20.11.2023, 10:16 ✶
Rodolphus otrzepał białą koszulę z popiołu i ruszył za kuzynem prosto do biura aurorów. Czy nie tu pracowała jego kuzynka? Zadziwiające ilu Lestrangów kręciło się po Ministerstwie. To było niemal niebezpieczne. Gdy mijali kolejne osoby, Rodolphus odruchowo kiwał im głową, kojarząc ich mniej lub bardziej. On miał dzień wolny i na zdziwione spojrzenia osób ze swojego departamentu tylko wzruszał ramionami, nie mając zamiaru później tłumaczyć się ze swojej obecności w tym miejscu. Szedł równym krokiem za Laurencem aż pod drzwi, przy których najwyraźniej spotkał osobę, o którą mu chodziło.
Rolph zatrzymał się nieco za kuzynem, w takiej odległości by wszystko słyszeć, ale i by nie narzucać się swoją obecnością. Skinął Chesterowi krótko głową na powitanie. Znał go, jak każdy tutaj. Nie miał zamiaru jednak wychodzić z szeregu, pozwalał więc by to Laurence kierował całą rozmową. W zasadzie podejrzewał, że gdyby wrócił do domu, to rozmowa nie straciłaby na jakości. Ale musiał się pokazać, grać tego zatroskanego losem być-może-czarownicy, żeby nikt nie pomyślał, że zostawia sprawy by biegły własnym torem. I tak się pewnie dowiedzą o tym, co stało się w Dolinie Godryka. Lepiej było wiec być na miejscu.
Rolph zatrzymał się nieco za kuzynem, w takiej odległości by wszystko słyszeć, ale i by nie narzucać się swoją obecnością. Skinął Chesterowi krótko głową na powitanie. Znał go, jak każdy tutaj. Nie miał zamiaru jednak wychodzić z szeregu, pozwalał więc by to Laurence kierował całą rozmową. W zasadzie podejrzewał, że gdyby wrócił do domu, to rozmowa nie straciłaby na jakości. Ale musiał się pokazać, grać tego zatroskanego losem być-może-czarownicy, żeby nikt nie pomyślał, że zostawia sprawy by biegły własnym torem. I tak się pewnie dowiedzą o tym, co stało się w Dolinie Godryka. Lepiej było wiec być na miejscu.