16.11.2022, 01:39 ✶
Daisy poruszyła się niecierpliwie, gdy Jęcząca Marta rozpoczęła swoją opowieść.
O, nie tak to sobie wyobrażała. Miała nadzieję na jakąś mrożącą krew w żyłach historię o zdradzie, namiętności i szaleństwie. A słyszała…
W sumie to sama nie wiedziała co właściwie słyszała. Że chłopiec wszedł do łazienki dla dziewczyn a Marta z wrażenia umarła? Przecież to się kupy nie trzymało.
To była najgłupsza, najmniej literacka historia jaką tylko ktoś próbował jej wcisnąć. Z czegoś takiego nie dało się napisać dobrej książki. Nawet utalentowany Darcy nie mógł stworzyć historii z takiego niczego. Daisy nie przyprowadziła go po takie nic!
- I już? – zapytała dość głupio. Dopiero krzywiąca się mina ducha sprowadziła ją na ziemię. – Ej, no nie gniewaj się na mnie! Nie chciałam tak powiedzieć! Po prostu… to bardzo zaskakująca historia – wyjaśniła koślawo.
Ale Marta wyglądała na jeszcze bardziej urażoną niż po pierwszym pytaniu. Jej usta zaczęły nerwowo drgać, szykując się na nowy napad płaczu.
- Zaskakująca historia… – wychlipiał duch, celowo przedrzeźniając słowa wypowiedziane przez Daisy. – No tak, dalej, naśmiewaj się z Marty, nawet śmierci nie miała takiej, która nie wzbudziłaby pogardy!
W tym momencie, ślizgonka, chyba już nauczona jakimś doświadczeniem, zerwała się na równe nogi. Wyciągnęła ręce przed siebie i zamachała nimi, próbując odwrócić uwagę zjawy od użalania się nad samą sobą.
- No bez przesady! Wcale tego nie powiedziałam! – zawołała. Tak być może chwilami uważała Martę za godną pogardy, ale nigdy nie powiedziała tego na głos! Posłała Darcy’emu proszące spojrzenie. Chciała, żeby coś zrobił i uratował ich oboje przed tym, co miało się za chwilę wydarzyć. A wydarzyć się mogło tylko jedno: wielki płacz Jęczącej Marty i kolejne zalanie toalety. – Po prostu bardzo szybko przeszłaś od nadejścia chłopca do własnej śmierci! Na pewno było coś jeszcze, coś między… - wyjaśniła pośpiesznie.
Cokolwiek! Kawał rury w ręce chłopca. Wyciągnięta różdżka. Może Marta zemdlała z wrażenia i uderzyła głową o toaletę? A teraz wstydziła się przyznać i Daisy nawet rozumiałaby ten wstyd, sama wstydziłaby się, gdyby umarła tylko dlatego, że uderzyła głową o kibel. I to jeszcze na oczach chłopca, który miałby się jej podobać.
- Oczy – powiedziała naburmuszona Marta. Chwilowo uspokoiła się na tyle by wypowiedzieć jeszcze jedno zdanie. – Pomiędzy były jeszcze oczy.
O, nie tak to sobie wyobrażała. Miała nadzieję na jakąś mrożącą krew w żyłach historię o zdradzie, namiętności i szaleństwie. A słyszała…
W sumie to sama nie wiedziała co właściwie słyszała. Że chłopiec wszedł do łazienki dla dziewczyn a Marta z wrażenia umarła? Przecież to się kupy nie trzymało.
To była najgłupsza, najmniej literacka historia jaką tylko ktoś próbował jej wcisnąć. Z czegoś takiego nie dało się napisać dobrej książki. Nawet utalentowany Darcy nie mógł stworzyć historii z takiego niczego. Daisy nie przyprowadziła go po takie nic!
- I już? – zapytała dość głupio. Dopiero krzywiąca się mina ducha sprowadziła ją na ziemię. – Ej, no nie gniewaj się na mnie! Nie chciałam tak powiedzieć! Po prostu… to bardzo zaskakująca historia – wyjaśniła koślawo.
Ale Marta wyglądała na jeszcze bardziej urażoną niż po pierwszym pytaniu. Jej usta zaczęły nerwowo drgać, szykując się na nowy napad płaczu.
- Zaskakująca historia… – wychlipiał duch, celowo przedrzeźniając słowa wypowiedziane przez Daisy. – No tak, dalej, naśmiewaj się z Marty, nawet śmierci nie miała takiej, która nie wzbudziłaby pogardy!
W tym momencie, ślizgonka, chyba już nauczona jakimś doświadczeniem, zerwała się na równe nogi. Wyciągnęła ręce przed siebie i zamachała nimi, próbując odwrócić uwagę zjawy od użalania się nad samą sobą.
- No bez przesady! Wcale tego nie powiedziałam! – zawołała. Tak być może chwilami uważała Martę za godną pogardy, ale nigdy nie powiedziała tego na głos! Posłała Darcy’emu proszące spojrzenie. Chciała, żeby coś zrobił i uratował ich oboje przed tym, co miało się za chwilę wydarzyć. A wydarzyć się mogło tylko jedno: wielki płacz Jęczącej Marty i kolejne zalanie toalety. – Po prostu bardzo szybko przeszłaś od nadejścia chłopca do własnej śmierci! Na pewno było coś jeszcze, coś między… - wyjaśniła pośpiesznie.
Cokolwiek! Kawał rury w ręce chłopca. Wyciągnięta różdżka. Może Marta zemdlała z wrażenia i uderzyła głową o toaletę? A teraz wstydziła się przyznać i Daisy nawet rozumiałaby ten wstyd, sama wstydziłaby się, gdyby umarła tylko dlatego, że uderzyła głową o kibel. I to jeszcze na oczach chłopca, który miałby się jej podobać.
- Oczy – powiedziała naburmuszona Marta. Chwilowo uspokoiła się na tyle by wypowiedzieć jeszcze jedno zdanie. – Pomiędzy były jeszcze oczy.