— Mój ojciec za to nie radził sobie z transmutacją, natomiast w przypadku mojej matki można mówić o antytalencie do eliksirów. On jest dziennikarzem Proroka Codziennego, o mojej mamie wiesz skoro tutaj uczy. Aby zostać nauczycielem, trzeba być wybitnym czarodziejem. Przynajmniej tak myślę. Mam. Ty też masz mocne strony. Jeszcze nie spotkałem kogoś, kto nie miałby jakieś mocnej strony. — Leon niejednokrotnie pytał swoich rodziców o ich czasy szkolne. O ile Hogwart na przestrzeni pokolenia się nie zmienił, tak dla jego rodziców stał się miejscem, w którym doświadczyli wielu historii. Tak postrzegał nauczycieli, jako właśnie wybitnych czarodziejów. Bycie nauczycielem wróżbiarstwa, przez niektórych nietraktowane poważnie, mogło nie korespondować z bycie tak wybitną jednostką. Wymagało opanowania wszystkich technik wróżbiarskich, aby móc nauczać ich innych. Jego matka oprócz umiejętności, posiadał dar jasnowidzenia.
— Postrzegam was za rozrywkowych. — Odpowiedział przyjaciółce bez chwili wahania. Podobno Gryfoni organizowali najlepsze zabawy w swoim pokoju wspólnym. Z pewnością warto było tak szaleć. — Tak jakoś wyszło, pani prefekt. Czuję się oficjalnie upomniany. — Posłał jej niewinny uśmiech, po czym roześmiał się wesoło.
— Jak się zdecydujesz, to wyślij mi liścik. Jak mam się przebrać za wampira, to muszę też zdobyć parę rekwizytów. — Poprosił ją o taką informację. Do wykonania takiego przebrania dużo nie potrzebował, jednak ostateczny rezultat musiał mu się spodobać i wolał mieć trochę czasu na ewentualne poprawki.
— Tak. Wypilibyśmy po filiżance pysznej herbaty a potem rzuciłbym okiem na fusy na dnie twojej filiżanki. — Nie widział sensu w owijaniu swoich intencji w bawełnę. — To ty musisz chcieć. W końcu to tobie wróżyłbym. — Sprostował. Nie zamierzał na to nalegać. Nie miał najmniejszych problemów z odmową. Nie każdy był entuzjastą wróżbiarstwa. Dobrze wiedział, że Brenna nie chodziła na ten przedmiot.