Skinęłaś jedynie głową na jej pytanie. Nie byłaś w stanie jej wyjaśnić, dlaczego ten trunek, ale nic nie mogłaś poradzić, że chciałaś się jak najszybciej upić, aby zapomnieć, aby ponieść się temu cholernemu uczuciu bezwładu, który powodowało upojenie alkoholowe. Serce waliło ci tak szybko, a oczy zaszkliły, gdy tylko spojrzałaś na rudą. Olivia była teraz tym czego potrzebowałaś, ale czułaś się jednocześnie winna, że wciągałaś ją w swoje problemy. Czułaś jednak, że Olivia swoją naturą idealnie wejdzie do twojej głowy i zniszczy to, co w niej miałaś. Chciałaś tego, aby sprowadziła twoje serce na ziemię, aby zwyzywała za ciebie Rookwooda, aby sprawiła, że naprawdę pozbędziesz się go ze swojego serca. Wiedziałaś też, że nie było to takie proste, że Augustus się w nim cholernie mocno rozsiadł i zniszczył twoją logikę. Ramiona Olivii były dla ciebie opoką, idealnie sprowadzały cię na ziemię, trzymały tu i podpowiadały, że wszystko się ułoży. Gdy już siedziałyście na kanapach zagryzłaś mocno wargę obserwując bawiący się tłum. Kiepskie miejsce do rozmów, ale nikt was nie podsłucha, nikt nie pozna nazwiska Rookwooda i nikt nie rozniesie o tobie plotek, prawda?
– Piątek byłam z nim na kolacji – zaczęłaś w końcu siedząc blisko niej i patrząc gdzieś na jej usta, aby nie patrzeć w jej oczy – Wyznał, że chce, aby to była randka. Oczywiście powiedziałam mu, że jest głupi i nie powinien tak myśleć, bo ma żonę, sprowadziłam go lekko na ziemię, ale zaproponował mi romans – czułaś, że brzmi to tak paskudnie, że zamknęłaś ze wstydu oczy. Jak mogłaś w ogóle myśleć, że przyjaźń między wami ma rację bytu? – Wyszłam, ale wtedy on poszedł za mną. Jest cholernie uparty, tak cholernie uparty – odważyłaś się spojrzeć Olivii w oczy, ale nie dałaś jej dojść do słowa – Pocałował mnie, było to naprawdę przyjemne uczucie – w oczach znowu pojawiły ci się łzy, ale tym razem tego nie powstrzymywałaś. – Zawsze tego chciałam, ale zakazałam mu tego, powiedziałam, że ma tego nie robić, ale dzisiaj… dzisiaj zabrnęło to za daleko. Pojechałam z nim na wycieczkę, chciał ze mną o tym porozmawiać, dałam mu w końcu ultimatum, że jeśli chce się ze mną przyjaźnić musi odpuścić z tym chorym pomysłem na romans, ale… nie podziałało… ja prawie… się z nim… przespałam – gula w gardle wręcz przeszkadzała ci w mówieniu, więc napiłaś się whisky, wypiłaś wręcz wszystko, co sobie nalałaś na jednego łyka jakby miało ci to pomóc w wyrzuceniu tego z siebie – Do niczego nie doszło, bo sam przerwał, chyba zobaczył, że… nie mogę… ale tak bardzo – policzki zapiekły cię ze wstydu, oparłaś się o zagłówek kanapy i ukryłaś twarz w dłoniach. Nie mogłaś spojrzeć na Olivię, za bardzo palił cię wstyd, bo naprawdę chciałaś wejść w ten romans, upaść, zniszczyć swoją duszę. – Zaproponował mi, że ze mną ucieknie na drugi koniec świata byle ze mną być, a gdy powiedziałam, że to nie możliwe wyznał, że kocha swoją żonę, ale jednocześnie też mnie. To ja jestem tu głupia, czy on… on jest manipulantem? – nie wiedziałaś jak to nazwać.