Czuła przyjemne ciepło patrząc na nowo poznanego mężczyznę. Miał w swoim wyglądzie coś, co mówiło, że nie będzie sprawiać kłopotów, ale Augustus miał dokładnie to samo w swoich oczach. Nauczyła się już, że mężczyźni łatwo zwodzili zmysły, a zwłaszcza te, które należały do niej samej, więc musiała zachować szczególną ostrożność w tej kwestii. Gdy stanęli przed odpowiednim miejscem Ave wskazała mu drzwi i chciała zaczekać, aż on za nimi zniknie, nawet widziała to zawahanie, że chciał już tam polecieć, ale zatrzymał się. Spojrzała na niego pytająco, a potem nawet zdobyła się na ciepły uśmiech. Był gadułą, przeciwieństwem Aveliny, która naprawdę kochała niezręczną ciszę. Lubiła po prostu obecność ludzi i nie czuła z tego powodu krępacji.
– Takie sytuacje są zawsze nieprzewidywalne, a można się czasem miło zaskoczyć – odpowiedziała i zaczesała kosmyk włosów za ucho. – W sumie to sama szłam teraz do kawiarni mojej kuzynki. Jest w pobliżu, mogę na pana poczekać i możemy iść tam razem – odpowiedziała zakładając ręce do tyłu, a potem przypomniała sobie, że w sumie nie zna jego imienia, co było dosyć nieodpowiednie. Obiecała sobie, że nie będzie chodzić na jakieś schadzki z obcymi mężczyznami, a zrobiła to tuż po tym jak zdjęto z niej Beltanową klątwę. – Nazywam się Avelina – dodała i poczekała, aż mężczyzna wejdzie i zrealizuje swój los, a potem do niej wróci.