19.11.2023, 17:48 ✶
Bycie rodzicem było niewdzięczne oraz ciężkie. Nie dość, że wciąż martwiłem się o przyszłość - i teraz również teraźniejszość - moich dzieci, to jeszcze musiałem stawiać czoło ich niezadowoleniu. Fochom. Dumie. Wychodziłem do nich z sercem na ręku, a otrzymywałem pretensje, i już miałem tego serdecznie dosyć. Myślałem, że Laurent zdążył przez ten czas, od naszej ostatniej rozmowy, przemyśleć sobie to i owo, ale najwyraźniej nie. Boczył się, zamiast być mi wdzięcznym. Oburzające!
Ale nieistotne, bo co też moje biedne uszy słyszały? Inferius?
- Gdzie zranił cię Inferius? - zapytałem zaskoczony, bo jak zwykle nic nie wiedziałem. Nikt mnie o niczym nie informował, a potem kończyłem jak kończyłem. I teraz dziwicie się narody, że czasami wybuchałem? Jak mogłem nie, skoro jako głowa rodziny Prewett pierwszy powinienem wiedzieć o wszystkim. Nawet z dokładnością do sekundy, o której Laurent zrobił zdrową kupę, a nie... A, Inferius mnie zranił. Było minęło, co nie?
- Powinieneś odpoczywać, skoro jesteś ranny... Laurent, co ty najlepszego wyprawiasz? Nie unoś się dumą, tylko zostań w zamku i nigdzie się nie wyprowadzaj. Oddaj tę walizkę skrzatowi - zacząłem poważnie, ale jednak nie mogłem się powstrzymać i wróciłem do trybu pobłażliwego ojca.
Jednak emocje bywały zgubne, czego zapewne miałem potem żałować, ale nie mogłem pozwolić na to aby mój syn wieczorami włóczył się po Wielkiej Brytanii, spał Bóg jeden wie gdzie i jeszcze w dodatku przy tym kulał. A oddanie walizki skrzatowi wcale nie było rozkazem, tylko prośbą. Właśnie, zabrakło jeszcze jednego słowa, którego nieczęsto używałem.
- Proszę - dodałem by nie miał wątpliwości.
Niestety, tak to bywało, że czasami trzeba było się ukorzyć i być po prostu mądrzejszym. Nie wyobrażałem sobie by teraz Laurent poszedł gdzieś sobie stąd. Aż poczułem niepokój na tę myśl, więc zamierzałem zrobić wszystko byleby został na terenie posiadłości. Kto wie? Może nawet pozwoliłbym mu jeść jakieś kruche, niezdrowe paskudztwo na moim tronie.
- I wcale Pandora nie jest jedyna i najważniejsza... Laurencie, kocham was po równo. Nie każ mi wybierać jednego z was, bo tak się nie da - odparłem równie emocjonalnie, równie delikatnie, równie z prośbą. Święto w Keswick. Położyłem nawet dłoń na dłoni Laurenta by w diabli zostawił tę walizkę i nigdzie nie szedł. Kto wie? Może nawet udało mi ją przejąć i wepchnąć w drobne rączki skrzata?
Ale nieistotne, bo co też moje biedne uszy słyszały? Inferius?
- Gdzie zranił cię Inferius? - zapytałem zaskoczony, bo jak zwykle nic nie wiedziałem. Nikt mnie o niczym nie informował, a potem kończyłem jak kończyłem. I teraz dziwicie się narody, że czasami wybuchałem? Jak mogłem nie, skoro jako głowa rodziny Prewett pierwszy powinienem wiedzieć o wszystkim. Nawet z dokładnością do sekundy, o której Laurent zrobił zdrową kupę, a nie... A, Inferius mnie zranił. Było minęło, co nie?
- Powinieneś odpoczywać, skoro jesteś ranny... Laurent, co ty najlepszego wyprawiasz? Nie unoś się dumą, tylko zostań w zamku i nigdzie się nie wyprowadzaj. Oddaj tę walizkę skrzatowi - zacząłem poważnie, ale jednak nie mogłem się powstrzymać i wróciłem do trybu pobłażliwego ojca.
Jednak emocje bywały zgubne, czego zapewne miałem potem żałować, ale nie mogłem pozwolić na to aby mój syn wieczorami włóczył się po Wielkiej Brytanii, spał Bóg jeden wie gdzie i jeszcze w dodatku przy tym kulał. A oddanie walizki skrzatowi wcale nie było rozkazem, tylko prośbą. Właśnie, zabrakło jeszcze jednego słowa, którego nieczęsto używałem.
- Proszę - dodałem by nie miał wątpliwości.
Niestety, tak to bywało, że czasami trzeba było się ukorzyć i być po prostu mądrzejszym. Nie wyobrażałem sobie by teraz Laurent poszedł gdzieś sobie stąd. Aż poczułem niepokój na tę myśl, więc zamierzałem zrobić wszystko byleby został na terenie posiadłości. Kto wie? Może nawet pozwoliłbym mu jeść jakieś kruche, niezdrowe paskudztwo na moim tronie.
- I wcale Pandora nie jest jedyna i najważniejsza... Laurencie, kocham was po równo. Nie każ mi wybierać jednego z was, bo tak się nie da - odparłem równie emocjonalnie, równie delikatnie, równie z prośbą. Święto w Keswick. Położyłem nawet dłoń na dłoni Laurenta by w diabli zostawił tę walizkę i nigdzie nie szedł. Kto wie? Może nawet udało mi ją przejąć i wepchnąć w drobne rączki skrzata?