16.11.2022, 21:39 ✶
Daisy uśmiechnęła się przymilnie, choć gdzieś w środku była coraz mniej wesoła. No naprawdę, Marta mogłaby się trochę bardziej postarać z tą swoją opowieścią. Gdyby to Daisy była na jej miejscu – wymyśliłaby sobie taką śmierć, o której krążyłyby legendy, napisano by o niej mnóstwo opowieści i przynajmniej kilka piosenek (tu oczywiście odpowiednio heroicznych i patetycznych). No i jako duch, na pewno nie zamknęłaby się w toalecie dla dziewczyn. Żadna to przyjemność przez całą wieczność wsłuchiwać się w dźwięki jak ktoś w kabinie obok załatwia swoje potrzeby.
Zawinęła kosmyk włosów na palec i posłała Darcy’emu pełne skonfundowania spojrzenie. Och, powoli zaczynała żałować, że ściągnęła tu brata. Miała mu dać historię do książki a zmusiła do wysiadywania na podłodze w łazience dla dziewczyn i słuchania głupot, które opowiadała Marta. Tyle, że gdy go tu ciągnęła, naprawdę myślała, że robi dobrze.
- O, z pewnością – zgodziła się lojalnie z Darcym, ale w jej głosie pobrzmiewało całkiem głośne powątpiewanie. Ton wskazywał nawet, że równie dobrze mogłaby powiedzieć coś w rodzaju: no co ty Marta nie powiesz: umarłaś, bo kota zobaczyłaś? Taka śmierć była chyba nawet gorsza niż umieranie, bo się zobaczyło ładnego chłopca i rozbiło głowę o kibel. – Ale to tak naprawdę, to nie wiesz, co się właściwie stało? – zapytała i już zupełnie przestała się kryć ze swoim zniecierpliwieniem.
Przyszła tu po krew, po mięso, po flaki – a nie po opowiastkę o chłopcu w damskiej toalecie, parze żółtych oczu i jeszcze jakiś bełkot o lataniu - a akurat epizod związany z lataniem (i spadaniem) Daisy miała już za sobą w życiu. Spadanie z miotły było beznadziejne, nie polecała tego nikomu. Na samo wspomnienie robiło jej się niedobrze.
Marta uniosła dumnie brodę do góry. Daisy wyzywająco uniosła do góry brwi, chyba już nie licząc się z tym, że takim zachowaniem naprawdę wywoła u ducha kolejny napad histerycznego szlochu. Założyła ręce na piersiach i przekrzywiła głowę na bok. Z boku może to nawet wyglądało tak, jakby szykowały się do jakiegoś dziwacznego pojedynku.
- Przecież wam właśnie powiedziałam – rzuciła cierpko Jęcząca Marta. – Czego ty jeszcze ode mnie chcesz?
- Czegoś ciekawszego? – Daisy wypowiedziała pierwsze zdanie, które przyszło jej do głowy. Och, nie chciała być świadomie okrutna. Po prostu nie pomyślała o tym jak złośliwie i nieprzyjemnie musiały zabrzmieć jej słowa. – Co to w ogóle za historia jest? Siedziałam w kiblu, płakałam, usłyszałam chłopca i umarłam – wyliczyła, przewracając oczami.
Marta w tym czasie pęczniała. Oczywiście niedosłownie, ale policzki jej zaczęły się wydymać, oczy powiększyły się (i zaczęły wzbierać w nich łzy), podbródek zadrgał.
Daisy nie spuszczała z niej wzroku.
- No dalej, dawaj, czekałaś na to całą tę rozmowę – westchnęła ostentacyjnie. – Teraz zacznie płakać a potem zanurkuje w odpływie i ochlapie nas wodą – uświadomiła Darcy’ego.
Zawinęła kosmyk włosów na palec i posłała Darcy’emu pełne skonfundowania spojrzenie. Och, powoli zaczynała żałować, że ściągnęła tu brata. Miała mu dać historię do książki a zmusiła do wysiadywania na podłodze w łazience dla dziewczyn i słuchania głupot, które opowiadała Marta. Tyle, że gdy go tu ciągnęła, naprawdę myślała, że robi dobrze.
- O, z pewnością – zgodziła się lojalnie z Darcym, ale w jej głosie pobrzmiewało całkiem głośne powątpiewanie. Ton wskazywał nawet, że równie dobrze mogłaby powiedzieć coś w rodzaju: no co ty Marta nie powiesz: umarłaś, bo kota zobaczyłaś? Taka śmierć była chyba nawet gorsza niż umieranie, bo się zobaczyło ładnego chłopca i rozbiło głowę o kibel. – Ale to tak naprawdę, to nie wiesz, co się właściwie stało? – zapytała i już zupełnie przestała się kryć ze swoim zniecierpliwieniem.
Przyszła tu po krew, po mięso, po flaki – a nie po opowiastkę o chłopcu w damskiej toalecie, parze żółtych oczu i jeszcze jakiś bełkot o lataniu - a akurat epizod związany z lataniem (i spadaniem) Daisy miała już za sobą w życiu. Spadanie z miotły było beznadziejne, nie polecała tego nikomu. Na samo wspomnienie robiło jej się niedobrze.
Marta uniosła dumnie brodę do góry. Daisy wyzywająco uniosła do góry brwi, chyba już nie licząc się z tym, że takim zachowaniem naprawdę wywoła u ducha kolejny napad histerycznego szlochu. Założyła ręce na piersiach i przekrzywiła głowę na bok. Z boku może to nawet wyglądało tak, jakby szykowały się do jakiegoś dziwacznego pojedynku.
- Przecież wam właśnie powiedziałam – rzuciła cierpko Jęcząca Marta. – Czego ty jeszcze ode mnie chcesz?
- Czegoś ciekawszego? – Daisy wypowiedziała pierwsze zdanie, które przyszło jej do głowy. Och, nie chciała być świadomie okrutna. Po prostu nie pomyślała o tym jak złośliwie i nieprzyjemnie musiały zabrzmieć jej słowa. – Co to w ogóle za historia jest? Siedziałam w kiblu, płakałam, usłyszałam chłopca i umarłam – wyliczyła, przewracając oczami.
Marta w tym czasie pęczniała. Oczywiście niedosłownie, ale policzki jej zaczęły się wydymać, oczy powiększyły się (i zaczęły wzbierać w nich łzy), podbródek zadrgał.
Daisy nie spuszczała z niej wzroku.
- No dalej, dawaj, czekałaś na to całą tę rozmowę – westchnęła ostentacyjnie. – Teraz zacznie płakać a potem zanurkuje w odpływie i ochlapie nas wodą – uświadomiła Darcy’ego.