Christopher prezentował sobą obraz idealnego panicza czystej krwi. Kiedy ludzie myśleli o rodach czystokrwistych czarodziejów, a może w szczególności z Nienaruszalnej Dwudziestki Ósemki – to Chris byłby idealnym przykładem. Nieco pełny siebie, mający coś z arogancji, ślepy na to, czego nie chciał widzieć, władczy, perfekcjonista pochłonięty przez swoją pracę… albo przez ideę? To, że posiadał własne zdanie, było niezaprzeczalną zaletą, bo jedna sprawa to szanować rodziców, a druga być w nich wpatrzonym jak w obrazek do tego stopnia, że gadało się tylko o tym, co któreś z nich mówiło w domu. Jakkolwiek źle to nie brzmiało, to Victoria odetchnęła z ulgą i cieszyła się, że nie musi się już użerać z Violettą Rosier. Szkoda tylko, że finał skończył się na cmentarzu.
Spokojnie podeszła do stolika, do którego zaprosił ją Rosier, poprawiła tylko pasek torebki na ramieniu i delikatnie ujęła w dłoń materiał, który podał jej mężczyzna. Przysunęła go sobie pod nos i na moment zamyśliła. Zapach nie był ciężki i przywodził na myśl nuty, które Victoria czasami wyczuwała na kobietach odkąd zrobiło się cieplej na zewnątrz.
- Faktycznie ma to coś z deseru – chociaż kiedy tak to zaprezentował, to pomyślała, że chodzi o jakiś zapach pączka z lukrem, albo czegoś absurdalnie słodkiego. - Nie jest taki zły, ale bardziej pasuje na wyjście na plażę, niż do kolekcji domu mody – zawyrokowała i oddała Chrisowi materiał, przyjmując w dłoń kolejny. Ten był zupełnie inny, mocno orzeźwiający, i co prawda z szamponem jej się nie kojarzył, ale z żelem pod prysznic, czyli już bardzo blisko. - Niee. Znaczy ładny, ale na pewno bym tak nigdzie nie wyszła – chociaż bezsprzecznie pasowało to do lata. Jednak Victoria była fanką mocniejszych zapachów, z dodatkiem piżma – ono dodawało takiego… ciepła do perfumów i właśnie elegancji. Niech każdy chodzi jak chce ale rozumiała dlaczego Christopher nie chciał, by takie zapachy utożsamiane były z jego kolekcją. - I wszystkie są na taką modłę? Już widzę jakiś bankiet i te wszystkie starsze panie pachnące jak lody – a mówiąc to absolutnie sobie tego nie wyobrażała.
- Tak, las w Dolinie, a niedawno ten nieszczęsny statek… Ciągle coś się dzieje – odparła, ale prawdę powiedziawszy nie do końca chciała gadać o pracy. - U ciebie wszystko w porządku? – zapytała, woląc przenieść rozmowę dalej od niej samej.