21.11.2023, 23:22 ✶
Los bywał okrutny. Jednej nocy nie mogłeś zasnąć ty, drugiej - twój partner, kochanek, brat czy jak zwał, tak zwał. Może w zależności od sytuacji? Cóż, pełnia dawała mi się we znaki. Tego dnia nigdy nie czarowałem, bo nie mogłem zebrać myśli, niczego, więc czułem się totalnie zmęczony i niepotrzebny, a jeszcze księżyc w pełni bezczelnie śmiał się ze mnie wieczorami i nocami, zaglądając przez okna do środka. Nie dość, że jasno, to jeszcze emanował tą destrukcyjną energią.
Kompletnie zapomniałem o tym, że Flynn chciał pogadać. Nie miałem do tego głowy poprzedniej nocy, a dziś mi się o tym przypomniało dopiero, kiedy wracałem do swojego wozu. Flynna nie było tym razem na jego dachu, więc zastanawiałem się, gdzie się podziewał, ale tylko drobną chwilę, póki nie przestąpiłem progu drzwi. No tak. I najgorsze było to, że nie zapytałem go, o co chodziło, a chyba wydawał się być wczoraj przejęty... Ale może to nie było nic istotnego, skoro nie zaczepił mnie w ciągu dnia? Gdyby to było coś ważnego, to dokładnie tak by się to skończyło, co nie?
Cóż, jako że Flynn tak słodko spał, to przykryłem i cmoknąłem w czoło, zaś sam zaszyłem się w rogu, zapalając słabą lampkę i biorąc się za kontynuację papierkowej roboty. Wiedziałem, byłem tego pewien, że szybko nie zasnę, więc sobie darowałem jakiekolwiek próby. Pisałem, przeliczałem, przeglądałem, póki nie zacząłem zbyt intensywnie ziewać. Wtedy, cóż, już kompletnie do niczego się nie nadawałem, szczególnie że czułem w głowie ucisk zmęczenia i tak dalej, długo by wymieniać. Rozebrałem się do bielizny i przywdziałem starą koszulkę określoną aktualnie mianem piżamki, po czym wsunąłem się do łóżka.
Nie chciałem tego robić, ale godzina leżenia w mroku zrobiła ze mnie człowieka podłego. Postanowiłem przebudzić Flynna by mnie przytulił. Wczoraj tak szybko odpłynąłem, a to było COŚ.
- Flynn, kocie... - szepnąłem, zaczepiając go nieco ręką, potrząchając nim delikatnie by się przebudził. - Flynn... - niemalże to wymruczałem, dając mu buziaka w szyję i zaraz w policzek, jeśli się udało i podniósł głowę.
- Przytul mnie... Odpłacę ci to w naturze - obiecałem z desperacją w głosie, zmęczony i nieco zachrypnięty. Nie wiem, czy przebudzony w środku nocy cokolwiek przyswajał, ale jeśli było trzeba, to ja powtórzę.
@The Edge
Kompletnie zapomniałem o tym, że Flynn chciał pogadać. Nie miałem do tego głowy poprzedniej nocy, a dziś mi się o tym przypomniało dopiero, kiedy wracałem do swojego wozu. Flynna nie było tym razem na jego dachu, więc zastanawiałem się, gdzie się podziewał, ale tylko drobną chwilę, póki nie przestąpiłem progu drzwi. No tak. I najgorsze było to, że nie zapytałem go, o co chodziło, a chyba wydawał się być wczoraj przejęty... Ale może to nie było nic istotnego, skoro nie zaczepił mnie w ciągu dnia? Gdyby to było coś ważnego, to dokładnie tak by się to skończyło, co nie?
Cóż, jako że Flynn tak słodko spał, to przykryłem i cmoknąłem w czoło, zaś sam zaszyłem się w rogu, zapalając słabą lampkę i biorąc się za kontynuację papierkowej roboty. Wiedziałem, byłem tego pewien, że szybko nie zasnę, więc sobie darowałem jakiekolwiek próby. Pisałem, przeliczałem, przeglądałem, póki nie zacząłem zbyt intensywnie ziewać. Wtedy, cóż, już kompletnie do niczego się nie nadawałem, szczególnie że czułem w głowie ucisk zmęczenia i tak dalej, długo by wymieniać. Rozebrałem się do bielizny i przywdziałem starą koszulkę określoną aktualnie mianem piżamki, po czym wsunąłem się do łóżka.
Nie chciałem tego robić, ale godzina leżenia w mroku zrobiła ze mnie człowieka podłego. Postanowiłem przebudzić Flynna by mnie przytulił. Wczoraj tak szybko odpłynąłem, a to było COŚ.
- Flynn, kocie... - szepnąłem, zaczepiając go nieco ręką, potrząchając nim delikatnie by się przebudził. - Flynn... - niemalże to wymruczałem, dając mu buziaka w szyję i zaraz w policzek, jeśli się udało i podniósł głowę.
- Przytul mnie... Odpłacę ci to w naturze - obiecałem z desperacją w głosie, zmęczony i nieco zachrypnięty. Nie wiem, czy przebudzony w środku nocy cokolwiek przyswajał, ale jeśli było trzeba, to ja powtórzę.
@The Edge