Nie można było wszystkiego zwalić na wychowanie. Każdy człowiek miał możliwość pracować nad swoimi niedoskonałościami i naleciałościami gdy był już dorosły, wystarczyło nieco chęci i dostrzeżenie tych szczegółów. Nie każdy jednak miał chęć się zmienić. To wytłumaczenie jej dużo bardziej pasowało do tego, w jaki sposób zachowywał się wuj. Oczywiście nie miał możliwości dostrzec jej myśli, więc nie miał pojęcia o tym, że gardzi takimi ludźmi.
Mogła od razu się zgodzić, jednak jaką by miała z tego przyjemność? Tak mogła dostrzec, jak walczy ze sobą niezadowolony z tego, że mu się nie udało. Spowodowało to, że na jej twarzy pojawił się uśmiech. Nie prześmiewczy, bo nie chciała, aby poczuł się urażony, a taki delikatny, dzięki czemu dołeczki w policzkach zostały uwydatnione.
- To prawda, tatuś zawsze wie, co mówi. Pokłada we mnie ogromne nadzieje. - Nie miała w tej dziedzinie niestety żadnej konkurencji, więc Jacob musiał wierzyć w to, że to akurat ona coś osiągnie, bo skończyły mu się inne możliwości. Oczywiście, że będzie zadowolony, bo Stella lubiła słyszeć pochwały z ust ojca, zależało jej na nich.
- Tak, doskonale. - Odpowiedziała jeszcze. Nie miała pojęcia, czy nie zauważył, że ten komentarz mógł zostać odebrany dwuznacznie, pewnie się nawet nie przejął tym, że mogło jej to zrobić przykrość, a zrobiło. Szczególnie, że rana w jej sercu nie zdążyła się zabliźnić, nadal nie potrafiła się pogodzić ze śmiercią swojej siostry.
- Nie, nie mam. Chętnie wezmę to na siebie. Dziękuję za spotkanie. - Powiedziała bardzo szybko, na jednym wydechu, jakby chciała już opuścić to miejsce. Musiała odejść stąd i poradzić sobie ze swoimi emocjami. Wstała od stołu i wyszła rzucając jeszcze na odchodne ciche pożegnanie.