Nie był nauczony, aby dzielić się z innymi tym, co siedziało mu w głowie. Mało wylewny, nie czuł się też zbyt komfortowo, kiedy uwaga innych była w zbyt dużym stopniu skupiona na nim. Dlatego też stojąc przed Chesterem, starał się ze wszystkich sił trzymać fason. Problem był w tym przypadku taki, że młody i niedoświadczony, Robert był znacznie łatwiejszy do przejrzenia niż to będzie miało miejsce w późniejszych latach.
Pokręcił więc głową, nie zamierzając schodzić z obranej drogi.
- Wszystko w porządku. - zaprzeczył temu, co obecnie siedziało mu w głowie. Kto wie? Może jeszcze trochę i sam zdoła uwierzyć, że wszystko było dobrze. Tak jak być powinno. - W zasadzie to... to może poczekać do rana. - zdecydował się na kłamstwo. Doskonale bowiem wiedział, że odkładanie tego na później w niczym mu nie pomoże. Nie w tej konkretnej sytuacji. Potrzebował zyskać pewność, że wszystko miało się dobrze. Musiał wyrzucić z głowy wszystkie obawy wiążące się z ostatnimi wydarzeniami.
- Długa zmiana? - postanowił wykorzystać ostatnie słowa Chestera, tym samym być może odciągając uwagę od tego, że przecież rozmawiali tutaj o nim i liście, który chciał wysłać. Koniecznie teraz, o dość późnej porze. Niewiele brakowało, żeby można było to określić samym środkiem nocy. - Wiesz, mój brat, Richard, chciałby kiedyś zostać aurorem. Podobnie jak Ty? - zarzucił w swoim mniemaniu wędkę, licząc na to, że Chester szybko go odprawi, pożegnają się, każde pójdzie w swoją drogę.
Tylko czy aby na pewno w ten sposób miały wyglądać kolejne minuty?
Odsunął się nieco dalej, nie przepadając za specyficznym, drażniącym zapachem dymu papierosowego. Sam nie palił, więc na ewentualną propozycję najprawdopodobniej zareagowałby odmową. Nie ciągnęło go w tym kierunku. Machnął raz i drugi ręką, odganiając się siebie tę resztkę dymu, od której nie zdążył się uwolnić.
- Ja sam bym się do tego nie nadawał. - dorzucił, zastanawiając się czy to już odpowiedni moment, żeby się stąd zawinąć. Jednocześnie przekładał z ręki do ręki trzymany list, dzięki czemu możliwe stało się w pewnym momencie zidentyfikowanie do kogo był zaadresowany. Chodziło o niejakiego Aureliusa. Aureliusa... Burke?