powinien mieć bukiet, żeby było poprawnie politycznie, bo kiedyś to zagadnienie mu tłumaczyła Victoria. Dostał wtedy laga mózgu, niby znał te wszystkie popieprzone rytuały grzecznościowe, ale żeby aż tak..?
- Szlachta nie pracuje. Ani przy miednicach, ani w BUMie. - No brzmiało prawie, jakby stanął w obronie Stanleya! Ale w zasadzie to była jego ironia odnośnie tego, że skąd miał Stanley wiedzieć, co to "miednica", skoro nie gotował. Sauriel też nie miał pojęcia! Wszystkim zajmował się skrzat domowy, a zresztą do picia krwi nikt miednicy nie potrzebował. - Ale spokojnie, Staszek się w końcu zwolni. Albo go wywalą, bo zamiast pracować to czyta o Disneylandzie. - Sauriel tak sobie gadał, bo mógł gadać, jak to on, ale nie życzył Stanleyowi znalezienia się na niestabilnym gruncie a tym bardziej straty pracy. Dlatego gadał... nieświadom tego, że jego przyjaciel JUŻ się zwolnił. I że szykował bardzo dużą niespodziankę w związku z tym.
- Ógórkowe krzesełka też się da wsadzić do słoika? - Zapytał, skoro oni już zajmowali się tymi... innymi warzywami. Kurwa, jaki ten koper jest dekoncentrujący! Staley nim zamachał, a głowa Sauriela chodziła za tym koprem wraz ze spojrzenem. - Zalew... - Cooo? Aż oderwał się od kopru i obejrzał za Victorią. A potem spojrzał na panów pytającym wzrokiem. To pewnie ta tajemnicza, alchemiczna mikstura, którą dodadzą do ogórków...
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.