• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 … 16 Dalej »
[Czerwiec 1964] Świeciło słońce, a z nieba padał deszcz | Lorraine & Anthony

[Czerwiec 1964] Świeciło słońce, a z nieba padał deszcz | Lorraine & Anthony
Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#5
23.11.2023, 00:20  ✶  
Przyjrzał się jej badawczo, mimowolnie przekręcając głowę tak, że kolejne kosmyki włosów spłynęły mu na czoło. Owszem, wrzucił ją do jeziora, tylko dlaczego właściwie to zrobił? Nie mógł przecież jej podrywać, bo była blondynką — nawet, jeśli ładną. Westchnął, wzruszył ramionami i nie spuszczając z niej wzroku, uśmiechnął się. - To było z sympatii, a jakbyś mnie utopiła, jestem przekonany, że tęskniłabyś za oglądaniem się za mną na korytarzu.
Nie był to może najsensowniejszy argument, ale młodemu Borginowi wydał się właściwy. Przecież razem ze swoimi kolegami z bandy Borgina byli bananowymi dziećmi, każdy chciał być nimi i wszystkie dziewczęta się za nimi oglądały. A przynajmniej w takiej bańce mydlanej Antoś funkcjonował. Nawet na kacu byli fenomenalni.
- Z nich większe ławice niż ze mnie. W gruncie rzeczy, to jestem bardzo przyzwoity. - przesunął palcem po szyi, zahczając skórę paznokciem i pozostawiając na niej ledwo widoczną rysę. Był taki przecież, nie kłamał — jedyne co, to lubił się całować. Poza tym jasnowłosa bystro zauważyła, że już samotność mu nie groziła. - Tak, jesteś moją iskierką szczęścia w podróży do domu. Jak Ci się odwdzięczę?
Zapytał pół żartem, pół serio, bo mógł przecież coś małego dla niej zrobić. Naprawdę nie lubił wracać do domu, bo świadomość, kto na niego tam czekał i jakie przesłuchanie mu urządzi, wykręcała mu żołądek. Wiedział też, że nie mógł zawsze liczyć na obronę dziadka czy Stanleya, był dużym chłopcem. Gdyby wspomniała, że lubi Atreusa, pomógłby jej przecież, chociaż byłaby jedną z wielu. Jego przyjaciel był porażająco popularny i nie powstrzymywał się przed wykorzystywaniem swojej inteligencji, aparycji, a także pozycji w drużynie, aby bliżej poznać jakąś miłą uczennicę. Lou zresztą robił to samo.
Nie powiązał jej rumieńca z Bulstrode, ale odwzajemniony uśmiech był miły i normalny. Tak, jakby przez te kilka sekund faktycznie byli tylko zwykłymi uczniakami ze szkoły magii ze zwykłych rodzin. Nie od Malfoyów, nie od Borginów. Niestety, taki luksus pojawiał się naprawdę rzadko. Niechętnie też przyznał, że była naprawdę ładna, jak na blondynkę. Nie mógłby się oczywiście zakochać, głównie w obawie przed swoim starszym bratem, który miał radar na złote lub srebrne włosy wbudowany w głowie i obawiałby się, nakrycia potencjalnej dziewczyny z wyżej wymienionym w schowku na miotły. - Jak tak na Ciebie patrzę, to naprawdę jesteś ładna. Powinnaś umówić się ze Staśkiem, owinęłabyś sobie go dookoła palca przez te Twoje jasne włosy i wielkie, niebieskie oczy.
Anthony Borgin zawsze był dość bezpośredni, ale w jego głosie — chociaż tak pewnym siebie, na próżno było szukać złośliwości. Ot, zwykła rada od kolegi.
- Moje trzecie oko jest ślepe, serio. - skrzywił się, machając ostentacyjnie dłonią. Nawet jakby się otworzyło, byłoby bezużyteczne. Taki z niego wróżbita, jak z Lorraine byłaby brunetka — absolutnie nie mógł sobie tego wyobrazić. Widział też, że ich relacja często obfitowała we wszelkiego rodzaju iskry, nie mógłby się ot tak obrazić lub tupnąć nóżką, bo zła Panna Malfoy coś mu powiedziała nie po jego myśli. - Tylko tyle, że jest nieprzewidywalne i niesprawiedliwe i złośliwe. A Ty? Wiesz coś o przeznaczeniu?
Podniósł wzrok do góry, napotykając te wspomniane wcześniej, duże i jasne oczy, które otaczał wachlarz rzęs. Uśmiechnął się na ten widok znów, dość figlarnie i uroczo, pozwalając sobie puścić jej oczko. Owszem, może trochę ją podrywał, ale ona też nie wyglądała, jakby specjalnie jej to przeszkadzało.
Umieszczenie walizki na górze nie było problemem, nawet nie pomyślał o róźdze — zwyczajnie zapomniał, wciąż targany przez wczorajszą ognistą. Czy lubił się popisywać? Trochę tak, był w końcu dobrze zbudowany i miał wysportowaną sylwetkę, bo lubił biegać. Bez koszulki z przodu wyglądał jeszcze lepiej, gdy zarysy mięśni przecinały brzuch, chociaż blizny na plecach nieco mu odejmowały. Mogła się patrzeć, nie zwracał na to uwagi, a nawet jeśli by zwrócił, wychodził z założenia, że od tego przecież wszyscy mieli oczy, żeby się przyglądać.
Wściekłby się, gdyby wiedział, że ona wiedziała. Miał nadzieję, że Loretta nikomu nie powie i że nie dotrze to w żaden sposób do Louvaina, bo życie było mu miłe. A tak serio, ten egocentryczny idiota zapatrzony we własną bliźniaczkę, był po prostu jego najlepszym przyjacielem. Nadal trochę nie rozumiał, co się w ten łazience działo i dlaczego właściwie Lestrangeówna go tak prowokowała. Całowanie się było przyjemne, więc nie mógł narzekać. Młoda czarownica była śliczna i drobna, jego palce wciąż pamiętały subtelne przeciągnięcie po jej talii czy udach, na które mu zresztą pozwoliła. Tak, to było jedno z lepszych wspomnień z minionego roku szkolnego, nawet jeśli konsekwencje mogły być paskudne. Zresztą, ojciec, wertując jego głowę — jak zwykle zresztą — nie omieszka pewnie tego skomentować. Był jednak pewien, że ze względu na pochodzenie, uzna Lorette za dobrą partię i aż tak się nie wkurwi.
Chrząknął wymownie, zaskoczony jej miną, jak i słowami. Trybiki w jego głowie zaklekotały, a on ukradkiem zacisnął pięści, starając się jednak robić dobrą minę do złej gry i wybrać najlepszy na ten przypadek sposób — spróbować zmienić temat, chociaż spojrzenie siedzącej naprzeciw blondynki jasno dawało do zrozumienia, że mu tak łatwo nie odpuści. - Pytam się Ciebie, a nie Loretty. Widzisz ją tu gdzieś?
Uśmiechnął się słodko, w sposób jawnie podpatrzony od niej. Nie odzywał się więcej, przyglądając się temu, co robiła. Czasem przenosił spojrzenie za okno, pozwalając sobie na jedno lub dwa westchnienia, gdy tak dobrze znany mu krajobraz, zniknął gdzieś z tyłu. Podobnie, jak majaczący w tle ciemny punkt, który był zamkiem. Papieros był odpowiedzią na wszystko, grzebał za nimi i szukał, jakby od tego zależało jego życie.
- Będziesz mi do końca życia wypominała to, że wrzuciłem Cię do tego jeziora? Miałem pewnie dobry powód. - westchnął i bezradnie rozłożył ręce. Może chciał podejrzeć, jaki miała kolor stanika? Albo się z kimś założył? A może Stanley go skłonił? Najpewniej jednak po prostu był to impuls, nagła potrzeba, którą musiał zrealizować po tym, jak go czymś zirytowała lub rozśmieszyła. Przez szumiący wciąż w uszach alkohol, naprawdę nie mógł sobie przypomnieć. Opadł na siedzenie, sięgnął kulki i wrzucił jedną do ust po tym, jak ją poczęstował. - Mówił Ci ktoś, że jesteś trochę złośliwa, a tak ładnej dziewczynie, to nie przystoi? Nie powinnaś być rozkoszna i chodzić na różowo z tymi swoimi kolorami? No wiesz, taka dziewczęcą typowo czy coś.
Lorraine była tylko trochę dziewczęca w jego oczach, bo dało się z nią porozmawiać, jak z kolegą. Nigdy też nie widział, aby wykorzystywała swoje atuty do podrywania biednych i niewinnych mężczyzn, jak robiła to większość uczennic ze szkoły. Oblizał wargi z resztek czekolady i prychnął, kręcąc głową, gdy wyjęła papierosy. - O proszę, jednak nie zmokły?
Rzucił rozkosznie, obserwując z drobnym oczarowaniem i bezdechem, jak pasma włosów uwolnione z uścisku nietypowej spinki, rozsypują się jej po ramionach. Zawsze lubił długie włosy, najlepiej takie wywinięte w loki i czarne.
Dlaczego one wszystkie się na niego uwzięły i tak go prowokowały? Zdawały sobie sprawę, że miał naprawdę granice i w pewnym momencie mógłby przestać być gentlemanem, którym być się przecież starał? Westchnął i pokręcił głową. Nic dziwnego, że te dwie się przyjaźnią. Zlustrował ją wzrokiem powolnie, przesuwając od nóg i talii, poprzez okolice piersi i szyi, aż do twarzy, a gdy napotkał jej spojrzenie, wstał. Ukłonił się teatralnie, a potem zmniejszył dzieląca ich odległość i oparł się dłonią o siedzisko, układając ją przy jej głowie. Ładnie pachniała. Kolejna, która miała chyba w swoich perfumach coś z be.. Bergmotki? Bergamotki? Cokolwiek to było. Bezwstydnie spojrzał jej w oczy, a wolną dłonią złapał złoty kosmyk, nawijając go na palec.
- Obydwoje wiemy, że nawet jak będę chciał sobie go wziąć ot tak, to mi go nie oddasz. Co chcesz w zamian? - zapytał ciszej, niż planował, odrobinę kokieteryjnie i niższym głosem, bo skoro ona mogła go tak bezczelnie prowokować, to czemu on trochę nie mógł jej? Byli przecież chyba kumplami, mogli wiele sobie wybaczyć.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Ian Borgin (3722), Lorraine Malfoy (4728)




Wiadomości w tym wątku
[Czerwiec 1964] Świeciło słońce, a z nieba padał deszcz | Lorraine & Anthony - przez Anthony Ian Borgin - 09.10.2023, 22:01
RE: [Czerwiec 1964] Świeciło słońce, a z nieba padał deszcz | Lorraine & Anthony - przez Lorraine Malfoy - 10.10.2023, 21:41
RE: [Czerwiec 1964] Świeciło słońce, a z nieba padał deszcz | Lorraine & Anthony - przez Anthony Ian Borgin - 19.10.2023, 00:56
RE: [Czerwiec 1964] Świeciło słońce, a z nieba padał deszcz | Lorraine & Anthony - przez Lorraine Malfoy - 09.11.2023, 20:16
RE: [Czerwiec 1964] Świeciło słońce, a z nieba padał deszcz | Lorraine & Anthony - przez Anthony Ian Borgin - 23.11.2023, 00:20
RE: [Czerwiec 1964] Świeciło słońce, a z nieba padał deszcz | Lorraine & Anthony - przez Lorraine Malfoy - 15.12.2023, 15:40
RE: [Czerwiec 1964] Świeciło słońce, a z nieba padał deszcz | Lorraine & Anthony - przez Anthony Ian Borgin - 06.01.2024, 23:43
RE: [Czerwiec 1964] Świeciło słońce, a z nieba padał deszcz | Lorraine & Anthony - przez Lorraine Malfoy - 28.02.2024, 00:28

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa