Nie miał pojęcia, że w ciągu kilku ostatnich godzin, sprawy w Hogwarcie zaczęły się układać. Zabrany ze szkoły, został odcięty od informacji, o których zdobycie w placówce było znacznie łatwiej. Tam wszak wszystko rozgrywało się tuż przed jego nosem. Wystarczyło tylko uważnie obserwować - w tym zaś Robert zawsze był po prostu... dobry.
Z tego też względu nie był w stanie się uspokoić. Niewiedza go wykańczała. Nie potrafił poradzić sobie z wciąż towarzyszącym mu uczuciem niepokoju. Myśli uparcie powracały, raz za razem, wraz z towarzyszącymi im obawami dotyczącymi możliwych konsekwencji. Wiedział, że jeśli coś pójdzie nie tak, będzie jednym z tym, na których zrzucą winę.
Ta perspektywa budziła jego przerażenie.
Maeve, należąca do niego sowa, potrzebowała dłuższej chwili, żeby się uspokoić. Zawsze była znacznie głośniejsza niż Robert. Dużo bardziej od niego żywa. Aktywna. Energiczna. Stanowiła prawdziwe przeciwieństwo nastolatka, któremu przyszło się nią opiekować. Zaskrzeczała więc głośno, kiedy obok Mulcibera pojawił się kolejny czarodziej.
Chester.
Z pewną ulgą przyjął to, że to właśnie starszy brat kolegi był tym, który przyłapał go w sowiarni. Mimo niemałej różnicy wieku, czuł się przy nim znacznie mniej skrępowany niż przy innych członkach tej rodziny. Niby nie znał ich od wczoraj, ale Rookwoodowie... oni po prostu roztaczali wokół siebie nieco specyficzną aurę.
Zwłaszcza dotyczyło to głowy tejże rodziny.
Mocniej ścisnął trzymany w dłoni list, sprawiając że ten z pewnością nie będzie prezentował się schludnie. W normalnych okolicznościach by do tego nie dopuścił. Ojciec nauczył go, że w pewnych kwestiach liczyła się odpowiednia prezencja. Dużo bardziej od pozostałych elementów, na które mógłby chcieć zwrócić uwagę.
- Chciałem wysłać list. - odpowiedział, nie zamierzając kryć się z powodem swojej wizyty na poddaszu. Zwłaszcza, że ten łatwo było ustalić. Znajdywał się przecież w sowiarni. Miał też w ręku przygotowaną wiadomość. Zaadresowaną do znajomej osoby, która mogła przekazać mu niezbędne informacje. O ile był w tym przypadku dobrze zorientowany, kuzyn nadal przebywał w Hogwarcie. Jego rodzice nie uznali, żeby wcześniejszy powrót do domu był konieczny.
Wszak ofiarą była tylko podła szlama.
- Sowa za bardzo hałasowała? Nie chciałem nikomu przeszkadzać. - dodał, brzmiąc jak najbardziej szczerze. Naprawdę uważał na to, aby nie zwracać na siebie nadmiernej uwagi. Nie chciał zakłócać snu gospodarzom, którzy zadbali o to, aby w ich domu poczuli się z bratem jak u siebie. - Moja Maeve jest po prostu bardzo żywa i towarzyska. - wytłumaczył się. Wytłumaczył też swoją sowę, której nie można było w końcu mieć za złe tego, że była sową i niekoniecznie chciała dostosować się do zasad, które funkcjonowały pomiędzy ludźmi.