Znał Roberta od urodzenia. Znał jego nawyki i upodobania. W przeciwieństwie do Richarda, najdłużej dobierał sobie ubiór do wyjścia. Richard nie tracił na to czasu i jeżeli miał w co się ubrać, to brał i nakładał na siebie. W pracy Aurora też nie ma czasu na szykowanie się, kiedy coś gdzieś się dzieje.
- Ponad czterdzieści lat bycia Tobą w niektórych sytuacjach, jest tego dowodem.Odparł ze spokojem ale też z lekkim uśmiechem, nie mając o to wyrzutów. Świetnie się bawił, jak za dawnych lat w Hogwarcie. Były w ich życiu sytuacje, gdzie Richard zajmował miejsce Roberta, będąc nim dosłownie. Musiał znać jego nawyki, upodobania, nauczyć poruszania, oraz zapoznać bardzo dokładnie z sytuacją, gdzie miał zająć jego miejsce, gdy brat musiał być w tym samym czasie gdzie indziej. Był jego tak zwanym "alibi". Nie potrzebowali do tego eliksiru wielosokowego. Jako bliźniacy nie mieli z tym problemu a i obaj dbali odpowiednio o swoją budowę ciała, nie tylko wygląd.
Pomysł z pieczętowaniem przedmiotu był najwyraźniej świeży. Brat nie był do końca pewny, czy chce testować na tej biżuterii, którą miał chwilę temu przed oczami. Znając go, celował w dokładność. Było to zrozumiałe dla Richarda. Nie bez powodu prosił o zdobycie materiałów na temat run i pieczętowania, ogólnie ze Skandynawii. Miejsc, z których one pochodzą. Młodszy Mulciber dobrze zrozumiał prośbę.
- Wiesz że zawsze możesz na mnie liczyć.Zapewnił go z lekkim uśmiechem wsparcia. Nie było chyba w ich życiu sytuacji, gdzie by odmówił jakiejkolwiek prośby. Mieli sobie ufać, pomagać i razem działać. Dlatego mówili sobie o wszystkim. Razem popierali ideologię Czarnego Pana. Choć to Robert należał do ich organizacji. Richard był cieniem, wychodzącym z ukrycia, kiedy była konieczność. Kiedy trzeba było dokonać zamiany ról.
Wreszcie brat się ogarnął, że czas dość szybko przemija w minutach, który stracili na rozmowie. Choć dość ważnej dla dzisiejszego "Pana Młodego". Richard się zgodził i jako pierwszy opuścił gabinet. Dłużej nie zamierzał tam stać.
Udali się wspólnie na piętro, aby się przygotować. Każdy początkowo do siebie. Richard miał w końcu polecenie ogarnąć swoją brodę. Poszedł w pierwszej kolejności się ogolić. Ułożyć włosy i użyć odpowiedniej wody zapachowej męskiej. Ubrał na siebie na razie białą koszulę i grafitowe spodnie z wizytowym obuwiem. Różdżkę schował w bezpieczne miejsce w ubraniu. Marynarkę zabrał ze sobą i udał do sypialni Roberta, aby sprawdzić, jak daleko zaszedł z dobieraniem kolorystyki i materiału. Teraz mogli wyglądać identycznie, różnicą było jedynie ubranie. Ceremonia miała być kameralna, ale że pełni rolę świadka, też musiał się odpowiednio prezentować. Zapomniał jedynie zabrać muszki, lecz myślał także o krawacie. Wróci po nią później.
- Gotowy, czy jeszcze medytujesz nad ubraniem?Rzucił Richard w wejściu do środka.