W rodzinne strony, Richard nie wracał zbyt często. Rzadziej miało to miejsce, kiedy żyli ich rodzice, szczególnie ojciec. Gościł najwyżej raz do roku w okresie świątecznym, jeżeli po drodze nie było innych wymuszających jego obecności okoliczności. Dbał o to, aby jego dzieci miały okazję poznać jego rodzinę i swojej matki. Wyrobić sobie swoją opinię odnoście dziadków, wujostwa, ciotek i kuzynostwa. Nigdy nie wiadomo, co przyniesie przyszłość, a wiedzieć trzeba do kogo zwrócić się później z problemem, o pomoc czy radę.
W tych wyjątkowych okolicznościach, w których zbliżał się czas na kolejny ślub brata, Richard wrócił na kilka dni do Londynu, aby pomóc w przygotowaniach, ewentualnie omówić kilka ważnych i istotnych rzeczy, które nie mogą być poruszane w listach. Z wzięciem wolnego nie miał problemu, gdyż nadgodzin nagromadził dużo. Dzieciaki miał na tyle duże, że potrafiły już zadbać o siebie.
Tymczasowy powrót do Anglii miał też inne plusy, gdzie mógł załatwić ważne dla siebie sprawy lub dokonać potrzebnych zakupów, czego nie było w Norwegii.
Posiadłość z roku na rok nie zmieniała się, ile razy Richard tutaj wracał. Te same meble, dywany, jakby czas się zatrzymał. Meble starzały się tak samo jak oni. Z gabinetem ojca, nie miał dobrych wspomnień. Nie wchodził tam, jeżeli nie miał potrzeby. Lecz dzisiaj, konieczne było postawić w nim swoje stopy i zostawić ślad zapachu tytoniowego. Richard będąc uczniem Hogwartu, zaczął palić, odnajdując w tytoniu uspokojenie nerwów. Prawdopodobnie zaczęło się od tego, jak podwędził komuś paczkę papierosów w Hogsmeade, chcąc spróbować czegoś nowego. Nałóg w nim pozostał do dzisiaj.
Drzwi do gabinetu otworzyły się. Do środka wszedł Richard, u którego zarost był znacznie widoczny. Być może to jeden z częstych elementów, który ich dwoje bardziej wyróżniał, że osoby z boku, nie powinny ich pomylić. Na sobie miał białą koszulę i czarny sweter, oraz tego samego spodnie i obuwie. Drzwi zamknął za sobą a ręce schował do kieszeni. Rozejrzał się po gabinecie, czując powrót nieprzyjemnych wspomnień z tego pomieszczenia. Skrzywił się na widok znanego mu bardzo dobrze biurka, kiedy podchodził bliżej.
- Nie spaliłeś tych mebli? Dostaję mdłości na ich widok.Rzucił na dzień dobry bratu, gestem głowy wskazując na dębowe biurko i jeszcze ten fotel, na którym kiedyś zasiadał ich ojciec. Wszystko mogło zostać na swoich miejscach i gnić kolejne lata, ale miejsce do pracy w gabinecie to Robert powinien sobie załatwić nowe.