20.11.2023, 23:59 ✶
Geraldine miała dużo więcej wolności, bo jej najbliżsi już zaakceptowali to, że była jak kot i miała wsparcie. U Cynthii było kwestią czasu to zwodnicze poczucie niezależności, które w jakiś sposób uzyskała. Obydwie były jednak kobietami, które nie wpasowywały się w czasy, w jakich przyszło im żyć. Nazbyt ambitne, zaręczone ze swoją pracą i nieustannie wymagające od siebie więcej. Można było nawet pokusić się o stwierdzenie, że w takich niewiastach drzemała chęć zapisania się na kartach historii inaczej, niż matka i żona. Inaczej, niż ładny dodatek, który przynosił wpływy. Blondynka zawsze chciała osiągnąć sukces, ale taki, który wypracowała własnymi rękami i doświadczeniem, bo przecież ten, który pomogłaby zdobyć rodzina, byłby fałszywym poczuciem spełnienia, niczym więcej.
Miała od samego początku wrażenie, że maska nieco przygłupiej i słodkiej dziewczyny w przypadku Nicholasa Yaxleya nijak się nie sprawdzi. Był chłodny, podobnie, jak Flintówna nie był chyba fanem i ekspertem od niezobowiązujących pogaduszek na temat złośliwości Brytyjskiej pogody lub w kwestii niezbyt smacznej kawy ze stołówki w Ministerstwie. Nie wydawał się człowiekiem, który lubił tracić czas na głupoty. Skupiony na pracy i pełen dystansu, pasował jej w jakiś sposób do tego, do czego przyzwyczajona była w kostnicy. I może dlatego czuła się odrobinę swobodniej? Chociaż wśród tak wielu masek, bez odpowiedniego przedarcia się, trudno było u niej o naturalność.
- W takim razie dziękuje, że zechcesz dotrzymać mi towarzystwa, chociaż naprawdę, nie musisz czuć się zobowiązany. - odpowiedziała, wzruszając delikatnie ramionami, przez co kaskady jasnych włosów zakołysały się leniwie, spływając po ciele w dół, zsuwając się z opatulającego ją koca, który pożyczyła z zajmowanej przez siebie sypialni. Nie musiał czuć się winny, nie zrobił absolutnie niczego. Los po prostu bywał kapryśny. Przyglądała się mężczyźnie w milczeniu, gdy ten zajmował wskazane przez nią miejsce. Trzeba przyznać, że gdyby ktoś zapytał ją kilka godzin wcześniej, czy będzie siedziała akurat z nim w tak.. Niesłużbowej sytuacji, uniosłaby brwi w zaskoczeniu na tak głupi pomysł. Trawa zakołysała się leniwie pod wpływem chłodnego podmuchu wiatru, a kilka kolejnych punkcików zapaliło się na granatowym niebie, przez co było jeszcze jaśniej niż na brukowanych uliczkach Londynu. Przez jego światła, noc traciła swój urok i blask.
- Bezsenność? Był bardzo miły, robi doskonałą herbatę. - wyjaśniła zgodnie z prawdą, bo napar przygotowany przez Arvida i te domowe ciasteczka, zapadały w pamięć. Prawda była taka, że niewielu mężczyzn umiał przygotować dobry napar, nie wspominając o gotowaniu lub pieczeniu, co uchodziło chyba za mało męskie w społeczeństwie magicznego Londynu. - Wyglądasz, jakby coś Cię niepokoiło. - zauważyła jedynie, nie bardzo znając powód wyrazu jego twarzy. Była jednak dobrym obserwatorem, znała się na ludziach, przez lata dopracowywała zarówno swoje metody dostosowywania się, jak i czytania z ich zachowań oraz spojrzeń. Wyprostowała się jednak i idąc jego śladem, objęła mocniej nogi rękoma, opierając na nich wygodnie głowę, skupiając wzrok nie na Nicholasie, a na otaczającej ich przestrzeni. Tym samym dając mu znak, że wcale nie musiał odpowiadać, jeśli nie miał na to ochoty. Była ostatnią przedstawicielką swojej płci, którą można by nazwać wścibską.
Miała od samego początku wrażenie, że maska nieco przygłupiej i słodkiej dziewczyny w przypadku Nicholasa Yaxleya nijak się nie sprawdzi. Był chłodny, podobnie, jak Flintówna nie był chyba fanem i ekspertem od niezobowiązujących pogaduszek na temat złośliwości Brytyjskiej pogody lub w kwestii niezbyt smacznej kawy ze stołówki w Ministerstwie. Nie wydawał się człowiekiem, który lubił tracić czas na głupoty. Skupiony na pracy i pełen dystansu, pasował jej w jakiś sposób do tego, do czego przyzwyczajona była w kostnicy. I może dlatego czuła się odrobinę swobodniej? Chociaż wśród tak wielu masek, bez odpowiedniego przedarcia się, trudno było u niej o naturalność.
- W takim razie dziękuje, że zechcesz dotrzymać mi towarzystwa, chociaż naprawdę, nie musisz czuć się zobowiązany. - odpowiedziała, wzruszając delikatnie ramionami, przez co kaskady jasnych włosów zakołysały się leniwie, spływając po ciele w dół, zsuwając się z opatulającego ją koca, który pożyczyła z zajmowanej przez siebie sypialni. Nie musiał czuć się winny, nie zrobił absolutnie niczego. Los po prostu bywał kapryśny. Przyglądała się mężczyźnie w milczeniu, gdy ten zajmował wskazane przez nią miejsce. Trzeba przyznać, że gdyby ktoś zapytał ją kilka godzin wcześniej, czy będzie siedziała akurat z nim w tak.. Niesłużbowej sytuacji, uniosłaby brwi w zaskoczeniu na tak głupi pomysł. Trawa zakołysała się leniwie pod wpływem chłodnego podmuchu wiatru, a kilka kolejnych punkcików zapaliło się na granatowym niebie, przez co było jeszcze jaśniej niż na brukowanych uliczkach Londynu. Przez jego światła, noc traciła swój urok i blask.
- Bezsenność? Był bardzo miły, robi doskonałą herbatę. - wyjaśniła zgodnie z prawdą, bo napar przygotowany przez Arvida i te domowe ciasteczka, zapadały w pamięć. Prawda była taka, że niewielu mężczyzn umiał przygotować dobry napar, nie wspominając o gotowaniu lub pieczeniu, co uchodziło chyba za mało męskie w społeczeństwie magicznego Londynu. - Wyglądasz, jakby coś Cię niepokoiło. - zauważyła jedynie, nie bardzo znając powód wyrazu jego twarzy. Była jednak dobrym obserwatorem, znała się na ludziach, przez lata dopracowywała zarówno swoje metody dostosowywania się, jak i czytania z ich zachowań oraz spojrzeń. Wyprostowała się jednak i idąc jego śladem, objęła mocniej nogi rękoma, opierając na nich wygodnie głowę, skupiając wzrok nie na Nicholasie, a na otaczającej ich przestrzeni. Tym samym dając mu znak, że wcale nie musiał odpowiadać, jeśli nie miał na to ochoty. Była ostatnią przedstawicielką swojej płci, którą można by nazwać wścibską.