27.11.2023, 20:34 ✶
Faktycznie byłem w dobrym humorze, bo chociaż moje marzenia - i właściwie też oczekiwania - się nie ziściły, to jednak dalej pozostawałem w jednym kawałku, a z kasą jakoś dam sobie radę, co nie? Jak nie w tę stronę, to w tamtą i tak dociągniemy do końca miesiąca, a nawet i dłużej. Nie pierwszy i nie ostatni raz miałem okazję stąpać po podobnie niebezpiecznych linach, więc... Byle ta lina nie była na wysokości, to sobie poradzę, o! Ze swojego poziomu upadków się nie bałem, bo zawsze mogłem wstać i iść dalej. Na przykład do klubokawiarni, co brzmiało nad wyraz egzotycznie. Nie sądziłem, że można by połączyć kawiarnię z klubem, a jednak!
- Przyznam szczerze, że przywykłem do krętaczy i oszustów. Tak bywa, kiedy chcesz komuś pomóc, nie robić pod górkę. Ten kupon miał być zapłatą za towar, ale wyszło jak wyszło... - przyznałem się, nieco drapiąc po szyi, bo to w sumie brzmiało niesamowicie naiwnie, ale też nie chciałem wyjść na kompletnego idiotę, co kupuje przeterminowane kupony, może też chciał oszukać obsługę punktu na wygraną, ani też na kogoś, kto grywa, oddaje się w ręce hazardu. Byłem, powiedzmy, że przykładnym obywatelem... z kilkoma drobnymi uchybieniami.
- Alex, mówi mi Alex. Albo Alexander. Jak zresztą wolisz - zaśmiałem się z tej pełnej wersji swojego imienia, ale wiedziałem, że brzmiała dosyć szacownie, więc niekiedy pozwalałem sobie na jej używanie, aczkolwiek dla przyjaciół, to po prostu Alex. Albo Al. Kwestia inwencji twórczej. - I jestem z cyrku... Fantasmagoria, niekiedy znanego jako cyrk Bellów. Jeśli nie miałaś okazji nas oglądać, to zapraszam. Aktualnie nasze namioty są rozstawione w Little Hangleton - wyznałem w ramach jej zapytania, a przy okazji reklamy. Nie miałem nic przeciwko dzieleniu się z innymi swoim zawodem, szczególnie że Fantasmagoria nie tylko była moją pracą oraz źródłem utrzymania, ale również domem. Byłem dumny z niego i z tych wszystkich ludzi... Poza tym nic poza cyrkiem nie miałem.
- Coraz bardziej znana w okolicy? To debiutantka wśród pokątnych wypieków? - zapytałem z ciekawością, zmieniając też temat, bo Nora Nory brzmiała mi już na moje ulubione miejsce w okolicy. WYPIEKI brzmiały nad wyraz smacznie, tak smacznie, że będę musiał coś wziąć na wynos Flynnowi... Albo i nie, bo nie wiem, w jaki sposób Elka zareagowałaby na zjadanie ciastek konkurencji? Mogłoby być jej przykro, że wolimy inne zamiast jej.
- Przyznam szczerze, że przywykłem do krętaczy i oszustów. Tak bywa, kiedy chcesz komuś pomóc, nie robić pod górkę. Ten kupon miał być zapłatą za towar, ale wyszło jak wyszło... - przyznałem się, nieco drapiąc po szyi, bo to w sumie brzmiało niesamowicie naiwnie, ale też nie chciałem wyjść na kompletnego idiotę, co kupuje przeterminowane kupony, może też chciał oszukać obsługę punktu na wygraną, ani też na kogoś, kto grywa, oddaje się w ręce hazardu. Byłem, powiedzmy, że przykładnym obywatelem... z kilkoma drobnymi uchybieniami.
- Alex, mówi mi Alex. Albo Alexander. Jak zresztą wolisz - zaśmiałem się z tej pełnej wersji swojego imienia, ale wiedziałem, że brzmiała dosyć szacownie, więc niekiedy pozwalałem sobie na jej używanie, aczkolwiek dla przyjaciół, to po prostu Alex. Albo Al. Kwestia inwencji twórczej. - I jestem z cyrku... Fantasmagoria, niekiedy znanego jako cyrk Bellów. Jeśli nie miałaś okazji nas oglądać, to zapraszam. Aktualnie nasze namioty są rozstawione w Little Hangleton - wyznałem w ramach jej zapytania, a przy okazji reklamy. Nie miałem nic przeciwko dzieleniu się z innymi swoim zawodem, szczególnie że Fantasmagoria nie tylko była moją pracą oraz źródłem utrzymania, ale również domem. Byłem dumny z niego i z tych wszystkich ludzi... Poza tym nic poza cyrkiem nie miałem.
- Coraz bardziej znana w okolicy? To debiutantka wśród pokątnych wypieków? - zapytałem z ciekawością, zmieniając też temat, bo Nora Nory brzmiała mi już na moje ulubione miejsce w okolicy. WYPIEKI brzmiały nad wyraz smacznie, tak smacznie, że będę musiał coś wziąć na wynos Flynnowi... Albo i nie, bo nie wiem, w jaki sposób Elka zareagowałaby na zjadanie ciastek konkurencji? Mogłoby być jej przykro, że wolimy inne zamiast jej.