Na całe szczęście jej ojcem był zupełnym przeciwieństwem Roberta. Być może też nie zawsze zachowywałby się tak, jak tego oczekiwała, jednak szanował jej zdanie. Nie miał specjalnie wyboru, przyszło mu spłodzić dwie córki, nie miał syna, więc musiał się cieszyć z tego, co zesłał mu los. Dbał o nie jak tylko mógł, rozpieszczał, wymagał tyle ile powinien, jednak nigdy nie był w stosunku do nich nieprzyjemny. Szanował swoje dzieci, a jak wiadomo szacunek rodzi szacunek, także Stella bardzo go sobie ceniła. Spełniała jego prośby bez ani chwili zawahania, chciała, żeby Jacob był szczęśliwy. Szczególnie, że teraz miał już tylko ją. Czuła na sobie pewną odpowiedzialność, wiedziała, że to, w jakiej sytuacji znajdzie się rodzina zależy w sporzej mierze od niej. Nie był to już chyba czas na planowanie kolejnego potomka, więc musieli sobie poradzić z tym, co mieli.
Nie musiał jej do niczego przekonywać. Tatuś powiedział, że ma pomóc wujkowi, to pewnie to zrobi. Nie ze względu na swoją lojalność do Mulcibera oczywiście.
- Powinien być w stanie nie brzmi, jakbyś do końca we mnie wierzył, wujku. - Przyglądała się jego twarzy bardzo uważnie swoimi, błękitnymi oczami, po minie raczej trudno było stwierdzić, co o tym myśli. Trochę jakby to było dla niej za mało. Czy nie mógł po prostu potwierdzić, że to właśnie jej potrzebuję, czy ubodłoby go to? Nie miała pojęcia, jej ego jednak nieco zostało zachwiane.
- Tak, jedyny skandal, który ze mną wiążą to ten, jak znalazłam trupa mojej siostry w wannie. Powinien wzbudzić współczucie, żadnych negatywnych emocji. - Powiedziała z dziwną lekkością. Nie znosiła, gdy inni uważali ją za przeciętną, jej dorobek artystyczny się bronił, najwyraźniej to wciąż było za mało. Znana, ale nieznana, nie podobało jej się to, co usłyszała. Zapewne byłaby w innym miejscu, gdyby nie ta sytuacja związana z Kordelią i jej nieporadność.