Robert na ogół preferował raczej szybsze załatwianie spraw. Unikał zbędnego owijania w bawełnę. Nie ciągnęło go do niepotrzebnego lania wody. Ludzie, z którymi utrzymywał względnie regularny kontakt, lata temu zdążyli się już przyzwyczaić do jego stylu bycia. Mało kogo faktycznie do siebie dopuszczał. Mało komu pozwalał na to, aby faktycznie go poznał - tego Roberta, który przez większość czasu skutecznie krył się za sztywną, oficjalną postawą.
Nicholas, choć znał swojego mentora już niezły kawał czasu, najpewniej nie miał dotąd zbyt wielu okazji, aby przeprowadzić z nim typową, luźną rozmowę. O ile coś takiego w ogóle miało miejsce w przypadki tej dwójki. Kiedykolwiek. Mógł więc w chwili obecnej poczuć się dziwnie. Mniej komfortowo? Dać się zaskoczyć. Jakakolwiek była reakcja Traversa, Mulciber nieszczególnie zwrócił na nią uwagę.
- Tak myślałem. - podsumował słowa Nicholasa, który zaprzeczył temu, aby poprosił o spotkanie w jakiejś bardziej istotnej sprawie. Nie raz i nie dwa, miał okazję wyrazić się jasno na temat tego, w jaki sposób należało informować o wszystkim tym, co nie mogło czekać. Zasady były w tym przypadku proste.
Robert również nie był człowiekiem, który na swój temat mówił dużo. Wiele rzeczy zachowywał tylko dla siebie samego. Dla członków jego rodziny było to zresztą dość typowe. Wychowani przez człowieka, który był Niewymownym, wraz z bratem dość wcześnie nauczyli się tego, iż czasem lepiej jest zachować milczenie. Pewnymi sprawami nie powinno dzielić się przedwcześnie. Niektórymi zaś najlepiej było nie robić tego wcale.
- To musiało być dość nieprzyjemne. - pokiwał głową, unosząc wreszcie szklankę do ust. Upijając łyk alkoholu, który całkiem przyjemnie palił w przełyk. W smaku ogólnie był całkiem niezły. I pomyśleć, że wpływ na to miała po części mugolska receptura. Merlin by się w grobie przewrócił. - Rozumiem, że Twoi bliscy nadal pozostają związani z Artemis? Radzą sobie? - zapytał, niby od niechcenia. Z uprzejmości?
O ile Roberta faktycznie można było posądzać o bycie uprzejmym. Co najwyżej w tych sytuacjach, kiedy odpowiednie zachowanie miało okazać się działać na jego korzyść.
- Być może potrzebowalibyśmy od was małej przysługi, ale na ten moment to nic pilnego. - dorzucił, pomiędzy kolejnym i jeszcze następnym łykiem alkoholu. Tyle to było z tej nieszczęsnej, niezobowiązującej rozmowy, która zajęła im naprawdę sporo czasu. Kolejny raz wyszło na to, że Mulciber najwyraźniej... średnio radził sobie z prowadzeniem takowej. Stosunkowo szybko się czymś takim męczył. - Słyszałeś może o buchorożcach? - zarzucił wędkę, pytając o stworzenie, o którym sam usłyszał zaledwie kilka dni temu. Nie znał się na tej tematyce. Sam by zapewne zbyt wiele tutaj nie wymyślił. Tyle dobrego, że miał u swego boku odpowiednich ludzi. Posiadających niezbędną wiedzę. Oddanych sprawie.