Robert nie był najgorszym aktorem, ale… zdarzało się, że w sytuacjach stresowych, takich jak obecna, można było z niego czytać niczym z otwartej księgi. Pozwalał na to, aby emocje wypływały na zewnątrz, zdradzając prawdę na temat tego, co działo się w jego wnętrzu. Według ojca, to właśnie ta cecha uniemożliwiała mu opanowanie oklumencji na zadowalającym poziomie.
Według Franka było to prawdziwie rozczarowujące.
Kiedy z ust Chestera padła propozycja pozostawienia listu na tacy w korytarzu, wyglądał niczym nieszczęsna sarna w świetle reflektorów. Nie było mu w smak zastosowanie się do tej propozycji. Próbował to jednak ukryć.
- Tak zrobię. – powiedział. Przez myśl mu przeszło, że może powinien się wytłumaczyć? Powiedzieć, że nie był świadomy takiej opcji? Zaraz jednak doszedł do wniosku, że dalszą paplaniną zapewne tylko bardziej by się pogrążył w oczach Rookwooda. Chester już teraz nie był przekonany odnośnie jego tłumaczeń. Wydawał się coś podejrzewać.
Lepiej było spróbować odejść od tego tematu. Zmienić go czym prędzej na jakiś inny.
Padło na kwestie zawodowe.
- Wiem. Osobiście nie chciałbym tak ryzykować. – starał się to ciągnąć. Był przy tym szczery. Nigdy nie ciągnęło go w tym kierunku. W przeciwieństwie do brata, był typem mózgowca. Dużo czytał. Chętnie uczył się nowych rzeczy. Niekoniecznie natomiast ciągnęło go do aktywności fizycznej. Zwłaszcza sportowej. Na mecze quidditcha, popularnego wśród czarodziejów, mógł co najwyżej patrzeć z odpowiedniej odległości. O ile miał na to ochotę, co nie zdarzało się często.
Nie zorientował się, że w tych całych nerwach odsłonił nazwisko zapisane starannym pismem na kopercie. Z tego też powodu poczuł ogarniające go uczucie ciepła, kiedy ten szczegół został zaobserwowany przez Chestera. Czerwone plamy zaczęły pojawiać z wolna na szyi. Serce biło coraz szybciej.
Przestraszył się?
- Nic, naprawdę! – podniósł głos. W górę powędrowały też momentalnie ręce. Szybko opadły.
Nie zaprzeczył, że o sprawie wiedział. Ani też temu, że wiadomość była z nią w jakimś stopniu powiązała. Zarazem pozwolił sobie w tym miejscu jednak na małe, naprawdę drobne kłamstwo. Przez swoją lekkomyślność, nieprzestrzeganie regulaminu, podobnie jak kilku znajomych, mógł zostać z zabójstwem szlamy powiązany. Wpakował się w niezłe tarapaty?
- Skąd wiesz, że została zamordowana? – dodał, nie bardzo myśląc o tym czy zadawanie tego rodzaju pytań nie wpłynie negatywnie na wiarygodność jego zapewnień. Za bardzo mu zależało na informacjach, które Chester mógł posiadać. Z tego też względu postąpił jak postąpił.
Francis powiedziałby zapewne, że lekkomyślnie.
Bardzo głupio.
Dodałby też coś na temat tego, że niczego innego się po nim w zasadzie nie spodziewał.