Na tegoroczną Lithę Leon zaprosił swoją przyjaciółkę Olivię. Zgodnie z tym, co napisał do niej w liście, zobowiązał się do przyjścia po nią do jej domu, tak by razem mogli udać się na najbliższy świstoklik do Stonehenge. Tego dnia Leon założył białą koszulę z długim rękawem, który zawsze mógł podwinąć do łokci gdyby zrobiło mu się za gorąco, szarą marynarkę i pasujące do niej spodnie. Pomimo, że ten letni dzień okazał się być wystarczająco ciepły, wolał zabrać ze sobą tę marynarkę na wypadek, gdyby zaczął mu doskwierać powiązany z jego chorobą chłód.
Radość z uczestniczenia w tym wydarzeniu w towarzystwie Olivii trochę przyćmiewało odczuwane przez niego przewlekłe zmęczenie, osłabienie organizmu i to, że nie będzie w stanie poszaleć podczas tego sabatu. Uzdrowiciele zalecali mu prowadzenie spokojnego trybu życia i do tego starał się stosować najlepiej jak potrafił, chcąc ograniczyć do minimum ryzyko wystąpienia u siebie duszności. Liczył na to, że nie doświadczy podczas tego wydarzenia krwotoku z nosa.
Po dotarciu na miejsce, zapukał do drzwi mieszkania, w którym pomieszkiwała Olivia. Gdy dołączyła do niego, uśmiechnął się na jej widok i wyciągnął ku niej ramiona, aby objąć ją na powitanie.— Cześć. Ładnie wyglądasz. To dla ciebie. — Przywitał się z przyjaciółką, po tym jak wypuścił ją z objęć. Wygłoszony przez niego komplement był w pełni uzasadniony. Wyciągnął ku niej dłoń, w której trzymał niewielki bukiecik. Na kwiatach to się nie znał, jednak idąc po nią mijał kwiaciarnię i postanowił wstąpić po jakiś bukiecik dla przyjaciółki.
— Gotowa? — Pytając wyciągnął ku niej rękę, za którą mogła go chwycić, jeśli chciała. Musieli dotrzeć na najbliższy świstkoklik. Po jego użyciu dotarli na miejsce, w którym odbywał się sabat. kamienny krąg zrobił na nim ogromne wrażenie. Zwłaszcza, że został odpowiednio udekorowany. Rozpalone w centrum kręgu ognie przykuwały jego spojrzenie, tak jak tańczące wokół ognisk kapłanki. Wsłuchiwał się w rozbrzmiewającą muzykę. Zamierzał także przejść się od straganu do straganu, zakupić coś do zjedzenia i przyjrzeć się sprzedawanym tutaj wyrobom rzemieślniczym. Oddychał zapachem kwiatów, wonią ziół oraz dymem z ogniska.
— Weźmy sobie po wianku. — Zaproponował przyjaciółce, uśmiechając się zachęcająco. Nie wiedział, jaki ten wianek mu się trafi, jednak wierzył że będzie dopasowany do niego.
!wianki