Przesadzał? Richard uniósł brew ku górze, na odpowiedź brata. To, że obaj mieli spaczony umysł co do pozostawiania wszystkiego w idealnym porządku, nie znaczy że przedmioty najbardziej związane z ojcem, powinny nadal istnieć. Nie on jednak tutaj decydował. Posiadłość oficjalnie należała do Roberta. Mógł zrobić z nią co uważał. Mógł dokonać odświeżenia. Jednak nie planował tego zrobić. Przez długie lata wszystko tutaj pozostawało nienaruszone. Zadbane, ale świetność ich kiedyś się skończy. Przywoływało to wspomnienia. Niby dobre, ale w większości bolesne.
- Jestem ciekaw, czy jak Ci ten mebel się rozwali, to będziesz pracował na dywanie, czy poświęcisz parę galeonów, aby zakupić nowe biurko na bazarze.Rzucił okiem na krzesło.
- Podobnie z krzesłem.
Nie żeby Richard miał z tym jakiś problem. Ale obaj mieli chyba to do siebie, aby się czasami zaczepiać na słowa lub czyny. Umieli sobie odpowiadać.
Richard stanął przed tym nieszczęsnym biurkiem, widząc iż Robert swoją uwagę skupiał na przedmiocie będącym biżuterią. To wtedy musiał uczepić się jego wyglądu, gdy na niego spojrzał. Richard zmarszczył brwi, słysząc nie pierwszy raz uwagę na temat jego zarostu. Gdy musiał zamieniać się z Robertem i stać się nim, często przychodziło mu się golić. Kiedy nie musiał, pozwalał aby zarost rósł sobie do woli, aż dla niego zaczynał być denerwujący. Mimo tego jednego szczegółu w wyglądzie, potrafił dać o siebie. O swój wygląd.
- Skoro już mowa o ceremonii. Może byś tak łaskawie odkleił swoje cztery litery od zardzewiałego fotela starego i ogarnął się? Ogolić, się ogolę, ale tych papierów za Ciebie nie będę podpisywać.Również zwrócił bratu uwagę, choć bardziej dotyczącą czasu, który nieubłaganie uciekał. Za parę godzin ta ceremonia może się zacząć. A Robert? Siedział w najlepsze gapiąc się zapewne na prezent dla przyszłej żony. Richard także dał jasno do zrozumienia, że w tym akurat przypadku, brata nie będzie zastępować. Drugiej żony nie potrzebuje. Ma syna, ma dziedzica nazwiska. Młodszy bliźniak wpatrywał się w brata porozumiewawczo, że chyba nie musi nic więcej dodawać w słowach.