Ubrany w mundur Aurora, na który składał się komplet czarnych ubrań (koszula, marynarka i spodnie, skórzany pasek z klamrą w kształcie litery M oraz czarnych butów), Chester wchodził właśnie do Biura Aurorów z zamiarem rozpoczęcia kolejnego dnia w swoim miejscu pracy. Jego myśli zaczynały krążyć wokół czekających na sporządzenie raportów, tych które należało po raz ostatni przeczytać przed złożeniem na biurko swojej szefowej, wyjścia w teren, wypalenia kolejnego papierosa. Wszystko to stanowiło jego codzienną rutynę w tym departamencie.
Jego zmiana nie zdążyła się nawet dobrze rozpocząć, nie zdążył nawet przekroczyć progu biura i dojść do swojego biurka w wydzielonej przestrzeni roboczej, kiedy usłyszał za sobą znajomy głos, nakazujący mu zatrzymać się na chwilę. Stanąwszy w miejscu, obejrzał się na obu Lestrange'ów. Laurence'a i Rodolphusa. Pierwszemu, jak i drugiemu skinął głową na powitanie.
— W takim razie miałbym chwilę na rozmowę. Wejdźmy tylko do biura. — Z racji, że chcieli uzyskać analizę jakieś sprawy z punktu Aurora to Rookwood nie znalazł podstaw ku temu aby im odmówić ułamka swojego czasu pracy i nie wysłuchać ich, jak to miałoby miejsce gdyby chcieli po prostu pogadać. Musieliby z tym poczekać do przerwy. Wolał jednak nie rozmawiać na korytarzu, dlatego zalecił im przekroczenie wraz z nim progu Biura Aurorów i pozwolenie mu usiąść na zwróconym do nich oparciem krześle, którego zagłówek wykorzysta do oparcia na nim rąk.