24.11.2023, 22:53 ✶
Myśli na momencie mi przyspieszyły, a rozsądek nie chciał wierzyć, a jednak wierzył, bo jakże bym mógł nie wierzyć w słowa Laurenta. Coś tam słyszałem o tym statku, za bardzo się nie wczytywałem, ale coś tam poniekąd do mnie dotarło, ale nie wiedziałem, że mój własny syn brał udział w tym procederze. Zrobiłem błąd, wczytując się w to pobieżnie. Jak mogłem nie czuć, że Lorek był w niebezpieczeństwie? Zaniepokoiłem się i to bardzo. Myślałem, że nocowanie w zamku jakoś ocali go przed mordercą, ale czyhało na niego tak wiele innych niebezpieczeństw, że nie zdawałem sobie z tego sprawy.
- Zejdź, proszę, z tonu, Laurent... Ja tu poważnie mówię. I wcale byś się nie udusił. Nie pozwoliłbym na to. Florence przesadza - odparłem, zamierzając bronić swojego stanowiska w tej sytuacji. Ta dziewucha była niepoprawna, nienormalna, istny diabeł w niewinnym wydaniu, który wytaczał mi wojnę, groził odebraniem dzieci. I jej się to udawało. Przeklinałem ją w swoich myślach, tę nędzną szumowinę. Niby nie wtrącała się w życie innych, a jednak do mojego wparowała z buciorami i wszystko mieszała. - Nie wspominajmy tej dziewuchy. Dla mojej córki chrzestnej jest już za późno - podsumowałem tę sytuację, jej opinię. Najchętniej urwałbym jej łeb, ukręcił własnoręcznie.
- Nie zgodzę się z twoimi oskarżeniami... Jeśli zechcesz, możemy to przedyskutować, ale nie w tym miejscu. Nie obchodzi mnie, że Aydaya wraca. Porozmawiam z nią by cię nie nagabywała... i dała ci wypocząć. Nie musicie na siebie wpadać. Ten zamek jest wystarczająco duży by tego dokonać - zauważyłem, po czym wskazałem na walizkę wolną dłonią. Drugą wciąż ujmowałem dłoń Laurenta. - Pozwolisz, że skrzat zabierze twój bagaż? Bądź rozsądny, synu. Tu będziesz bezpieczniejszy... Nie oddam twojego losu w ręce mordercy, ani mi się to śni - odparłem uparcie, ale miękko, żeby dotarło w końcu do Laurenta, że nie było tylko Pandorki, ale zawsze była Pandorka i Lorek. O nich dwoje zawsze się martwiłem i na ich dwoje zawołanie byłem, więc nie rozumiałem, skąd to przeświadczenie, że Pandorka ważniejsza. Czy ja coś robiłem źle, czy jak? Zdecydowanie łatwiej było, kiedy mieli po kilka lat. Cieszyli się z drobnych prezentów czy chociażby chwili poświęconej im uwagi, a teraz? Miałem sam błagać o ich miłość?
- Zejdź, proszę, z tonu, Laurent... Ja tu poważnie mówię. I wcale byś się nie udusił. Nie pozwoliłbym na to. Florence przesadza - odparłem, zamierzając bronić swojego stanowiska w tej sytuacji. Ta dziewucha była niepoprawna, nienormalna, istny diabeł w niewinnym wydaniu, który wytaczał mi wojnę, groził odebraniem dzieci. I jej się to udawało. Przeklinałem ją w swoich myślach, tę nędzną szumowinę. Niby nie wtrącała się w życie innych, a jednak do mojego wparowała z buciorami i wszystko mieszała. - Nie wspominajmy tej dziewuchy. Dla mojej córki chrzestnej jest już za późno - podsumowałem tę sytuację, jej opinię. Najchętniej urwałbym jej łeb, ukręcił własnoręcznie.
- Nie zgodzę się z twoimi oskarżeniami... Jeśli zechcesz, możemy to przedyskutować, ale nie w tym miejscu. Nie obchodzi mnie, że Aydaya wraca. Porozmawiam z nią by cię nie nagabywała... i dała ci wypocząć. Nie musicie na siebie wpadać. Ten zamek jest wystarczająco duży by tego dokonać - zauważyłem, po czym wskazałem na walizkę wolną dłonią. Drugą wciąż ujmowałem dłoń Laurenta. - Pozwolisz, że skrzat zabierze twój bagaż? Bądź rozsądny, synu. Tu będziesz bezpieczniejszy... Nie oddam twojego losu w ręce mordercy, ani mi się to śni - odparłem uparcie, ale miękko, żeby dotarło w końcu do Laurenta, że nie było tylko Pandorki, ale zawsze była Pandorka i Lorek. O nich dwoje zawsze się martwiłem i na ich dwoje zawołanie byłem, więc nie rozumiałem, skąd to przeświadczenie, że Pandorka ważniejsza. Czy ja coś robiłem źle, czy jak? Zdecydowanie łatwiej było, kiedy mieli po kilka lat. Cieszyli się z drobnych prezentów czy chociażby chwili poświęconej im uwagi, a teraz? Miałem sam błagać o ich miłość?