- Mewa. - Odezwał się ostrzejszym tonem. - To ty się lepiej kontroluj. - Żarty żartami, w swoim gronie jak w swoim gronie, ale nie będzie go kompromitowała przed ladacznicami i całkiem szerokim gronem mniej czy bardziej znanych czarodziei. Na jeden raz może przymknąć oko. Na drugi nie zamierzał.
Poza tym? Działo się chyba to, co w każdej klasycznej mordowni pod Nokturnem, gdzie nie siedzieli ludzie pokroju Sauriela - samotnicy z wyboru, którzy nie myśleli o tym, żeby coś osiągnąć. Trwali z dnia na dzień, z chwili na chwilę. Ale tutaj miało powstać COŚ. Sauriel chciał stworzyć grupę, która wcale niekoniecznie była zorganizowana, niekoniecznie czuli bicz pański na karku, ale byli indywidualistami, którzy znudzeni stali się tym plątaniem się z kąta w kąt bez wyraźnej wizji przed oczami. Wizja. Pomysł. Możliwość. Czarnowłosy postawił stolik, na stoliku planszę. Plansza była światem przedstawionym. Przestrzeń wokół niego - zjawiskami tego świata. Pionki były postaciami, których rysy były bardzo wyraźne - w ich twarzach mogłeś odnaleźć samego siebie. Chaos był w Podziemne Ścieżki wpisany tak samo jak weltschmerz i tęsknota za utraconym życiem. Albo nie, bez tego drugiego. To drugie zostawało zazwyczaj na górze. Tutaj już schodzili ci, którzy dawno machnęli ręką na to, co było. I nie patrzyli też zazwyczaj na to, co będzie. Ale, ale - szlama? Powiódł wzrokiem za Bellą. Leo? Ten wariacik wpatrzony w wille? Reagowałby na to, ustalał granice, przesuwał, ostatecznie - wziąłby Leo za włosy i wywalił z lokalu, żeby za drzwiami poprawić jego gajerek, pogłaskać po włoskach, ładnie przeprosić i powiedzieć, że się spotkają na mleko i wódkę (bo to dobre połączenie!), jak nie będzie nerwowej atmosfery kręcącej się wokół czystości krwi. Albo stałoby się jeszcze coś innego - chuj wie. Bo nie miało to znaczenia w obliczu tego, jak Lorraine wysunęła się na środeczek i kupiła spojrzenie wszystkich i wszystkiego. Jej słowo stało się święte, a Sauriel nie zauważał nawet nieprawidłowości tego wydarzenia. To było naturalne - w końcu Lorraine była piękna. Jak mleko - tak. Ze swoimi włosami, ze swoją skórą. Łatwo było zapomnieć o jakichś fochach czy złościach spoglądając na kogoś tak zjawiskowego. Ruszył się ze swojego miejsca w jej kierunku, z oczami jak spodki, jak dwie studzienki. Stracił zainteresowanie panienkami Grzechotnika. Teraz była tylko jedna kobieta, która gościła w jego myślach, której szyja gięła się i kusiła do siebie w całej tej przedziwnej kreacji. Ale zrobił dwa kroki i się opamiętał. Jeszcze nawet w pełni nie oderwał dłoni od baru, o który się opierał, chociaż już krańce palców go dotykały. Zrobił krok w tył.
- Nie. - Odezwał się głośno i wyraźnie. Niestety nie mógł swojemu ananaskowi przy tym poświęcić takiej uwagi, jaką chciał, ani Bellatrix, czy samemu Leo. Nikomu innemu. All eyes on me. Lorraine teraz lśniła i zresztą ledwo co pozostawała mu samoświadomość myśli. - Lojalność w tym świecie jeszcze coś znaczy. Nie ma zaufania jak zakładasz ludziom smycz i obrożę na szyję. A zaufanie na czymś trzeba budować. Jak ktoś zdradzi - czeka go los gorszy niż śmierć. Ale każdego innego wynagrodzę tak, że nie pożałuje tej lojalności. - Wpatrywał się w Lorraine, mówiąc tym swoim głębokim, mrukliwym i przepalonym głosem. To, że spoglądał na Lorraine nie znaczyło, że mówił tylko do niej. - Ja, Czarny Kot, daję kredyt zaufania tym, którzy tutaj są. Jak ktoś złapie kogoś z naszych - wyciągniemy go. Jak zdobędą informacje - zmienimy lokal. Jak wywęszą za dużo - staniemy do walki. Za to będę walczył. I wytoczę wojnę każdemu, kto stanie między mną a tym celem. - Właśnie znaleźli się w tym lokalu, z marzeniem o tym, że mogą osiągnąć więcej. A koniec końców - mógł stąd wyjść i szukać tego snu tam, gdzie wolność i braterstwo coś znaczyły i nie były tylko pustymi słowami. Nie potrzebował przy sobie zgrai ludzi ograniczonych kajdanami.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.