17.11.2023, 23:08 ✶
Byłem niesamowicie wyjebany z energii. Już czułem podenerwowanie z powodu zbliżającej się pełni, więc paradoksalnie gorzej spałem i gorzej funkcjonowałem przez sam stres, a jeszcze parę problemów, kilkanaście spraw codziennych i jedzenie na szybko, na wariata, wcale nie pomagało w zaistniałej sytuacji. Na koniec pragnąłem jedynie oddać się kołderce i słodkiemu snu, dlatego też nie zaczepiałem Flynna na dachu. Chętnie bym się w niego wtulił i zniknął, ale to oznaczałoby też przełożenie moich planów w czasu, zanim sam Flynn by się z dachu zebrał i za mną ruszyła, a jeszcze powiedział słowo, może nieco mnie pozaczepiał, a tak padłem mordką na twarz. Po drodze zrzuciłem z siebie co nieco, więc ubrania walały się gdzieś pod ścianą, ale przyrzekłem sobie, że temat ogarnę jutro albo najlepiej za tydzień.
Teraz postanowiłem rozkoszować się miękkością podusi oraz krótkim wspomnieniem Flynna przesiadującego na dachu mojego wozu. Wciąż tam był, u góry i to jakoś sprawiało w pokrętny sposób, że było mi cieplej na sercu. Flynn wciąż był ze mną i byliśmy drużyną... I był swego rodzaju kotem, skoro tak tam przesiadywał wysoko i łaził własnymi ścieżkami, ale na szczęście wciąż potrafił trafiać do mnie, do mojej przyczepy czy serca, więc wszystko w tym przypadku było w jak najlepszym porządku.
I tak sobie myśląc o tych lekkich, miłych rzeczach już prawie spałem, niemalże chrapałem. Kiedy usłyszałem otwierające się drzwi przyczepy, kilka żelastw opadających na szafkę, a zaraz potem owionął mnie intensywny zapach papierosów. Tak silny, że nie mógłbym tego zignorować, gdybym nie był tak mile otulony kołderką i wręcz śpiący.
Cholera! Niestety zadrżałem, kiedy objęło mnie jego chłodne, wilgotne ciało, więc nijak nie mogłem udawać śpiącego... Czy może jednak mogłem? Może chrapnę dla przedstawienia? Może wyszepczę niby przez sen jego imię...? Nieee. Nic mi nie pozwoli wyjść z tego cało, bo mój kurwikleszcz zaczął bzyczeć. Cykać. Albo co. Ogólnie wydawać ciche, szeptane dźwięki.
Obróciłem się w jego stronę twarzą, ale nie zamierzałem rozmawiać. Nie zamierzałem rozmawiać. Zamierzałem spać. Cmoknąłem go w czoło, ale to tyle. Na nic więcej nie mógł dziś liczyć. Byłem totalnym flakiem i to nie tylko tam na dole, ale całym sobą fizycznym oraz psychicznym.
- Wiem, Flynn, kochasz mnie. Śpij, śpij - wyszeptałem do niego by przypadkiem się nie poczuwał do głośnych rozmów do północy. Objąłem go ręką i przysunąłem się jeszcze bliżej by wtulić się twarzą w jego pierś. Postanowiłem tak zniknąć, tak odpłynąć, tak odpocząć. O tak. Delikatne westchnienie wydobyło się spomiędzy moich warg. Na szczęście, oprócz dymu czuć było we Flynnie również samego Flynna.
@The Edge
Teraz postanowiłem rozkoszować się miękkością podusi oraz krótkim wspomnieniem Flynna przesiadującego na dachu mojego wozu. Wciąż tam był, u góry i to jakoś sprawiało w pokrętny sposób, że było mi cieplej na sercu. Flynn wciąż był ze mną i byliśmy drużyną... I był swego rodzaju kotem, skoro tak tam przesiadywał wysoko i łaził własnymi ścieżkami, ale na szczęście wciąż potrafił trafiać do mnie, do mojej przyczepy czy serca, więc wszystko w tym przypadku było w jak najlepszym porządku.
I tak sobie myśląc o tych lekkich, miłych rzeczach już prawie spałem, niemalże chrapałem. Kiedy usłyszałem otwierające się drzwi przyczepy, kilka żelastw opadających na szafkę, a zaraz potem owionął mnie intensywny zapach papierosów. Tak silny, że nie mógłbym tego zignorować, gdybym nie był tak mile otulony kołderką i wręcz śpiący.
Cholera! Niestety zadrżałem, kiedy objęło mnie jego chłodne, wilgotne ciało, więc nijak nie mogłem udawać śpiącego... Czy może jednak mogłem? Może chrapnę dla przedstawienia? Może wyszepczę niby przez sen jego imię...? Nieee. Nic mi nie pozwoli wyjść z tego cało, bo mój kurwikleszcz zaczął bzyczeć. Cykać. Albo co. Ogólnie wydawać ciche, szeptane dźwięki.
Obróciłem się w jego stronę twarzą, ale nie zamierzałem rozmawiać. Nie zamierzałem rozmawiać. Zamierzałem spać. Cmoknąłem go w czoło, ale to tyle. Na nic więcej nie mógł dziś liczyć. Byłem totalnym flakiem i to nie tylko tam na dole, ale całym sobą fizycznym oraz psychicznym.
- Wiem, Flynn, kochasz mnie. Śpij, śpij - wyszeptałem do niego by przypadkiem się nie poczuwał do głośnych rozmów do północy. Objąłem go ręką i przysunąłem się jeszcze bliżej by wtulić się twarzą w jego pierś. Postanowiłem tak zniknąć, tak odpłynąć, tak odpocząć. O tak. Delikatne westchnienie wydobyło się spomiędzy moich warg. Na szczęście, oprócz dymu czuć było we Flynnie również samego Flynna.
@The Edge