22.11.2023, 10:07 ✶
Wszedł zaraz za kuzynem, ustępując pola starszemu Laurencowi. Prześlizgnął wzrokiem po Chesterze bez większego entuzjazmu. Widywał go, kojarzył jak wygląda - teraz po prostu dopasowywał kolejne elementy układankowego ubioru do swojego wyobrażenia, nie chcąc jednak nazbyt się gapić. Nie był w pozycji, by nawet próbować wywołać w dyskomfort w Rockwoodzie, wiec nawet tego nie próbował. Swoją uwagę skupił na biurze aurorów, na wnętrzu i osobach, które się tu przewijały bądź też nie. Poczuł dziwny dreszcz, biegnący mu wzdłuż kręgosłupa.
Gdy Laurence skrócił to, co się wydarzyło w alejce, Rolph otworzył ostrożnie torebkę, którą ściskał w jednej dłoni. Wyjął z niej przypominajkę i uniósł na wysokość swoich oczu, wzrok wbijając w Rockwooda. Przypominajka nie uruchomiła się na dotyk młodego Lestrange, nie wypełniła zmieniającym kolor dymem. Rodolphus obrócił ją w dłoniach, a następnie odłożył ostrożnie na biurko Chestera, podobnież jak uczynił z torebką.
- Nie sprawdziliśmy portfela czy ma naszą walutę, czy mugolskie pieniądze - rzucił, przesuwając w stronę Rockwooda torebkę. - Nie miała przy sobie różdżki. Nie mówiła nic, co świadczyłoby o tym, że jest czarownicą, ale była w takim stanie, że ciężko było o jakąkolwiek sensowną rozmowę. Zabrali ją do mugolskiego szpitala. Laurence zrobił co mógł, żeby jej pomóc, ale jest duże prawdopodobieństwo, że umrze. W głowie pojawiła nam się nieprzyjemna myśl, że jeśli była czarownicą - napastnik ukradł różdżkę.
W zasadzie pomyślał o tym teraz. Laurence wcześniej mówił, że mogła ją zostawić w domu, że mogła ją zapomnieć, ale co jeśli napad nie był napadem na tle rabunkowym w takim znaczeniu, jak mówili mugole? Ktoś mógł się dowiedzieć o czarodziejach i ukraść różdżkę. Bo przecież portfel został przy kobiecie.
- Oczywiście mogliśmy spłoszyć napastnika, dlatego nie zabrał tego, po co najpewniej przyszedł, ale jest to jedna z... ewentualności - przeniósł spojrzenie na kuzyna. Celowo mówił w liczbie mnogiej, nie mając zamiaru zdradzać, że w alejce był jako pierwszy, skoro Laurence tego nie zrobił.
Gdy Laurence skrócił to, co się wydarzyło w alejce, Rolph otworzył ostrożnie torebkę, którą ściskał w jednej dłoni. Wyjął z niej przypominajkę i uniósł na wysokość swoich oczu, wzrok wbijając w Rockwooda. Przypominajka nie uruchomiła się na dotyk młodego Lestrange, nie wypełniła zmieniającym kolor dymem. Rodolphus obrócił ją w dłoniach, a następnie odłożył ostrożnie na biurko Chestera, podobnież jak uczynił z torebką.
- Nie sprawdziliśmy portfela czy ma naszą walutę, czy mugolskie pieniądze - rzucił, przesuwając w stronę Rockwooda torebkę. - Nie miała przy sobie różdżki. Nie mówiła nic, co świadczyłoby o tym, że jest czarownicą, ale była w takim stanie, że ciężko było o jakąkolwiek sensowną rozmowę. Zabrali ją do mugolskiego szpitala. Laurence zrobił co mógł, żeby jej pomóc, ale jest duże prawdopodobieństwo, że umrze. W głowie pojawiła nam się nieprzyjemna myśl, że jeśli była czarownicą - napastnik ukradł różdżkę.
W zasadzie pomyślał o tym teraz. Laurence wcześniej mówił, że mogła ją zostawić w domu, że mogła ją zapomnieć, ale co jeśli napad nie był napadem na tle rabunkowym w takim znaczeniu, jak mówili mugole? Ktoś mógł się dowiedzieć o czarodziejach i ukraść różdżkę. Bo przecież portfel został przy kobiecie.
- Oczywiście mogliśmy spłoszyć napastnika, dlatego nie zabrał tego, po co najpewniej przyszedł, ale jest to jedna z... ewentualności - przeniósł spojrzenie na kuzyna. Celowo mówił w liczbie mnogiej, nie mając zamiaru zdradzać, że w alejce był jako pierwszy, skoro Laurence tego nie zrobił.