Więcej krzesełek? Więcej ślimaków? Uniósł lekko brwi, patrząc na swoje dzieła i wszystkie te zepsute, zagryzając kolejne skrawki z tego, co nie wyszło i co było efektem jego metody prób i błędów. Kurw... to będzie musiał zrobić więcej. Ale w zasadzie dostał od swoich dealerów więcej ogórków, więc nic tylko robić. Szczególnie, że z tego co zrozumiał, te duże i tak nie nadawały się do słoików, tak? No tak było powiedziane. Poprzypatrywał się, podumał, podumał... no co, może się nie uda? A może się uda i jednak (dzięki bogom za magię) dostaną prawdziwe krzesełka ogórkowe? Miał nawet pomysł na grzybka. Ale do tego potrzebował bułki. Z bułką w sumie można było jeszcze inne ciekawe rzeczy zrobić. Na przykład - krzesełko ogórkowe na bułkowym statku. Ale spokojnie, jego kreatywność nie zatrzymywała się na tylko tak prostych rozwiązaniach. Ci, co mówili, że jedzenie mogło być sztuką - mieli kurwa racje! Dopiero teraz to zrozumiał! I potrzebował do tego tylko trzech osób! Albo nikogo tylko odrobiny chujowego nastroju i kilka ogórków. Ciężko stwierdzić.
- Nie znam dokładnej budowy człowieka. - Spojrzał na Victorię, bo no dobra, może i nie był super mądry, może nie był super głupi, ale w jego znajomości tego świata to wiedza przyrodnicza stała na chujowym poziomie. Powtarzał tylko za Stanleyem, który się prawie wypiął, gapiąc się na własne bioderka, jakby naprawdę było tam co chwalić. No było. Stanley był przystojnym chłopakiem, tylko brakowało mu... tylko Rookwoodowi brakowało poznania tej jego drugiej połówki, z którą "chciał się zastanowić, czy pojechać do Disneylandu". Czy na czym tam ta ich rozmowa stanęła - nie pamiętał. Swoim jednak zwyczajem nie naciskał i nie dopytywał. Albo nie, zgoda. Trochę nieswoim tym razem, bo zajęło go zapadanie się we własną ciemność, a teraz z niej wynurzanie. Nie miał siły i energii zupełnie na nic. Nawet na pierdolenie trzy po trzy, które uwielbiał uprawiać musiało odejść w niepamięć - na szczęście zostało zastąpione (ratunkowo) wynikamy uprawy ogórków. - Hmm... - Przyjrzał się tym Stanleyowym biodrom, zastanawiając się, czy to dobrze, że jego tyłek nie interesował Victorii czy niedobrze. Czy to o czymś świadczyło? Powinien być z tego zadowolony? Jemu powiedziała, że on jej się podobał. To był bardzo krytyczny moment jego życia, kiedy się zastanowił, czy mógłby zostać dziwką za pieniądze, ale dotarł do wniosku... w sumie nie pamiętał jakiego. Ale wydawało mu się, że niekoniecznie. Nie był biedakiem, może to było strategiczne? Teraz te pieniądze jakoś w ogóle straciły smak. W tym momencie wszystko było niemal bez smaku. Tylko te pieprzone ogórki...
- Kisimy ślimaki. Stanley dawaj wykałaczki. - Bo one mogły sobie tak stać, ale jeśli miały być wsadzane do słoików to musiały się jednak na czymś trzymać. Przede wszystkim - trzymać siebie, bo nie były osobnymi elementami. - Krzesełek ni da rady. Bo by wyrosły na wielkie krzesełka dzięki tej zalewie. Stanley no pomyśl - podlane ogórki rosły, to tym bardziej urośnie podlane krzesełko z kilku ogórków. - Spojrzał na przyjaciela tak, jakby ten znów nie używał głowy. Wrócił do tworzenia ślimaków. Na szczęście je się robiło o wiele prościej niż krzesełka... - I dawać słoiki. Nauczę was. - Skoro już nie mieli co robić, to mógł się podzielić swoim kunsztem, a co!
- Czemu chcesz decydować o życiu Stanleya. - Zapytał Atreusa, który DEFINITYWNIE zabronił mu się zwalniać. - Czy ty go próbujesz kontrolować? Twoje nastawienie podpada pod groźbę, psychiczne znecanie się oraz przymus jest również karalne. Stanleyu czy czujesz się kontrolowany? Mrugnij dwa razy. - Dwa razy na odpowiedź "tak", bo oczywiście odpowiedź "nie" nie była brana pod uwagę. Tak apropo kontrolowania.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.