18.11.2023, 22:37 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.11.2023, 22:38 przez Louvain Lestrange.)
Remis w żadnym wypadku nie był dla niego satysfakcjonującą opcją. To zdecydowanie za mało dla jego rozdmuchanego ego, jednak w tej chwili mógł mieć zażalenia wyłącznie do siebie. Nie zamierzał się pocieszać tym, że mogło skończyć się jeszcze gorzej, niż teraz i choć usłyszał z ust sędziego to samo co cała sala w głębi ducha czuł się przegranym. Nie obchodziło go nic innego, niż zwycięstwo. I choć na arenie stał obok Notta z gracją wykonując ostatnie ukłony w stronę publiki, z formalnym uśmiechem na twarzy to jego aura fermentowała wręcz w kolorach oburzenia, irytacji oraz rozczarowania. Przed poczuciem wstydu uchronił go jedynie fakt, że rywal w ostatniej wymianie zaklęć został również trafiony. Przynajmniej nie mógł nazajutrz pyskować w gazetach, że pozostał nietknięty. Z areny zszedł bez słowa, bo wyłącznie kodeks pojedynku wymusił na nim ostatni uścisk dłoni z Philipem, do ostatniej nitki przesiąknięty przekonaniem, że ten konflikt wcale nie został rozstrzygnięty. Instynktownie ruszył w kierunku swojej bandy, bo widok przyjaciół mógł zatamować krwawiące poczucie dumy. Nie zawiódł się Atreusie, słowa otuchy mimowolnie wywołały chociaż cień uśmiechu na jego twarzy. - Dzięki, następnym razem nie będzie miał tyle szczęścia. - odparł klepiąc przyjaciela po ramieniu. - Dobrze będzie jak się w końcu czegoś napiję. - odparł od razu na wyrazy wsparcia od Stanleya, który również okazał się być dobrym kumplem. - Chociaż niektórzy to chyba nie wytrzymali już napięcia, jak widzę. - dorzucił widząc czwartego muszkietera, Tonyego, który miał czerwony nos, raczej nie od skradzionego pocałunku fanek. Rozejrzał się dalej po strefie vipowskiej, dostrzegając jak poszczególni goście zaczęli już wychodzić zanim Lou jeszcze ogłosił, że to przecież nie koniec imprezy. Zmierzył się z spojrzeniem Cynthii, którą obdarzył porozumiewawczym spojrzeniem, tak jakby w jego oczach miała wyczytać jak bardzo niepocieszony jest, pomimo udawania niewzruszonego. Nie zatrzymywał się wzrokiem zbyt długo na jego antygroupies z Vakelem w roli głównej, by nie musiał zbyt długo konfrontować się z jego sarkastycznie zadowoloną miną. A potem go zamroziło. Wiele rzeczy przewidywał podczas tego wydarzenia, ale nie, że Loretta wykręci mu taki numer. Na widok własnej bliźniaczki w objęciach księcia ćpunów, Alexandra, jego aura na ten moment przybrała odcień głębokiej, nasyconej czerni. I chociaż był wprawionym oklumentą, ani myślał o ukryciu groźby śmierci jaka zapanowała w jego aurze podczas tej chwili. Loretta dobrze wiedziała, że Lou nienawidzi Mulcibera jak psa, że ani jednym słowem nigdy nie wypowiedział się dobrze na temat ich relacji. Mimo tego przyprowadziła go tu, obściskiwała się z nim, kiedy on na arenie obstawiał własny honor o przywrócenie jej godności. Oderwał się jednak od tego impulsu, wiedząc, że zbyt wiele oczu jest teraz na niego skierowane by mógł się oddać morderczemu instynktowi. - Chodźcie, zapraszam was na skromny afterek. WSZYSTKICH. - zwrócił się w kierunku przyjaciół, ale i wszystkich swoich gości. Każdy kto był zaproszony przez Louvaina, lub Atreusa mógł czuć się zaproszony.
Postać opuszcza sesję
To koniec głównego wątku wydarzenia. Bardzo dziękuję wszystkim graczom/graczkom/osobą grającym za obecność i współudział w evencie! Chętni wciąż mogą kontynuować zabawę w tym wątku(do końca dnia, tj. 26 lipca 1972), dla urozmaicenia własnej fabuły, lub zakładać kolejne w obrębie hali widowiskowej i w atmosferze wydarzenia pojedynku. Afterparty dla gości Louvaina & Atreusa TUTAJ.