• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[10.07.1972] I tylko ja i słońce

[10.07.1972] I tylko ja i słońce
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#11
26.11.2023, 14:42  ✶  

Wiele zależało po prostu od intencji, a Victoria nie chciała dla Sauriela źle w żadnej mierze. To jej obecne pragnienie, żeby on czuł się dobrze, wynikało po prostu z priorytetów. Czasami po prostu trzeba było pewne sprawy przewartościować, co jest dla ciebie ważniejsze – żeby tobie było dobrze, czy jednak czy życie drugiej osoby było ważniejsze? Ta matematyka okazała się być banalnie prosta; kiedy ktoś próbował popełnić samobójstwo, to wręcz jawny sygnał, że potrzebuje pomocy, że jest źle, bardzo, bardzo źle. Nieporównywalnie bardziej niż źle było jej. A gdyby jego tu zabrakło, to czy jej żyłoby się lepiej? Nie. Byłoby wieczne obwinianie się, że nie zrobiło się zbyt wiele, że nie zadziałało się wtedy, kiedy można było, że zignorowało się to nieme wołanie o pomoc. Victoria nie chciała tego ignorować ani zagłuszać, dlatego swoje emocje mocno odsunęła, bo był ktoś, kto bardziej tego wszystkiego potrzebował. I oczywiście, że niepomiernie bardziej chciałaby żyć w świecie, gdzie następowała równa wymiana dawania i brania, natomiast czasami… czasami trzeba było dać z siebie więcej, kiedy druga strona nie była w ogóle w stanie wykrzesać z siebie niczego. Ćmę może i ciągnęło do ognia i w swoim nieszczęściu spalała sobie skrzydła, nie mogąc już odlecieć. A co wtedy, gdy ta ćma była na ogień odporna? Wtedy po prostu się ogrzewała i pławiła w świetle… Victoria nie patrzyła na to tak, że byle kto, kto okaże jej zainteresowanie i miłość, to zyska również jej uczucia. Na pewne rzeczy po prostu nie miało się wpływu; dlaczego jedne osoby ci się podobają, a inne nie? Dlaczego do jednych nas ciągnie, a nie do innych? To wszystko było skomplikowane. Victoria ten jeden raz w końcu opuściła swoje grube mury i… stało się. Po prostu. Pech to albo i nie. Chciała dawać, owszem, ale to nie miała być druga Matka Teresa, bo to, co miała do zaoferowania, nie było przeznaczone dla każdego i kogokolwiek, a tylko dla osób, które uznała za bliskie. I oczywiście, że tego domku z kart nie budowało się samemu i akurat Lestrange nie była z tych osób, które w ogóle chcą to robić samotnie. Mogła coś dźwignąć, mogła coś wziąć na siebie, nawet tę „większą połowę”, ale zdecydowanie nie była kimś, komu odpowiadało, by kierować drugą osobą. Już to zresztą kiedyś Saurielowi powiedziała – że nie jest swoją matką i nie ma takiej manii kontroli jak ona. Była naprawdę dużo łagodniejsza osobą, niż można się było spodziewać mając obraz jej rodziców i tego, gdzie pracowała.

Gdyby był jej całkiem obcy i gdyby nie dał się polubić, to jej cierpliwość byłaby żadna. Darliby wtedy koty w ten bardzo toksyczny dla wszystkich sposób; to się jednak szybko rozmyło i właściwie to łatwo można było zapomnieć o tym, jak wyglądały pierwsze ich spotkania: tragicznie. Perspektywa czasu pokazywała za to, że ani Sauriel nie był jedynie takim chamskim gościem, ani Victoria nie była panienką, która wysoko zadziera nosa. Więc ten jej spokój i cierpliwość rzeczywiście były tutaj błogosławieństwem i owszem, to zwykle ona była ta rozważna. Ale nawet ona potrzebowała, by i jej okazać cierpliwość – szkoda tylko, że Sauriel tego grama cierpliwości nie miał. Z drugiej strony jak miał mieć, skoro tak źle działo się w jego głowie; bo Victoria nie wierzyła, że tylko ze względu na tę krótką „rozmowę” (która w zasadzie była zaprzeczeniem rozmowy, bo Vika powiedziała w zasadzie tylko tyle, że nie chce udawania, a potem zamknęła się w sobie), zadziało się… to wszystko. To, że Sauriel zdecydował się jej pokazać swój tatuaż, gadał o rozmowie, po czym sam podjął decyzję, a na koniec spróbował się unicestwić, by ostatecznie wymusić na ojcu zerwanie tych zaręczyn. Nie. Taka lawina nie mogła powstać tylko od tego braku sensownej rozmowy. Chyba, że mogła…?

Nie spodziewała się właściwie, że Sauriel jej odpowiedź odbierze… tak. Że nie dotrze do niego, że to nie jest żart ani nic zabawnego. Ze gdyby talerz upuściła, to rozprysk powstałby na ziemi, ewentualnie bardzo naciągane ale jeśli miałoby to dosięgnąć jej twarzy to byłaby to rana bardziej… pionowa? Ukośna? Nie pozioma. Nie jakby ktoś celował talerzem dokładnie w nią, przez co ostry kawałek odbił się od ściany i zarysował jej policzek. Ale może to i lepiej, nie chciała mu psuć humoru tym, że przez jego decyzję ucierpiała bardziej niż mu się wydawało. Więc się tylko uśmiechnęła, kiedy wyglądał na takiego rozbawionego.

– Mogłam zapomnieć… – odpowiedziała mu bez sensu i ten jej uśmiech przybrał wygląd tego… przepraszającego. – Zapomniałam, że do babeczek nie dodaje się porcelany. Muszę poprosić znowu Strzałkę o przepis i wskazówki – tym bardziej, że w jej mieszkaniu Strzałki nie będzie. Będzie tam sama, sama będzie musiała gotować… Nie wiedziała jak to w ogóle będzie wyglądać, ale póki co w mieszkaniu na Pokątnej miała tylko część rzeczy. Decyzję podjęła siódmego, dzisiaj był dziesiąty – nie było to zbyt wiele czasu, jeśli chciała swoje rzeczy przenieść po cichu przed oficjalnym poinformowaniem rodziców, że się wyprowadza. Rozumiała jednak dlaczego Sauriel tutaj tkwił. Nie miał wcześniej nikogo, kto by mu pomógł, został ze wszystkim całkiem sam i zamiast uciec po cichu to… No. Nie miał po prostu dokąd uciec. Pieniądze szczęścia nie dawały, ale z pewnością bardzo wiele rzeczy ułatwiały. – Tak? Dziękuję – nie oczekiwała żadnego komplementu, nawet się tego nie spodziewała. Choć… było to miłe, zdecydowanie. Jej uśmiech teraz nawet trochę złagodniał. – To wygląd ma coś wspólnego z głupotą lub jej brakiem? – podjęła zaczepkę i spojrzała na zegarek. Tak, zdecydowanie był już czas. Wstała więc, czekając aż i Sauriel wstanie, narzuciła sobie pasek torebki na ramię i schyliła się po pieniążek, który leżał sobie spokojnie na stole. Wyciągnęła też dłoń ze świstoklikiem do Sauriela, żeby mógł go dotknąć. – Trzy, dwa, jeden… – wyliczyła, patrząc na wskazówki zegarka…


… mieli się pojawić na skraju polany, tuż za linią drzew, by w razie czego móc Sauriela wcisnąć pomiędzy nie, gdyby jakimś cudem cos zostało źle wyliczone a słońce nie robiło się ciemne. Na szczęście jej nadgorliwość w tym wypadku została wynagrodzona, bo w tym właśnie momencie słońce zostało całkowicie przysłonięte. Nie wyglądało to jakby byli w Little Hangleton, była to jakieś zupełnie inne miejsce, ale w tym momencie… nie miało to chyba większego znaczenia. Zerknęła na Sauriela, czekając na to co on zrobi. Ściągnie kaptur? Siądzie na trawie? Mógł robić co tylko chciał, to było wszak wszystko dla niego. Delikatny wietrzyk zakołysał rozpuszczonymi włosami Victorii.

– I jak? – zapytała po chwili.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Sauriel Rookwood (4622), Victoria Lestrange (5294)




Wiadomości w tym wątku
[10.07.1972] I tylko ja i słońce - przez Victoria Lestrange - 20.11.2023, 19:37
RE: [10.07.1972] I tylko ja i słońce - przez Sauriel Rookwood - 21.11.2023, 17:24
RE: [10.07.1972] I tylko ja i słońce - przez Victoria Lestrange - 21.11.2023, 20:29
RE: [10.07.1972] I tylko ja i słońce - przez Sauriel Rookwood - 22.11.2023, 16:53
RE: [10.07.1972] I tylko ja i słońce - przez Victoria Lestrange - 23.11.2023, 00:09
RE: [10.07.1972] I tylko ja i słońce - przez Sauriel Rookwood - 24.11.2023, 16:26
RE: [10.07.1972] I tylko ja i słońce - przez Victoria Lestrange - 24.11.2023, 23:42
RE: [10.07.1972] I tylko ja i słońce - przez Sauriel Rookwood - 25.11.2023, 12:38
RE: [10.07.1972] I tylko ja i słońce - przez Victoria Lestrange - 25.11.2023, 14:33
RE: [10.07.1972] I tylko ja i słońce - przez Sauriel Rookwood - 26.11.2023, 10:07
RE: [10.07.1972] I tylko ja i słońce - przez Victoria Lestrange - 26.11.2023, 14:42
RE: [10.07.1972] I tylko ja i słońce - przez Sauriel Rookwood - 26.11.2023, 17:52
RE: [10.07.1972] I tylko ja i słońce - przez Victoria Lestrange - 26.11.2023, 20:11
RE: [10.07.1972] I tylko ja i słońce - przez Sauriel Rookwood - 28.11.2023, 00:32

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa