17.11.2023, 22:13 ✶
Dziewczyna, którą zaczepiłem, okazała się być przemiła i przesympatyczna, a przy tym również przeurocza. Uśmiechnąłem się zadowolony, że postanowiła mi pomóc, bo sam pewnie krążyłbym i krążył, szczególnie że ten przybytek serio był ukryty głęboko, najgłębiej. Nie ręczyłem za siebie, kiedy ponownie spotkam tego sprzedawczyka, co mi wcisnął kupon w łapy i se poszedł. Menda straszna. Zrobił to by mnie zbyć i tyle. Następnym razem policzę mu podwójnie, niezależnie od tego, czy kupon był prawdziwy i wygrany.
- Faktycznie kręta ta droga... Przyznam szczerze, że osobiście nie oddają swojego życia w ręce losu, aczkolwiek w tym przypadku ktoś podjął decyzję za mnie, więc... oto jestem! - przyznałem do nieznajomej, nieco się usprawiedliwiając, nieco podtrzymując rozmowę. Nie chciałem żeby zapadła niezręczna cisza, bo przecież nikt nie mógł się nudzić w towarzystwie cyrkowca. Co to byłaby za wizytówka, gdybym był przynudzającym dziadem, no nie? Już miałem wbiegać do środka, ale zatrzymałem w sobie ten ruch w połowie zaistnienia, więc mogła zauważyć, że się zawahałem.
- Tak, raczej tak. Ewidentnie wygrany. Liczby się zgadzają, więc tej osobie się upiekło, aby wpakowała mnie w niezłe tarapaty z szukaniem tego miejsca... - zauważyłem, dziękując też jej za przyprowadzenie pod drzwi punktu z loteriami. Jakże mógłbym nie? Byłem naprawdę miły, przesympatyczny gość. A skoro przesympatyczny gość spotkał przesympatyczną dziewczyną, to musiało być przesympatycznie.
- Co powie pani na kawę, kiedy tylko odbiorę nagrodę...? Jakaś rekompensata za zabrany czas się należy, a przy okazji... może będę mógł prosić o jeszcze jedną przysługę? Nie jestem stąd, więc raczej nie będzie to zaskoczeniem, jeśli powiem, że nie znam żadnych godnych polecenia kawiarń na Pokątnej - odparłem nieco winny, bo jednocześnie zapraszałem na kawę i nie miałem pojęcia gdzie zapraszałem. Ani nie wiedziałem, czy mogę zapraszać, bo może na dobrą sprawę dziewczę było zajęte, a ja zamiast się grzecznie pożegnać, załatwić swoje sprawy i zniknąć, to stałem i wpatrywałem się w jej twarz. Miała duże, brązowe oczy, opaloną skórę oraz te czerwone usta, bardzo kontrastujące z całą resztą. Może nic niebywałego, ale przykuwało swoją uwagę. Właściwie, taka była rola makijażu, czyż nie?
- Faktycznie kręta ta droga... Przyznam szczerze, że osobiście nie oddają swojego życia w ręce losu, aczkolwiek w tym przypadku ktoś podjął decyzję za mnie, więc... oto jestem! - przyznałem do nieznajomej, nieco się usprawiedliwiając, nieco podtrzymując rozmowę. Nie chciałem żeby zapadła niezręczna cisza, bo przecież nikt nie mógł się nudzić w towarzystwie cyrkowca. Co to byłaby za wizytówka, gdybym był przynudzającym dziadem, no nie? Już miałem wbiegać do środka, ale zatrzymałem w sobie ten ruch w połowie zaistnienia, więc mogła zauważyć, że się zawahałem.
- Tak, raczej tak. Ewidentnie wygrany. Liczby się zgadzają, więc tej osobie się upiekło, aby wpakowała mnie w niezłe tarapaty z szukaniem tego miejsca... - zauważyłem, dziękując też jej za przyprowadzenie pod drzwi punktu z loteriami. Jakże mógłbym nie? Byłem naprawdę miły, przesympatyczny gość. A skoro przesympatyczny gość spotkał przesympatyczną dziewczyną, to musiało być przesympatycznie.
- Co powie pani na kawę, kiedy tylko odbiorę nagrodę...? Jakaś rekompensata za zabrany czas się należy, a przy okazji... może będę mógł prosić o jeszcze jedną przysługę? Nie jestem stąd, więc raczej nie będzie to zaskoczeniem, jeśli powiem, że nie znam żadnych godnych polecenia kawiarń na Pokątnej - odparłem nieco winny, bo jednocześnie zapraszałem na kawę i nie miałem pojęcia gdzie zapraszałem. Ani nie wiedziałem, czy mogę zapraszać, bo może na dobrą sprawę dziewczę było zajęte, a ja zamiast się grzecznie pożegnać, załatwić swoje sprawy i zniknąć, to stałem i wpatrywałem się w jej twarz. Miała duże, brązowe oczy, opaloną skórę oraz te czerwone usta, bardzo kontrastujące z całą resztą. Może nic niebywałego, ale przykuwało swoją uwagę. Właściwie, taka była rola makijażu, czyż nie?