Trzymając wyciągniętą przed siebie różdżkę, przez chwilę zastanawiał się nad najbardziej odpowiednim zaklęciem. Nie była to jednak chwila szczególnie długa. Nic z tych rzeczy. Odpowiednie rozwiązanie pojawiło się szybko. Była to jedna z pierwszych myśli, które pojawiły się w głowie Roberta. Pomysł wydawał się dobrze pasować do tej sytuacji.
- Diffindo - wypowiedział, poruszając różdżką. Wskazując na pierwszy cel, później na następny. I jeszcze jeden. Kolejne plakaty ulegały zniszczeniu, a w ich miejscu pozostawały jedynie smutnie zwisające ze ściany strzępki. Ciężko było zorientować się w tym, co wcześniej przedstawiały. Kto znajdywał się na grafice. Jakie napisy nań widniały. Podobnie do tego będzie wyglądał sam Minister Magii, kiedy jego czas dobiegnie końca. Robert był więcej niż pewnym tego, że odpowiedni ludzie o to zadbają. Efekty ich działań to tylko kwestia czasu. Wyglądał ich ze sporą niecierpliwością.
Nie zwracał uwagi na to, ile osób zainteresowało się tym przedstawieniem. Po prostu robił swoje. Działał metodycznie. Niezbyt szybko, ale za to dokładnie. Do jego uszu nie dotarły słowa wypowiedziane przez Semiramis. Nawet jej pojawienie się w okolicy uszło uwadze Mulcibera. Skupiony na swoim zadaniu, nie zauważyłby najpewniej nawet słonia, jeśli ten nagle postanowiłby się przespacerować po tym kompleksie. Rzecz jasna o ile tylko słoń dałby radę zmieścić się w Podziemnych Ścieżkach. I inne takie.
- Reducto! - Poirytowany dotychczasowymi efektami swoich działań, które rzecz jasna uznał za niewystarczające, zmienił dotychczasową taktykę. Nie miał całego dnia, choć oczywiście całkiem przyjemnie było zająć się z kilkoma plakatami z osobna. Może nawet kilkunastoma? Potrzebował czegoś skuteczniejszego. I całe szczęście, udało mu się znaleźć odpowiednie do tych potrzeb rozwiązanie.
Miał zrobić to ponownie, kolejny raz wypowiedzieć to samo zaklęcie, kiedy jego spojrzenie wychwyciło kilka plakatów reagujących na działania innego czarodzieja. Nie opuszczając swojej różdżki, odwrócił się z wolna w kierunku kobiety, na którą wcześniej nie zwrócił uwagi. Wydawała się znajoma, choć jednocześnie trochę zbyt młoda, żeby rzeczywiście mogli obracać się w tych samych kręgach.
Nie tracił czasu na zagadywanie do kobiety, na dopytywanie o to co właściwie wyprawia, zniechęcanie do pomocy przy usuwaniu plakatów. I inne takie. Po tym jak przez chwilę się jej przyglądał - dało się to zauważyć, Robert się z tym wcale nie krył - wrócił do poprzedniego zajęcia. Przez kilka minut usuwał kolejne plakaty. Robił to tak długo, aż na ścianie nie pozostało już nic z tego, co wcześniej dość szczelnie ją oblepiało. Kiedy skończył, zamiast na Semiramis, skupił się ponownie na swojej pracownicy.
- Jesteś do niczego. Powinnaś była pozbyć się tych śmieci, zanim zjawiłem się na miejscu. Naprawdę nie wiem za co Ci płacę, Agnis, ale podejrzewam, że w najbliższym czasie znajdę chwilę, żeby się temu przyjrzeć. A teraz wracaj do tej cholernej roboty i nie pokazuj mi się więcej na oczy. - Wyrzucił z siebie, tradycyjnie za nic mając to, że inni wszystko widzą, słyszą, inne takie. Pracownica zaś zdawała się nie być w stanie zareagować na to inaczej jak spuszczeniem głowy i przepraszam, które wypowiedziane zostało tak cicho, że ledwie dało się usłyszeć. Pomimo otrzymanego polecenia, dość jasnego, nie potrafiła zrobić choćby jednego kroku w stronę sklepu, jego wnętrza.
Dlaczego pozwalała na to, aby traktowano ją w taki sposób?