Wypadało pojawić się na sabacie. Ciekawiło ją to, szczególnie, że tym razem przybrał inna formę po ostatnim Beltane, które zakończyło się dosyć zaskakująco. Nie, żeby to jej przeszkadzało, w końcu Lord Voldemort dzięki temu zyskał jakieś magiczne siły, zginęło dużo ludzi, ale ofiary zawsze musiały się pojawić. Czasem było warto przelać nieco krwi, coś za coś jak to mówią.
Na Lithę Bellatrix wybrała się w towarzystwie swojego narzeczonego, wypadałoby, żeby od czasu do czasu pokazywali się razem wśród innych czystokrwistych czarodziejów. Panna Black wierzyła, że będzie ich tu sporo, w końcu było to mistyczne święto, a bardzo wielu magów było naprawdę mocno wierzących. Sama czasami zastanawiała się, jakie ma podejście do wiary, nie umiała tego jakoś szczególnie określić. Obchodziła wszystkie sabaty, w ten sposób bowiem została wychowana, aby czcić tradycję, czy znaczyło to jednak dla niej coś więcej? Jak na razie to sama nie do końca wiedziała, za młoda była na takie przemyślenia.
Szła przed siebie trzymając Rolpha pod rękę. Ubrana była elegancko, zdecydowanie bardzo elegancko jak na wizytę w takim miejscu, jednak wypadało wystroić się dla Matki. Na pewno doceni to, kiedy Bellatrix będzie potrzebowała pomocy. Jej szata była karmazynowa, skorzystała również ze szminki w podobnym odcieniu, żeby dopełnić swoją stylizację. Nie spieszyła się nigdzie, pozwalała sobie na krótkie przystanki przy każdym mijanym stoisku. - Co ci się najbardziej podobało? - Spytała zupełnie przypadkiem. Na pewno zamierzała sobie coś tutaj kupić, a raczej nie do końca sobie (pewnie zaniesie to do mieszkania narzeczonego, żeby zrobiło się w nim trochę przytulniej).
Zauroczona była tańcem kapłanek, które poruszały się bardzo zwinnie wokół płonących ognisk. Zawiesiła swój wzrok na jeden z nich, jednak dotarło do niej, że zaczęła się wpatrywać w ogień, a nie w kobietę.
!płomienie