27.11.2023, 13:52 ✶
Ich pierwsze publiczne wyjście jako narzeczeństwo.
Nie było tak spektakularne jak wjazd na końskim grzbiecie z Elliottem, a sam Perseus nie rzucał się w oczy z tą piekielną laską tak jak podczas licytacji Longbottoma, a mimo to nie mógł wyzbyć się przeczucia, że jest obserwowany, że czyjeś oczy wciąż za nim wodzą. Nie mylił się - gdy tylko spojrzał w kierunku namiotu okupowanego przez Macmillanów dostrzegł matkę plotkującą ze swoją bratową. Uniosła dłoń w powitaniu, a Perseus odpowiedział jej słabym uśmiechem. Pobladł, o ile ten z natury blady mężczyzna mógł wyglądać jeszcze bladziej.
— Jak mniemam, nie masz raczej ochoty na spotkanie z teściową? — zwrócił się do Vespery, rozluźniając nieco krawat bolo z czerwonym rubinem. Odziany był jak zwykle w czerń; tym razem jednak z uwagi na wysoką temperaturę zamiast uroczystej szaty wybrał czarną koszulę i ograniczył się do założenia nań kamizelki w tym samym kolorze, obszytej złotymi nićmi. Złoto i czerwień, kolory słońca na tle czarnej pustki kosmosu. — Bo ja na pewno nie mam.
Ponownie się uśmiechnął, tym razem szczerze i promiennie. Przeniósł wzrok na narzeczoną i wstrzymał oddech, jakby ujrzał ją po raz pierwszy. Była piękna i pod każdym względem idealna, a Perseus nie mógł uwierzyć, że to właśnie jego wybrała, że to właśnie u jego boku widziała swoją przyszłość (choć, trzeba przyznać, że to niejako zostało im narzucone, gdy poddali się gorączce trawiącej ich w Beltane - może właśnie Matka miała taki plan dla ich obojga?).
Korzystając z tego, że w ich stronę zbliżała się grupka młodych czarownic, odbił nieco w bok, znikając tym samym z pola widzenia Daphne. W ten sposób znaleźli się przed stoiskiem, przy którym Mirabella Abbott wraz z innymi członkami towarzystwa herbologicznego wydawali swoje wianki. Uśmiechali się do nich zachęcająco.
— Co to za sabat bez wianków? — rzucił rozbawiony, pozwalając włożyć sobie zupełnie przypadkowy wieniec.
!wianki
Nie było tak spektakularne jak wjazd na końskim grzbiecie z Elliottem, a sam Perseus nie rzucał się w oczy z tą piekielną laską tak jak podczas licytacji Longbottoma, a mimo to nie mógł wyzbyć się przeczucia, że jest obserwowany, że czyjeś oczy wciąż za nim wodzą. Nie mylił się - gdy tylko spojrzał w kierunku namiotu okupowanego przez Macmillanów dostrzegł matkę plotkującą ze swoją bratową. Uniosła dłoń w powitaniu, a Perseus odpowiedział jej słabym uśmiechem. Pobladł, o ile ten z natury blady mężczyzna mógł wyglądać jeszcze bladziej.
— Jak mniemam, nie masz raczej ochoty na spotkanie z teściową? — zwrócił się do Vespery, rozluźniając nieco krawat bolo z czerwonym rubinem. Odziany był jak zwykle w czerń; tym razem jednak z uwagi na wysoką temperaturę zamiast uroczystej szaty wybrał czarną koszulę i ograniczył się do założenia nań kamizelki w tym samym kolorze, obszytej złotymi nićmi. Złoto i czerwień, kolory słońca na tle czarnej pustki kosmosu. — Bo ja na pewno nie mam.
Ponownie się uśmiechnął, tym razem szczerze i promiennie. Przeniósł wzrok na narzeczoną i wstrzymał oddech, jakby ujrzał ją po raz pierwszy. Była piękna i pod każdym względem idealna, a Perseus nie mógł uwierzyć, że to właśnie jego wybrała, że to właśnie u jego boku widziała swoją przyszłość (choć, trzeba przyznać, że to niejako zostało im narzucone, gdy poddali się gorączce trawiącej ich w Beltane - może właśnie Matka miała taki plan dla ich obojga?).
Korzystając z tego, że w ich stronę zbliżała się grupka młodych czarownic, odbił nieco w bok, znikając tym samym z pola widzenia Daphne. W ten sposób znaleźli się przed stoiskiem, przy którym Mirabella Abbott wraz z innymi członkami towarzystwa herbologicznego wydawali swoje wianki. Uśmiechali się do nich zachęcająco.
— Co to za sabat bez wianków? — rzucił rozbawiony, pozwalając włożyć sobie zupełnie przypadkowy wieniec.
!wianki
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory